Zapach, w którym odnalazłam siebie | Woda perfumowana Femme Avon

Zawsze, gdy zasiadam do napisania recenzji perfum, dochodzę do wniosku, że umiejętność ciekawego opowiadania o zapachach to prawdziwy dar i jednocześnie sztuka. Uważam też, że po części można się tego nauczyć poprzez ćwiczenia, dlatego nie poddaję się i popełniam dziś kolejny wpis, tym razem o zamkniętej w diamentowym flakoniku wodzie perfumowanej Femme od Avon, która wbrew pozorom nie przywiodła mych myśli ku elegancji i luksusowi a… ku mojemu dzieciństwu. 🙂

Decydujecie się czasem na zakup perfum opierając swój wybór jedynie na informacjach o nutach zapachowych? Tak całkowicie w ciemno, bez wcześniejszego sprawdzenia jak wypadnie na skórze, bez noszenia go na sobie przez kilka godzin? Mnie zdarza się to niezwykle rzadko, a to dlatego, że zazwyczaj celuję w zapachy, które są dostępne od ręki w perfumeriach lub drogeriach. Czasem jednak opis nut wyda mi się na tyle interesujący, że jestem skłonna zaryzykować.

Gdy otrzymałam propozycję wypróbowania jednej z wód Avon, chwilę zastanowiłam się właśnie ze względu na brak możliwości wcześniejszego powąchania ich (nie posiadałam w danym momencie katalogu marki – http://www.avonline.pl/avon-katalog-online). Zapoznałam się jednak z nutami i stwierdziłam, że w wodzie perfumowanej Femme w większości pokrywają się one z moimi preferencjami i wcześniejszymi wyborami.

Wg Avon woda perfumowana Femme ma sprawić, że poczujemy się jak gwiazda każdego dnia. Gdziekolwiek jesteśmy, oczy wszystkich skierowane są na nas. A to wszystko dzięki zachwycającemu, musującemu świeżością grejpfrutowi, który połączony został z wytworną magnolią i ciepłym drewnem bursztynowym. Kategoria zapachu: kwiatowo – owocowa – piżmowa. Wodę reklamuje aktorka Weronika Rosati oraz hasło: Kwintesencja elegancji i kobiecości.
Nuty zapachowe:
nuta głowy: różowy grejpfrut, śliwka, fiołek
nuta serca: płatki jaśminu, dzika orchidea, magnolia
nuta bazy: bursztyn, brzoskwiniowa skórka, nuty leśne, piżmo


Na początek kilka zdań o samym flakonie, ważnym elemencie perfum jako całości. Ponieważ lubię spoglądać na buteleczki stojące na toaletce, nie ukrywam, że opakowanie jest dla mnie rzeczą istotną. Lubię butelki ciężkie, dobrze leżące w dłoni, ciekawie oszlifowane, o interesującym projekcie. W przypadku Femme jest ładnie, ale chyba dość banalnie. Forma flakonu stylizowana na wzór diamentu, który ma kojarzyć się z wytworną elegancją, kobiecością i luksusem, tak naprawdę mnie kojarzy się z perfumami dla małej księżniczki, niekoniecznie pełnoletniej. Całość pogrąża plastikowy korek. No cóż, wolę przyjemnie pachnącą zawartość w takiej buteleczce, niż flakon niczym dzieło sztuki z marnym wnętrzem. A Femme wnętrzem swym zaskoczyło mnie i to na duży plus.

Pojemność flakonu: 50 ml, obecna cena promocyjna: 57,99 zł (cena regularna: 76,00 zł).


Jakie wrażenia wywołuje we mnie Femme?
W pierwszym momencie aplikacji wody na skórę czuję przede wszystkim aromat nagrzanej w słońcu skórki i soku przed chwilą przekrojonego, słodkiego czerwonego grejpfruta, które swobodnie mieszają się z zapachem płatków fiołka. Połączenie dość ostre i przez sekundę świdrujące w nosie, ale całkiem udane. Owoc powoduje, że Femme przypomina letniego, cytrusowego drinka, natomiast kwiat nadaje świeżości, jakby ktoś udekorował szklankę zielonymi, soczystymi gałązkami. Nie udaje mi się jednak wyłapać poza tą dwójką śliwki. Może stanowi udane tło dla owocowo – roślinnego duetu? Ja w każdym razie nie potrafię tej nuty wyodrębnić i, szczerze mówiąc, nie zawracam sobie nią głowy. Ważne, że całość ze sobą gra.

Po kilkunastu minutach ostre cytrusowo – kwiatowe zestawienie ustępuje łagodniejszym, choć dominującym przez kolejne godziny noszenia Femme nutom magnolii, jaśminu i orchidei. Szczególnie ta druga jest przez mój nos mocno wyczuwalna, co bardzo mnie cieszy, ponieważ zapach ten jest bliski memu sercu i zawsze wywołuje wspaniałe wspomnienia za sprawą drzewka jaśminowego kwitnącego blisko domu moich dziadków, w którym wychowywałam się przez pierwsze cztery lata swojego życia. Co w końcu może być milszego niż wspomnienie cudownego dzieciństwa? 🙂 I jak dobrze, że jaśmin pobrzmiewa do końca i tak gładko łączy się z ciepłym, otulającym piżmem, które wprost uwielbiam w perfumach, oraz słodką, aromatyczną brzoskwinią.

