Nowość Pielęgnacja Pielęgnacja twarzy

Zasada podwójnych przyjemności i nowość: maski Czysta Glinka L’Oréal

Maska Czysta Glinka LOreal Paris

Gdy na co dzień jesteśmy osobami bardzo zabieganymi, znalezienie chwili i zajęcie się tylko sobą bywa trudne. Często spychamy pewne ulubione czynności na dalszy plan, tłumacząc się brakiem czasu. Mój sposób na dbanie o siebie w aspekcie urody – na pielęgnację włosów, skóry czy wykonanie manicure to wielozadaniowość. Wspomniane zabiegi kosmetyczne wykonuję najczęściej w tak zwanym międzyczasie, stosując zasadę “podwójnych przyjemności”.

Na czym polega moja zasada podwójnych przyjemności?

Na łączeniu czynności, które mnie relaksują, a na wykonanie których w osobnym przedziale czasu zabrakłoby mi doby. Świetnym przykładem są tu wszelkie zabiegi urodowe: paznokcie maluję w trakcie przesłuchiwania nowej płyty ulubionego wykonawcy, na włosy nakładam olejek podczas relaksującej kąpieli, a książkę czytam z maseczką na twarzy.

No właśnie, maseczka. Pretekstem do opowiedzenia Wam o zasadzie podwójnych przyjemności jest pojawienie się na rynku kosmetycznym maseczek Czysta Glinka. Marka L’Oréal Paris zaprosiła mnie do współpracy i podzielenia się z Wami opinią o tej pielęgnacyjnej nowości.

Trzy maseczki i trzy specjalne składniki

W gamie Czysta Glinka L’Oréal Paris znalazły się trzy maseczki. Każdy wariant, poza bazą (a bazą jest miks trzech glinek) zawiera dodatkowy składnik aktywny:

  • maseczka czarna – w jej składzie znajdziemy węgiel, znany z właściwości oczyszczających i absorbujących nadmiar sebum, a głównym zadaniem maseczki jest rozświetlenie i detoksykacja,
  • maseczka czerwona złuszcza i zwęża pory, a jej aktywnym składnikiem jest ekstrakt z czerwonych alg znany z właściwości rozjaśniających i ujednolicających koloryt skóry,
  • w maseczce zielonej znajduje się ekstrakt z eukaliptusa, który odświeża i oczyszcza; maska przyczynia się także do zmatowienia skóry.

Co jest wyjątkowego jest w maskach Czysta Glinka?

Często słyszę od znajomych kobiet, że nie mają czasu na dbanie o siebie – na zrobienie peelingu, wykonanie bardziej starannego makijażu czy nawet położenie odżywki na paznokcie. Ba, mnie również zdarza się tak mówić. Często nie mamy pomysłu, jak wcisnąć w rozkład dnia te kilka ważnych dla naszego samopoczucia i wyglądu czynności. Sama z reguły odrzucam kosmetyki, które wymagają poświęcenia długich minut cennego czasu, a wybieram te, dzięki, którym szybko osiągnę zamierzony efekt. Tak jest z maseczką Czysta Glinka – na odświeżenie i oczyszczenie cery z nią wystarczy jedyne 10 minut. Tyle spokojnie potrafię wygospodarować dla siebie w ciągu dnia.

Jej kolejną zaletą jest fakt, że to produkt gotowy do użycia – odkręcam szklany słoiczek, odtykam klapkę zabezpieczającą przed wysychaniem i aplikuję maseczkę na umytą, suchą skórę. Bez konieczności mieszania mikstur, brudzenia miseczek i wszystkiego, co trzymamy przy umywalce. Aż mnie trzęsie na myśl, jak długo sprzątałam po każdym użyciu glinki w proszku, którą musiałam przygotowywać na świeżo.

Maska Czysta Glinka LOreal Paris

W kwestii higieny ważne jest dla mnie także opakowanie. Nie wiem jak Wy, ale ja nie lubię maseczek w saszetkach. Słoiczki i tubki to jest to! Otwieram, zamykam, otwieram… Nic nie zasycha, nie marnuje się, nie kombinuję jak ocalić niezużyte resztki. To bezpośrednia oszczędność pieniędzy.

A jeśli jestem już przy temacie finansów. Cena jednej maseczki to w przybliżeniu 35 zł. Marka po przeprowadzonych testach wraz z konsumentkami informuje, że jeden słoiczek = 10 aplikacji. Jestem skłonna napisać, że spokojnie 11-12, przy nakładaniu jej cienką warstwą (bywam oszczędna do bólu :)). Jednorazowa aplikacja to, w zależności od ilości nakładanego produktu, od 3,5 do 2,9 zł. Porównując z cenami maseczek saszetkowych, których zawartość w mojej ocenie często się marnuje, bo, na przykład, zapomnimy o niej i nie wykorzystamy w określonym czasie, to atrakcyjna cena.

Ponadto maseczki te dostępne są na rynku masowym, w każdej drogerii czy nawet w działach kosmetycznych marketów. To spore udogodnienie, jeśli zależy nam na szybkim dotarciu do kosmetyku.

Przyjemność i skuteczne działanie?

Namiastkę przyjemności i komfortu w stosowaniu dał już sam słoiczek. Choć dość ciężki (w końcu to szkło), jest elegancki i ładnie prezentuje się w łazience. Drugi plus w kontekście relaksu maski dostały za zapach. Nie odbiega niczym od pięknie pachnących kremów. Prawdę mówiąc to moja pierwsza maseczka oczyszczająca na bazie glinek (a nie wiem czy znacie ich naturalny zapach – podpowiem, nie są to tropikalne kwiaty :)), która tak ładnie pachnie.

Najważniejsze to, mimo wszystko, działanie. Choć każda z nich dobrze oczyszcza skórę, domyka pory, rozjaśnia, wygładza i przyspiesza gojenie się drobnych niedoskonałości, mnie najbardziej spodobała się wersja czarna z węglem oraz czerwona z algami. Odniosłam wrażenie, że ich działanie jest najsilniejsze i najszybciej widoczne. Szczególnie w kontekście zapchanych porów i innych niedogodności związanych z posiadaniem cery problematycznej. Dodatkowym atutem czerwonej maseczki algowej jest zawartość ostrych, dobrze ścierających drobinek, którymi mogę wykonać porządny peeling.

Co jeszcze mogę dodać w temacie maseczek Czysta Glinka? Po około 10 minutach zaczynają zasychać. To znak, że są gotowe do zmycia i udaje się to bez większych problemów. Najczęściej przykładam ręczniczek zmoczony ciepłą wodą lub kilka dużych, wilgotnych wacików kosmetycznych i po chwili delikatnie ścieram kosmetyk.

Czy mogłabym coś poprawić w maseczkach? Idealnie byłoby, gdyby dołączona została szpatułka lub niewielki pędzelek, dzięki której mogłabym wydobyć maseczkę ze słoiczka. Zanurzanie palców w przyjemnej w dotyku, aczkolwiek brudzącej masie, zawsze kończy się szorowaniem paznokci szczoteczką. Aplikator byłby fajnym ułatwieniem.

Maska Czysta Glinka LOreal Paris

Reasumując, maseczki oceniam pozytywnie. Podoba mi się, że postawiono na trzy warianty, każdy do innych potrzeb skóry. Zielona jest najdelikatniejsza, natomiast czarna i czerwona należą do tych działających silniej. Czerwona dodatkowo powinna spodobać się fankom mocnych peelingów, ponieważ zawiera dość ostre drobinki.

Lubię w nich to, że są zawsze gotowe do nałożenia – nie wymagają specjalnego rozrabiania oraz są łatwe w aplikacji. Wygodzie i wydajności sprzyja odpowiednia konsystencja, a także słoiczek, dzięki któremu kosmetyk nie wysycha. Można zużyć go w całości. Odpowiada mi także ich cena, zwłaszcza biorąc pod uwagę ilość aplikacji.

Nie bez przyczyny zaliczyłam je do kosmetyków wywołujących miłe doznania. Pięknie pachną, odświeżają cerę, sprawiają, że jest dobrze oczyszczona, o ładnym kolorycie, wygląda na zadbaną i wypoczętą. Z przyjemnością sięgam po nie, gdy mam ochotę się zrelaksować i jednocześnie o siebie zadbać.

  • Gorąco zachęcam Was do wypróbowania nowych masek Czysta Glinka, a okazją ku temu może być fajna zabawa (z nagrodami!) zorganizowana przez markę L’Oréal Paris.
  • Na czym polega? Na zorganizowaniu babskiego wieczoru, tak zwanego #DetoxParty, na którym przetestujecie tę nowość, a relację w postaci zdjęcia z imprezy zamieścicie na Instagramie.
  • Maseczki możecie kupić w drogeriach lub możecie odebrać bezpłatne próbki na stronie www. Dzięki Waszej imprezowej fotce każda z przyjaciółek biorących udział w zabawie może wygrać pełnowymiarowy zestaw 3 Masek Czysta Glinka. P.S. I pamiętajcie o hashtagach: #instadetox #maskaczystaglinka #detoxparty! 🙂

Wpisy, które mogą Ci się podobać

40 komentarzy

  • Odpowiedz Gaki 21 marca 2017 o 16:17

    A czy działanie tych maseczek jest podobne do działania glinek w proszku, które się miesza z wodą?

  • Odpowiedz Aleksandra 17 marca 2017 o 11:53

    Ja lubię tylko glinkę białą bo nie brudzi . Cały czas szukam czystej glinki w tubie rozrobionej z hydrolatem. Nie lubię sama ich mieszać. Z drugiej strony można oszukać proporcje w kupnej glince poście.

  • Odpowiedz Anitka 16 marca 2017 o 11:39

    Multitasking to i moje drugie imię 😀 dlatego również cenię sobie wygodę użytkowania no i przede wszystkim jakość. Masek używam od Naturativ, bo na naturalnych składnikach są produkowane, a najlepiej jak kładę maskę na twarz i na włosy jednocześnie. Żeby lepiej działała to np. włosy w cieple trzeba trzymać więc chodzę po domu w plastikowym turbanie, a chłopak się na mnie patrzy jak na aliena 😛

    • Odpowiedz Magda • IdaliaStyle.pl 16 marca 2017 o 21:20

      Anitka, ale potem pewnie zachwyca się miękkością i zapachem włosów oraz promienną cerą? Ale co sobie wcześniej poogląda, to jego. 😉 Zostaje zamknąć się w łazience i udawać, ze jesteśmy tak piękne z natury i nie potrzebujemy żadnych ulepszaczy. 😀
      Z Naturativ chwalę sobie peeling żurawinowy i masło z kokosem, obłęd zapachowy i pod kątem działania też zachwyt!

      • Odpowiedz Anitka 17 marca 2017 o 10:34

        Magda, to prawda, uwielbia efekt po moich łazienkowych pielęgnacjach 🙂 O tak, masło kokosowe jest super. Ja jestem mjeszcze fanką serii otulającej. Czaję sie właśnie na kolejne zamówienie, bo powoli mi się kończą ^^

  • Odpowiedz LadyMademoiselle7 15 marca 2017 o 19:45

    Świetny post:) Od dawna zastanawiałam się nad wypróbowaniem tych maseczek, przekonałaś mnie, pozdrawiam!:)

  • Odpowiedz Hair Witch Project 15 marca 2017 o 16:54

    Ja również robię wiele rzeczy na raz…Zadbana kobieta nie da rady inaczej 😀 Z olejkiem na włosach zatem się ćwiczy, gotuje czy robi zakupy. Z maseczką czytam książki, słucham muzyki czy jeżdżę na rowerze stacjonarnym. Sprzątam nawet 😀
    Te maseczki bardzo do mnie przemawiają, idealnie się wpasowują w moje leniuchowe podejście do rozrabiania swoich :))

    • Odpowiedz Magda • IdaliaStyle.pl 16 marca 2017 o 21:23

      No wiesz, niektóre podobno tylko leżą i pachną… Skądś musiało się wziąć to powiedzenie. 😀 W każdym razie ja takich nie znam, tylko same zapracowane i zabiegane babki.
      Leniuchowe podejście świetnie określa mój stosunek do sypkich maseczek. Piąteczka! 🙂

  • Odpowiedz Greatdee.pl Make-up 15 marca 2017 o 13:44

    Czerwona i czarna się do mnie uśmiechają 🙂

  • Odpowiedz ClaudiaMorningstar 14 marca 2017 o 21:00

    Jestem ciekawa tej maski.

  • Odpowiedz Basia 14 marca 2017 o 19:13

    Miło, że L’Oreal wprowadził takie „gotowce” dla zabieganych 🙂 Ja lubię rozrabiać maseczki, ale przyznaję, że nie zawsze mam na to chęć 🙂

    • Odpowiedz Magda • IdaliaStyle.pl 16 marca 2017 o 21:32

      No właśnie, nie zawsze mamy i chęć, i czas. A pod ręką zawsze może stać słoiczek na taką okoliczność. Jedno nie wyklucza drugiego. 🙂

  • Odpowiedz aGwer 14 marca 2017 o 13:51

    Generalnie mogłabym spróbować jednej glinki, ale doszły mnie słuchy, że mocno uczulają i podrażniają skórę. Więc póki co poczekam na więcej opinii.

    • Odpowiedz Magda • IdaliaStyle.pl 16 marca 2017 o 21:33

      Myślę, że to jak z każą maseczką na bazie glinki (z algami jest podobnie). Co wrażliwsze cery mogą lekko podrażnić, aczkolwiek nie brałabym tego jako pewnik. Najlepiej spróbować na małym fragmencie skóry z próbką.

  • Odpowiedz Iskandinav Evim 14 marca 2017 o 09:36

    Uwielbiam Twoje zdjecia, sa bardzo inspirujace! Powinnas zajac sie zawodowo stylizacja produktow 🙂

  • Odpowiedz justyna wiśniewska 13 marca 2017 o 22:49

    Ja już Ci mówiłam na IG że miałam tą czarną i zło 😛

  • Odpowiedz Idyllaablog 13 marca 2017 o 18:49

    Sama bardzo często łączę przyjemności:) aby choć chwilę poczuć się bardziej kobieco:).Maski bardzo mnie kuszą więc z pewnością którą z nich kupię:)

  • Odpowiedz agnieszka szolenc 13 marca 2017 o 17:38

    Ale klimatyczne zdjęcia, zawsze cudowne <3
    Podoba mi się twoja zasada przyjemności, chyba ja wprowadzę, bo przy studiach i pracy to nie mam już na nic czasu 🙁

    • Odpowiedz Magda • IdaliaStyle.pl 13 marca 2017 o 20:47

      Aga, dziękuję :*
      A czas wolny? Chociaż pół godziny na książkę czy ulubiony serial. Nic nie da się zrobić? 🙂

  • Odpowiedz Joy 13 marca 2017 o 17:31

    Madzia, gratuluje oficjalnie 🙂 Czytam Cie od tak dawna, ze ciesze sie jak ze szczescia przyjaciolek z reala <3
    A co do masek to widzialam je u siebie w Boots, ale jeszcze nie kupowalam. Weglowa wyglada fajnie, mialam taka z Beauty Formulas i byla genialna!!! W PL chyba ich nie ma wiec pewnie nie uzywalas.

  • Odpowiedz Mati 13 marca 2017 o 17:25

    Piękne zdjęcia, takie wiosenne, aż mam ochotę kupić tą zieloną!
    Fajnie, że ładnie pachną, to zachęcające.

  • Odpowiedz Marta z FB 13 marca 2017 o 17:21

    Ślicznie wyglądasz, promiennie 🙂 Jeszcze raz gratuluję! 🙂
    A co do maseczek to mam na razie zapas tych saszetkowych (obkupiłam się na niedawnych targach i muszę zużyć), ale chętnie spróbuję tych. Masz rację, że słoiczek to wygoda. Miałam nawet pomysł, żeby te moje przelać, ale nie wiem czy to higieniczne i czy nie stracą na wartości, bo jednak zostały przeznaczone do saszetek.
    Pozdrawiam cieplutko, dużo zdrowia 🙂

    • Odpowiedz Magda • IdaliaStyle.pl 13 marca 2017 o 20:44

      Martuś, dziękuję raz jeszcze! :*
      Jeśli wyparzysz słoiczek i zachowasz najwyższe reguły higieny to może się udać.

  • Odpowiedz Joasia 13 marca 2017 o 17:18

    Piękne zdjęcia i maseczka ciekawa! I serdecznie gratuluję kochana (nie mam konta na ig i fb) drugiego dzidziusia! Musisz się cieszyć, że będzie parka <3 Mi tez się marzy drugie, ale moja córcia dopiero skończyła rok i daje nam popalić… Czasu dla siebie mam niewiele i marzy mi się taki weekend tylko dla siebie. Może niedługo 🙂

    • Odpowiedz Magda • IdaliaStyle.pl 13 marca 2017 o 20:40

      Joasiu, bardzo dziękuję! 🙂 Mój też daje popalić, chyba bunt dwulatka się zbliża. Trzeba to przeżyć, nie ma innej rady! 🙂

  • Odpowiedz Monika 13 marca 2017 o 17:15

    Ciekawa jestem jak pachną bo glinki zazwyczaj nie fajnie pachniały. Miałam Argiletz z apteki i wspominam świetnie, ale zapachowo to nie powalała a jednak jak piszesz, warto sobie uprzyjemnić czas pielęgnacji. Kiedyś koleżanka wspomniała, że ona dodaje kropelkę olejku lawendowego do maseczek, ale nie wiem czy to dobry pomysł. Jak myślisz?

    • Odpowiedz Magda • IdaliaStyle.pl 13 marca 2017 o 20:39

      Zieloną? Też ją miałam, daaaawno temu. Pachniała dość delikatnie, ale nadal jak glinka. Dla alergików to może być zaleta, ale ja mam skórę normalną. Wolę ładniej pachnące kosmetyki i jeśli mogę takich używać, to używam. 🙂

  • Odpowiedz Visenna 13 marca 2017 o 17:04

    Mnie ta cena koło 35zł za 50ml produktu jednak odstrasza, szczególnie że maseczki saszetkowe mają po 7ml i te glinkowe potrafią kosztować poniżej lub około 2zł:) Sama glinka też jest bardzo tanim surowcem, więc osobiście nie będę przepłacać tych 30zł za wygodę 🙂

    • Odpowiedz Agnieszka Zienkiewicz 13 marca 2017 o 17:13

      A ja będę w kontrze do twojego głosu chociaż jestem raczej skąpą konsumentką (moja kosmetyczka makijażowa to rptem trzy kosmetyki i to drogeryjne) 🙂 Jak tak przeliczę to masz rację, ale dla mnie ta wygoda to właśnie to za co lubię zapłacić. Dużo maseczek wyrzuciłam bo były w saszetkach, nie mam regularności, smaruję się może raz na tydzień i zapominam że trzeba je zużyć. Te 30 kilka zł to dla mnie górna cena jaką mogłabym zapłacić 🙂

      • Odpowiedz Magda • IdaliaStyle.pl 13 marca 2017 o 20:37

        Agnieszka, to zdradź co to za trzy kosmetyki, jestem ciekawa, co to za wybrańcy, którym jesteś wierna 🙂
        A odnośnie maseczek- mam podobne zdanie, ale właśnie dlatego, że po prostu nie pamiętam, by wykorzystać pozostałą część i wyrzucam pośrednio pieniądze.

    • Odpowiedz Magda • IdaliaStyle.pl 13 marca 2017 o 20:36

      Visenna, no właśnie to zależy jak spojrzeć na tę kwestię. Bo jeśli ktoś jest sumienny i pamięta o tym, żeby zużyć maseczkę to absolutnie zgadzam się z Tobą. Ze swojej perspektywy jednak widzę, że bardziej sprawdzają się opakowania, które można zamknąć. Wiele maseczek wylądowało w koszu, bo czekały tydzień i dłużej po otwarciu. Ze słoiczkiem nie ma tego problemu.

    Dodaj komentarz