Dieta Inspiracje Lifestyle

5 nawyków żywieniowych, z których jestem dumna

Od pewnego czasu, mniej więcej dwóch lat, znów mogę powiedzieć, że jestem zadowolona z tego, jak wygląda moja dieta. Mówiąc dieta, mam na myśli nie odchudzanie, a stały sposób odżywiania się: zdrowe nawyki i jednocześnie czerpanie przyjemności z jedzenia.

Wdrażałam je około pół roku, z mniejszymi i większymi sukcesami, aż osiągnęłam optymalny stan. To zresztą nie pierwszy raz, gdy podjęłam się tego zadania. Jeśli czytacie mnie od dawna, może pamiętacie projekt, o którym pisałam na blogu: mały krok – wielka zmiana. Na przełomie 2013 i 2014 roku zmieniłam nawyki żywieniowe, zaczęłam regularnie ćwiczyć, a to zaowocowało świetnym samopoczuciem, wynikami i sylwetką lżejszą 15 kg. Niestety tę równowagę zachwiała pierwsza ciąża. Fatalne samopoczucie i określone zachcianki (nigdy nie sądziłam, że przez trzy miesiące można odżywiać się wyłącznie białymi bułkami z twarożkiem… ;)) sprawiły, że moja dieta była monotematyczna. Po porodzie nie było lepiej. To był czas reorganizacji całego dotychczasowo życia. Na pierwszym miejscu było dziecko, a nie dbanie o siebie. Jadłam byle jak, nieregularnie, nie zwracając uwagi na makroelementy. Ale w końcu przyszło otrzeźwienie i wzięłam się za planowanie diety, w czym bardzo pomógł mi system prowadzony w moim bullet journalu.

Wprowadziłam 5 podstawowych zasad, które pozwalają mi utrzymać dietę w ryzach. Może jesteście na podobnym etapie, jak ja jeszcze niedawno i tym wpisem zainspiruję Was do pozytywnych zmian? 🙂

#piję co najmniej 2 litry wody dziennie

Bardzo zależało mi na wyrobieniu sobie nawyku picia wody. Mimo, że nigdy nie byłam fanką gazowanych i kolorowych napojów, ciągle zapominałam, żeby systematycznie sięgać po butelkę z wodą. Nie wiem, jak u Was, ale u mnie odwodnienie szybko objawia się bólem głowy, dekoncentracją i ogólnie złym samopoczuciem. Choćby dla dobrego nastroju musiałam nauczyć się regularnie pić wodę. Przy łóżku obowiązkowo stawiam każdego wieczoru pełną szklankę lub butelkę (kilka łyków rano pozwala na szybkie otrzeźwienie po śnie, a także na rozruch metabolizmu), a w ciągu dnia staram zawsze mieć przy sobie wypełniony po brzegi ulubiony kubek. Poza domem natomiast posiłkuję się antybutelką, która pozwala zabrać około pół litra płynu. Systematycznie pić wodę nauczyłam się także za pomocą aplikacji na smartfon oraz zasady: woda + posiłek, która polega na wypiciu szklanki płynu 10 – 20 min przed jedzeniem.

#posiłki jem regularnie co 3-4 godziny, omijam niezdrowe przekąski

Kiedyś wydawało mi się, że planowanie posiłków na cały dzień, ba – na cały tydzień!, to żmudna praca, wymagająca siedzenia kilku godzin w kuchni. W końcu przygotowanie 5 dań, które będą pełnowartościowe i nie będą jedzeniem typu fast food może odstraszyć. Wystarczyło dobrze poszukać: na blogach kulinarnych, w książkach, czasopismach i garść zdrowych dań znalazła się bardzo szybko. Podstawą jest oczywiście śniadanie: najczęściej jest to owsianka na gorąco z owocami i orzechami, pełnoziarniste naleśniki, placki lub zdrowe ciastko z kubka. Drugie śniadanie to zazwyczaj koktajl, pokrojone w cząstki owoce (wybieram banany i polskie, sezonowe) z jogurtem lub sałata z ziarnami, wartościowym białkiem, orzechami i aromatycznym sosem (dzięki nowoczesnym opakowaniom, które, utrzymują temperaturę dania, drugie śniadanie mogę bez strat dla wartości odżywczych i smaku zabrać poza dom). Mój obiad to głównie warzywa (przyrządzone dosłownie na tysiąc sposobów) z makaronem, ryżem lub kaszą – burgery warzywne, curry, leczo, warzywa nadziewane, wszelkie zapiekanki. Na podwieczorek i kolację chrupię surowe warzywa i owoce, piję pożywne koktajle lub robię kanapki na razowym chlebie z hummusem, warzywnymi pastami albo twarożkiem.

W rezygnacji z niezdrowych przekąsek pozwoliło mi zapisywanie pomysłów na dania kilka dni wcześniej (w każdą sobotę planuję posiłki na nadchodzący tydzień), planowanie zakupów (polecam aplikację Kuchnia + i Listonic) oraz gotowanie na dwa dni, zwłaszcza obiadów. Warzywny pasztet, blacha wege burgerów czy gar sycącego gulaszu nie wymagają wielkich umiejętności kulinarnych i kilku godzin stania przy kuchence, a są dobrym rozwiązaniem na dwudniowy obiad dla 2-3 osób.

#dietę oparłam na warzywach

Od paru lat próbowałam różnych diet, sposobów jedzenia, które nie tylko będą smaczne, ale przede wszystkim zdrowe i łatwe w codziennej realizacji. Przeszłam przez dietę niełączenia i dałam się namówić nawet na paleo. Na obu czułam się dobrze, ale gorzej zaczęło się dziać w obszarze zdrowia. Zachorowałam na niedoczynność tarczycy, chorobę, na którą, jak pokazało kilka badań, podobno zapada najmniej ludzi z obszarów, gdzie je się bardzo mało mięsa. Te okoliczności splotły się z moją ciążą i całkowitym odrzuceniem jego smaku. Z przyjemnością ograniczyłam spożycie mięsa i produktów odzwierzęcych do minimum.

Dzięki diecie roślinnej mój jadłospis pełen jest różnorodnych warzyw i owoców, pełnoziarnistych mąk, kasz i orzechów. Przestałam bać się pseudotuczących ziemniaków (kto wpadł na pomysł, że ziemniaki tuczą?), jedzenia owoców wieczorem (i w ogóle jedzenia dużych ilości owoców z powodu fruktozy) czy tłuszczów w surowej formie. Ogromną pomocą w dokonaniu tej zmiany okazały się trzy blogi: Jadłonomia, Ervegan i Wegan Nerd oraz książki twórców tych miejsc w sieci. Gotuję z nich na co dzień, ciesząc się pysznym i zdrowym jedzeniem.

#tradycyjne słodycze ograniczyłam do minimum

Ciasta, ciasteczka, czekolada, wafelki, lody… Kto ich nie lubi? 🙂 Słodki smak jest uzależniający, trudno z niego zrezygnować. Sama co najmniej raz w tygodniu mam ochotę zjeść coś bardzo słodkiego, ale jednocześnie jestem świadoma, jak spożycie cukru wpływa na organizm. Słodycze ze sklepu nie są dla nas dobre, ponieważ są wysokoprzetworzone, pełne konserwantów i tłuszczów utwardzonych. Jest w nich także syrop glukozowo – fruktozowy, który zwiększa apetyt, sprzyja tyciu, chronicznej otyłości, pojawieniu się cukrzycy typu II i zespołu jelita drażliwego. To puste kalorie, bardzo szybko spalane po zjedzeniu. To nie przypadek, że w krótkim czasie od uczty z tabliczką czekolady czy z paczką ciastek znów czujemy głód. Podsumowując – to jedzeniowy śmietnik. Zamiast tego funduję sobie zdrową alternatywę: świeże i suszone owoce, desery na bazie kaszy jaglanej, batony orzechowe, domową chałwę, granolę pieczoną w piekarniku – opcji jest mnóstwo. Pod poniższym linkiem rozwinęłam temat i podałam pełną listę zdrowych, słodkich przekąsek.