Intensywny początek, który w Femme nieco mnie odurzył świeżością zielonych liści, płatków fiołka oraz ilością musujących bąbelków z grejpfrutowego drinka, ku memu zaskoczeniu, ewoluował w zapach kobiecy, ciepły i bardzo zmysłowy. Najbardziej zachwyca mnie właśnie końcówka, która trzyma się blisko ciała, nie jest nachalna ani też nie znika po chwili ze skóry. W Femme niespodziewanie odnalazłam cząstkę siebie i to uważam za ich największą zaletę.


Dajcie znać, jakie zapachy w Was wywołują wspomnienie dzieciństwa. Czy odnajdujecie je w perfumach, które używacie obecnie? Czym kierujecie się wybierając zapach dla siebie?

50 thoughts on “Zapach, w którym odnalazłam siebie | Woda perfumowana Femme Avon

  1. moja mama używa tych perfum, zapach ładny, bardzo kobiecy 🙂
    Ja na swój ulubiony zapach trafiłam w ciemno, kupiłam Calvin Klein IN 2u nie wiedząc wcześniej jak pachnie, a okazał się strzałem w dziesiątkę! Bardzo długo szukałam takiego, z którym będę dobrze się czuła i udało się bez wcześniejszego wąchania 🙂

  2. Nigdy nie kieruję się opisem nut zapachowych, tylko zapachem. Z Avonu wieki nie miałam już "zapachów", nie przepadam za tą marką, ale do ich "perfum" mam ogromny sentyment…

  3. Mam kilka wód z Avonu, które lubię. Uważam, że mają wiele ciekawych zapachów, które wcale nie są ciężkie i duszące, jak niektórzy uważają. Choć specjalistką w dziedzinie perfumerii nie jestem i mogę się mylić…

    1. Odkąd pamiętam Incandessence (za chwilę będzie w nowym flakonie) i Celebre. Polubiłam też Instinct. A dość niedawno odkryłam 3 wody z linii Today Tomorrow Always: Together, Always i Amour ( i tymi tylko ostatnio pachnę :)). Najbardziej z nich pokochałam Together, tylko nie wiem, czy jest jeszcze dostępna w regularnej sprzedaży, bo to chyba była seria limitowana. Mam zapasowy flakonik, więc przez jakiś czas będę mogła się jeszcze nią cieszyć. Always za to wróciła z powrotem do oferty firmy z okazji 10 rocznicy kolekcji. Za to wśród moich sióstr niezmiennie króluje Perceive.

  4. Też się na niego skusiłam. Zapach bardzo ładny, jednak nie jestem w stu procentach do niego przekonana. Aktualnie moim faworytem jest woda perfumowana Tommy Hilfiger Peach Blossom, a na wieczór Alien 🙂

  5. Również bardzo lubię ten zapach i mam podobne odczucia 🙂 To chyba pierwszy zapach od Avon, który ma tak wielowymiarowe nuty. Mimo wszystko, to chyba jeszcze nie do końca 'mój' zapach 🙂 Wcześniej polubiłam Little Black Dress, Today Tomorrow Always, ale one były trochę zbyt jednolite i jednak za ciężkie.

  6. Nie przepadam za recenzjami perfum, ale muszę przyznać, że Twoja mnie porwała 😀 Zbyt skromnie oceniasz swoje możliwości twórcze 😉 Długo nie mogłam znaleźć zapachu, z którym utożsamiałabym się w 100%, ale chyba jestem na dobrej drodze. O dziwo, mnie również urzekła woda perfumowana z katalogu – Paradise od Oriflame 🙂 Mam już kolejny flakonik i nie czuję się ani trochę znudzona :))

  7. W wyborze oczywiście kieruję się głównie zapachem, wielowymiarowością i trwałością, jednak jest coś jeszcze. Coś co sprawia, że sięgam po perfumy, aby powąchać je po raz pierwszy – kolor. Wbrew pozorom to nie tylko element wizerunku flakonu, bo kolor perfum bardzo często określa ich nuty zapachowe. Dla przykładu, perfumy kwiatowe zazwyczaj są w kolorach brzoskwioniowo-różowych (np. bohater posta), ciepłe i kobiece w czerwonych po bordo (np. Hypnotic Poison) a słodko-mroczne killery często są niebieskie (np. Angel) 🙂 Osobiście w perfumerii prawie nigdy nie sięgam po perfumy o zielonym kolorze, bo nie lubię trawiastych nut. Żółte też do mnie nie przemawiają 😀 może to mój wymysł, ale się sprawdza! 😀

  8. Nie znam go, ale też raczej nie jest w moim stylu. Wolę intrygujące zielone i ziołowe zapachy, czasem też dymne – choć oczywiście wszystko zależy od tego, jak poszczególne nuty się ze sobą łączą i jak zachowują się na mojej skórze.

    Niemniej jednak i tak lubię czytać o zapachach. 🙂

  9. Sprawdzałam kiedyś próbkę w katalogu, dość intensywnie , bo tak mi się spodobał ten zapach 🙂 Piekny jest 🙂 Zapach musi pasować do mnie, określać jakby moje własne całościowe wyobrażenie o sobie 😛 I na pewno nie może nosić go co 2 osoba…Uwielbiam Chloe, ale właśnie zbyt wiele osób w otoczeniu ją ma. Przestawiam się jesienią na Beyonce Heat, Euphorie CK i Lady Million
    A, flakon piękny , a to też ważne 😉

Dodaj komentarz