Vintage Romance Sleek, czyli złoto i fiolety nie tylko jesienią

Vintage Romance to ubiegłoroczna, jesienna propozycja Sleek, lecz ja odkryłam ją całkiem niedawno. Pod kątem odcieni bardzo przemyślana i skomponowana tak, by wyczarować z niej makijaże o różnych poziomach jasności, a także zróżnicowane kolorystycznie.

Wzrok przykuwają piękne chłodne brązy, błyszczące beże oraz świetnie napigmentowane, eleganckie fiolety i róże. 

Paleta posiada standardowo 12 cieni – 1 mat, 3 maty z brokatem i 8 metalicznych. Pod kątem jakości mnie najbardziej przypadły do gustu te ostatnie. 
Formuła metalicznych jest odrobinę mokra, łatwo czepia się powieki (nawet bez nałożenia bazy pod cienie), bezproblemowo rozciera i nie traci przy tym nasycenia. Pigmentacja lśniącej siódemki jest na poziomie cieni z palety Storm, czyli bardzo, bardzo dobra.

Wilgotna konsystencja metalików sprawia, że ze wszystkich cieni w palecie Vintage Romance to one osypują się podczas aplikacji najmniej.

Maty, zarówno czysty jak i trójka z drobinkami, są lekko kremowe i dobrze napigmentowane. W przypadku tych drugich brokat nieco osypuje się podczas aplikacji i z tego też powodu jego obecność na powiece jest raczej subtelna.
Poszczególne cienie w Vintage Romance:
Pretty in Paris – chłodne, jasne srebro, wykończenie metaliczne,
Meet in Madrid – neutralne złoto, wykończenie metaliczne,
Court in Cannes –złoty, jasny brąz, wykończenie metaliczne,
Lust in LA – stare, chłodne złoto, wykończenie metaliczne,
Romance in Rome – przykurzony granat z odrobiną fioletu i różowym pyłkiem, wykończenie metaliczne,
Propose in Prague – ceglasty brąz, wykończenie matowe,
A Vow in Venice – zgaszony bordowy fiolet, wykończenie metaliczne, ale subtelniejsze niż kolejnego cienia,
Marry in Monte Carlo – intensywny fiołkowy róż, wykończenie metaliczne,
Honeymoon in Hollywood – różowa śliwka, wykończenie matowe z drobinkami,
Bliss in Barcelona – fiolet z niebieskimi podtonami, wykończenie metaliczne (podchodzące pod perłę),
Forever in Florence – ciemna, poszarzała śliwka, wykończenie matowe z drobinkami,
Love in London – intensywna czerń, wykończenie matowe z drobinkami.

Kolory są wyraziste, ale nie onieśmielają, dlatego uważam, że spore grono entuzjastek makijażu odnajdzie się pośród tych odcieni. Dla mnie Vintage Romance, wspólnie z Oh So Special, plasuje się w czołówce palet w kolorach najbardziej kobiecych i jednocześnie najbardziej uniwersalnych, całorocznych.

Co myślę o palecie Vintage Romance? Jest wizualnie ładna i dobrze skomponowana. Pierwsze spojrzenie na nią i od razu można łączyć ze sobą kolory właściwie bez większych ograniczeń. A nie ze wszystkim paletami Sleek tak jest (np. ja miałam problemy przy Celestial [recenzja]). Druga sprawa to jakość ceni. W VR dostajemy dobrą pigmentację, odpowiednią konsystencję i niezłą trwałość (u mnie na bazie trzymają się od rana do wieczora). Jedyne do czego mogę się przyczepić to kwestia osypywania się. Niestety podczas aplikacji cienie nierzadko lądują pod oczami, dlatego malując się Vintage Romance przykładam do dolnej powieki chusteczkę higieniczną, która chroni skórę przed wybrudzeniem kolorowym pyłkiem. Biorąc pod uwagę jakość oraz ilość cieni w palecie, jej cena należy do korzystnych. Koszt VR to 37 zł. Moja przyleciała z Urodomania.com
Na koniec próbki na dłoni w świetle dziennym.

Jestem ciekawa, co sądzicie o Vintage Romance? Zdobyła uznanie w Waszych oczach? 🙂


70 thoughts on “Vintage Romance Sleek, czyli złoto i fiolety nie tylko jesienią

  1. Niesamowicie zazdroszczę Ci tej paletki i z całą pewnością muszę ją sobie sprawić, bo jako jedna z nielicznych kusi mnie tak naprawdę mocno 🙂 w przypływie gotówki będzie moja 🙂

  2. piękna jest, kupiłam ją w styczniu czy lutym, użyłam parę razy i…zapomniałam o niej! po drodze wpadły w moje ręce inne palety więc ta poszła trochę w odstawkę ale skoro już mi o niej przypomniałaś to może ją wyciąge z szuflady i coś zmaluję 🙂 Bo jakby nie było jest to bardzo dobra paleta, kolorki ma piękne i świetny pigment 🙂

  3. Ta paletka ma przepiękne kolory! Marzyła mi się kiedyś, ale ostatecznie się nie skusiłam, za to zawsze z przyjemnością oglądam ją na blogach 🙂

  4. piękne kolorki 😉 kojarzą mi się bardzo z jesiennym okresem… być może dlatego, że w tym czasie wyszła ta paletka! Musze w końcu ją zakupić 🙂

  5. Piękna paleta 🙂
    Szkoda że mój makijaż mocno się ogranicza to maźniecia kreski czarnym cieniem na górze i kolorowym na dole…. Nie mam czasu i umiejętności na bardziej wymyślne makijaże…

  6. Mam kilka paletek sleek. Ogólnie są ok, ale bardzo przeszkadza mi to, ze się osypują. Nawet jeżeli strzepiesz pędzelek. Trzeba się trochę napracować i skorzystać z dobrej bazy, żeby to osypywanie zniwelować. Najczęściej najpierw maluję oczy, potem resztę, żeby tego uniknąć. Ta paletka już jakiś czas temu wpadła mi w oko, bo kolorystyka pasuje do mojej tęczówki. Skoro piszesz, że część kolorów osypuje się mniej, to może się na nią zdecyduję 😉

    1. Żurnalistka, mnie osypywanie tych cieni również irytuje, dlatego także stosuję metodę makijażu odwrotnego i dodatkowo podkładam kawałek chusteczki pod oczy. Baza trochę poprawia sytuację, ale nie do tego stopnia, żeby powiedzieć, że problem znikł. Taka widocznie specyfikacja sleekowych cieni 😉

  7. Bardzo lubię tę paletkę, cienie mają piękne kolory i naprawdę bardzo dobrą pigmentację! Najbardziej polubiłam się z tymi trzema w odcieniu złota 🙂

  8. Sliczne kolorki, choć ja nie jestem przekonana czy na codzień korzystałabym z takich cieni, jest w nich dośc dużo ciemnych… Ale na jakieś wieczorne wyjścia super 🙂

Dodaj komentarz