#zwracam uwagę na etykiety, kupuję od lokalnych wytwórców

Nie tylko na to, ile coś kosztuje w przeliczeniu na kilogram ;), ale przede wszystkim, co kryje się w składzie. Omijam jedzenie wysokoprzetworzone, wypełnione, m.in. trans tłuszczami, konserwantami, syropem glukozowo – fruktozowym. Wybieram jedzenie o prostym i przejrzystym składzie, opartym na składnikach, których nazw nie muszę sprawdzać w internecie. Staram się także stawiać produkty od polskich wytwórców na pierwszym miejscu, najlepiej z lokalnego rynku (na przykład, po warzywa i owoce wybieram się do warzywniaka pod domem – jakość jedzenia nieporównywalna z tym marketowym).

Jakimi zasadami kierujecie się w swojej diecie? Zwracacie uwagę na jakość jedzenia, miejsce, skąd pochodzi? Wymieńmy się swoimi doświadczeniami w tym temacie. 🙂

Wpisy, które mogą Ci się podobać

7 komentarzy

  • Odpowiedz Chocolade 6 sierpnia 2017 o 15:17

    Gratuluję wytrwałości 🙂

  • Odpowiedz szaraanna 1 sierpnia 2017 o 07:21

    Zaintrygowała mnie Twoja zmiana, ostatnio sama rozglądam się za alternatywą „dla kuchni mięsnej”. Mam tylko jeden problem – Poślubiony jest strasznym mięsożercą. Jak udało Ci się przekonać swojego Męża do bezmięsnych posiłków? A może podajesz mu porcje z tzw wkładką? Będę bardzo wdzięczna za pomysł.

  • Odpowiedz Marita 31 lipca 2017 o 17:10

    Obłednie pyszne zdjęcia 🙂 Częściej pisz o diecie, ślinka cieknie 🙂
    Jeśli o mnie chodzi to ja kocham roślinną dietę. Jestem wege od ponad 10 lat i kocham ten stan. Nie tylko utrzymuję wagę, ale też nie mam wahań typu że muszę zjeść nagle coś słodkiego i niezdrowego. Ustabilizowałam jadłospis jakiś czas temu przez spisywanie tego, co jem i dzięki temu wyeliminowałam niezdrowe przekąski (nawet wegetarianie takie mają ;)).
    Co to za system w Bullet Journalu?

  • Odpowiedz Agnieszka 31 lipca 2017 o 10:16

    Mnie czeka taka rewolucja, bo ostatnio zapomniałam się w dbaniu o dietę, na talerzu lądowało co popadnie… Chętnie poczytam o tym systemie z bujo, bo problemem są dla mnie obiady, ich planowanie. Zazwyczaj kończy się jakimś fastfoodem :/

  • Odpowiedz Asia 29 lipca 2017 o 17:33

    Kupiłam antybutelkę po twoim wpisie o odkryciach i bardzo mi się sprawdza, fajny gadżet, z takich użytecznych a nie tylko modnych 🙂

  • Odpowiedz Pola 29 lipca 2017 o 13:36

    Jakie pyszne zdjęcia *.*
    Bardzo fajny wpis. U mnie taka stabilizacja przyszła od momentu, jak dowiedziałam się, że choruję na cukrzycę. Musiałam się ogarnąć. Było to trochę bolesne psychicznie, bo musiałam zrezygnować z wielu rzeczy, ale z perspektywy cieszę się z tych zmian. Najlepsze, że pośrednio dzięki tego, co zaszło w moim życiu poznałam swoją miłość 🙂
    P.S. Może kiedyś podrzucisz parę przepisów na rzeczy ze zdjęć? Widzę choćby fajne placuszki. Jak je robisz?

  • Odpowiedz bloGosia 28 lipca 2017 o 20:29

    Ja rok temu postanowiłam wziąć się w garść i zaczęłam jeść co 4 godziny normalny, ale mniejszy posiłek. Zrzuciłam dzięki temu 8kg, a od największego kryzysu 10 i czuję się z tym bardzo dobrze 🙂 Spadek wagi również nie był jakiś drastyczny, bo w ciągu miesiąca ubywało mi 2-2,5kg i nie czułam się jakaś niedożywiona. Wystarczyło trochę zdrowego rozsądku 🙂

  • Dodaj komentarz

    %d bloggers like this: