Beauty

W kosmetyczce Marilyn | Monroe’s Red, Orly

Zima to idealny moment na sięgnięcie po klasyczną czerwień.  Na paznokciach widzę ją chętniej niż np. na ustach, o czym wspominałam ostatnio we wpisie o lakierze Stellar {Piękność o trudnym charakterze}. Żywa, radosna, kojarząca się z świątecznym okresem – taka jest Marilyn’s Red od Orly, dzisiejsza bohaterka posta 🙂

Elegancji i kobiecości Monroe’s Red odmówić nie można. Tę klasyczną czerwień Orly wprowadziło do regularnej sprzedaży w 2011 roku, po czym ponownie wydało ją podczas tegorocznych Walentynek w zestawie czterech mini lakierów (I Love Nails Valentines Day Collection). Moja czwóreczkę wygrałam w rozdaniu u Asi z Piękność Dnia (jeszcze raz dziękuję! :)).
Porównanie moich czerwieni:

Konsystencja lakieru jest płynna, lecz nie sprawia problemów podczas aplikacji. Nie wylewa się na skórki i dobrze współpracuje z niewielkim pędzelkiem (przypominam, że posiadam wersję mini). 
Wykończenie lakieru określiłabym jako żelkowo – shimmerowe. Marilyn’s Red posiada złoty pyłek, którego wprawdzie na paznokciach nie widać, ale który powoduje, że paznokcie uzyskują niesamowity połysk. Na zdjęciach noszę dwie warstwy.
I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o pozytywy. Niestety pod względem tempa zasychania oraz trwałości lakier pozostawia wiele do życzenia. Po pierwsze – bez topu utwardzającego (wysuszającego) ani rusz. Próbowałam bezskutecznie na różnych bazach i odżywkach, ale zawsze to samo – lakier nawet po 20 minutach bezczynnego siedzenia nadal był miejscami miękki i odgniatał się przy dotknięciu czegoś twardego. Po drugie – na moich paznokciach jest niezwykle nietrwały. Nie odpryskuje, ale za to ściera się na końcówkach już po kilku godzinach noszenia, mimo, że zawsze nakładam na niego dodatkowy top nawierzchniowy (Essie Good To Go lub Sally Hansen Insta-Dri).
Zostawiam Was ze zdjęciami. Napiszcie, co myślicie o Marilyn’s Red 🙂

36 komentarzy

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: