Ups, wysycham! O zimowej pielęgnacji skóry suchej

Nie raz, nie dwa wspominałam, że moja skóra, szczególnie ciała, jest pod kątem nawilżenia raczej bezproblemowa. Niestety w ostatnim czasie stan rzeczy trochę się zmienił. Dziś już nie mogę napisać, że po kąpieli nie muszę stosować kremu albo, że wystarcza mi lekki balsam. Dotychczasowa pielęgnacja przeszła małą metamorfozę. Co się zmieniło?


Przede wszystkim pojawiło się kilka nowych produktów, za którymi pewnie nie obejrzałabym się w drogerii, gdyby nie obecne problemy z suchością skóry. Zacznę od pielęgnacji ciała.

Mile zaskoczył mnie duet Emolient od Lirene: balsam lipidowy oraz odżywcze serum SOS. Oba oparte na parafinie, która notabene nigdy mojej skórze na ciele nie zaszkodziła i która w obecnej sytuacji tym bardziej mi nie przeszkadza, oba zawierające kilka cennych olejów i maseł. W balsamie olej sojowy i ryżowy (źródła NNKT – Niezbędnych Nienasyconych Kwasów Tłuszczowych: omega 3, 6 i 9, czyli związków lipidowych wchodzących w skład cementu międzykomórkowego skóry, chroniącego ją przed nadmierną utratą wody) oraz masło shea i kakaowe. W serum dzieje się skromniej – jedynie olej ryżowy i masło shea, mimo iż pod względem konsystencji jest znacznie bardziej skondensowany.
Zarówno pierwszy jak i drugi kosmetyk działa na bardzo dobrym poziomie. Nawilża, natłuszcza, otula skórę na cały dzień i noc. Balsam jest nieco lżejszy i rzadszy niż serum, szybciej się też wchłania. Oba pozostawiają na skórze delikatny, nielepki film, z tym że ten pozostający po serum jest wyczuwalny dłużej, co pozwala zaspokoić potrzeby bardziej wymagających miejsc na ciele. Balsam stosuję praktycznie bez ograniczeń i smaruję się nim przede wszystkim po kąpieli. Serum natomiast pozostawiam do zadań specjalnych, czyli stref, gdzie skóra potrafi wyglądem przypominać Saharę. Są to ramiona, uda, łydki, łokcie i kolana. Na wiele godzin zmiękcza i uelastycznia wysuszoną skórę, pozwala zapomnieć, że coś nieprzyjemnie ciągnęło czy swędziało. Dodam, że i balsam i serum przyjemnie pachną (ten drugi nieco delikatniej). Trudno mi jednak jednoznacznie określić czym. Hmm, może mieszanką zapachu masła kakaowego i owoców? Coś w tych klimatach. 🙂 Pozostawiając jednak sprawy drugorzędne, daję temu duetowi ogromny plus dla za świetne działanie! 
Pośród nowości znalazła się perełka w postaci sprawdzonego, rewelacyjnego pod względem składu balsamu kojącego Sylveco. To taki mój pielęgnacyjny must have, bez którego nie wyobrażam sobie obecnie codziennej rutyny dbania o skórę. Z przyjemnością kupuję kolejne butelki (dodam, że z super wygodną pompką!), bo sprawdza się bez zarzutu od kilku miesięcy. Jest to jednak pozycja lżejsza niż chociażby balsam Emolient Lirene. Sylveco mniej natłuszcza, ale za to bardzo dobrze nawilża i przy tym ekspresowo się wchłania do pełnego matu, dlatego stosuję go wtedy, gdy wiem, że za chwilę muszę się ubrać i wyjść. Jedyny malutki zarzut, wynikający z moich obecnych preferencji to zapach mięty. Po postu jesienno – zimową porą, zwłaszcza wieczorami, gdy mam najczęściej ochotę na zajęcie się sobą, średnio mi ta cecha pasuje. Wolę nuty cieplejsze, bardziej otulające, słodsze.
Kolejna pozycja nie jest może stricte kosmetykiem nawilżającym, lecz stanowi całkiem istotną część mojej codziennej pielęgnacji, a higieny z pewnością najważniejszą. Mowa o pistacjowo – magnoliowym (♥♥♥) kremowym żelu pod prysznic Dove. Pewnie domyślacie się, co oznaczają te trzy serduszka w nawiasie. 🙂 Zapach naprawdę mnie urzekł – orzechowo – kwiatowy, słodki, pudrowy i, co bardzo mnie cieszy, pozostaje na skórze kilka godzin po kąpieli. Absolutnie piękny! Poza tym zaskakuje działaniem. Może nie nawilża jak balsam, ale pozostawia na tyle delikatny film, że nie muszę od razu sięgać po litr kremu, by zagłuszyć okropne swędzenie, jakie gwarantują mi najczęściej galaretowate, przezroczyste żele z drogerii. Do kąpielowych ulubieńców zaliczam także kosmetyki myjące Sylveco, których na zdjęciach zabrakło, gdyż czeka mnie uzupełnienie listy pielęgnacyjnej. Polecam szczególnie żel z werbeną.
Pozostając w klimatach okołokąpielowych nie mogę nie wspomnieć o bardzo dobrym olejku rossmannowym z serii Wellness & Beauty o zapachu kwiatu wiśni i róży. Jak na ten typ kosmetyku jest niezbyt tłusty, a co za tym idzie szybko się wchłania (ja preferuję go właśnie na mokrej skórze), przyjemnie wygładza i całkiem nieźle nawilża. W niewielkiej ilości zachowuje się jak suchy olejek. Pachnie dość mocno, dlatego z powodzeniem można stosować go zamiennie z perfumowanymi balsamami, co też sama czynię. 🙂 Mam słabość do kosmetyków oleistych, szczególnie tak ładnie pachnących i przy tym działających na poziomie, więc nie odstrasza mnie nawet słaba wydajność tego produktu.
Ostatni, lecz nie mniej ważny niż pozostali to krem dla zniszczonych dłoni. Kosmetyk wręcz niezbędny, gdy na dworze panuje mróz i hula zimny wiatr. Zimą moje dłonie potrafią wyschnąć na wiór, a w najgorszym wypadku popękać na kostkach i przy paznokciach. Naprawdę nieprzyjemna sprawa. Przerobiłam wiele kremów, lecz pozostałam wierna tylko paru, między innymi rzeczonemu kremowi Lirene. Lubię jego subtelny, kwiatowy zapach i niezbyt gęstą konsystencję, która nie pozostawia lepkiej warstwy. Poza oczywistym, czyli porządnym działaniem, jest to cecha ważna. Po prostu nie znoszę bezczynnie czekać, aż kosmetyk całkowicie się wchłonie. A jeśli już dotarłam do sedna, czyli tego, co produkt dla skóry robi, powiem, że krem odczuwalnie nawilża oraz delikatnie natłuszcza. W składzie wysoko, bo zaraz po wodzie, znajduje się masło shea, w którym upatruję moją sympatię do tego kremu. Wracam do niego nieustannie od kilku miesięcy i zmieniać na razie na inny nie zamierzam.
Druga część zestawienia to kosmetyki do pielęgnacji twarzy. 
Pierwszym jest Emoliacti, czyli emolientowy krem odżywczy na noc, który przeznaczony jest do cery przesuszonej, wrażliwej, atopowej, skłonnej do łuszczenia się i podrażnień. Mimo, że nie stosuję obecnie żadnych produktów z kwasami, moje policzki potrafią nieźle się zbuntować – stać się nieprzyjemnie napięte i zaczerwienione. Ratunkiem jest krem Pharmaceris, który aplikuję w zależności od potrzeb. Gorąco polecam, jeśli borykacie się z podobnymi problemami. Kładziony cieniutką warstwą potrafi zdziałać bardzo dużo dla wymagającej skóry.
Kolejny sprawdzony nawilżacz to maseczka Yves Rocher z serii Hydra Vegetal. Z pozoru lekka, bo żelowa, ale nawilża jak niejedna gęsta, odżywcza emulsja. Stosuję ją raz w tygodniu i taka częstotliwość jest całkowicie wystarczająca, by zaspokoić potrzeby mojej skóry. To dobra następczyni maseczki Dermedic Hydrain 3 Hialuro (pisałam o niej TU).
Wpis zamykają pewnie doskonale Wam znane z blogów i filmów na YT balsamy do ust Eos. Posiadam dwa w formie jajeczek i jeden w pomadce. Jeśli miałabym wskazać na różnice, na przykład w działaniu, to miałabym problem. Uważam, że natłuszczają i nawilżają w podobny sposób – usta smarowane kilka razy dziennie są skutecznie chronione przed zimnem, co u mnie skutkuje brakiem nieestetycznych skórek praktycznie odkąd je stosuję. Wersja szminkowa pachnie moją ulubioną słodką wanilią. Sztyft początkowo jest dość twardy, ale po jakimś czasie mięknie, lecz na szczęście nie rozpada się (nawet trzymany w kieszeni). Jajeczka, zielone to melonowe, różowe to truskawkowy sorbet, pozostają z kolei dłużej twardsze. Zapachy i smaki balsamów nie są może stuprocentowo naturalne, bo czuć w nich nieco wazelinę, ale jest to na tyle subtelna nuta, że mnie nie przeszkadza w codziennym malowaniu.

Jestem ciekawa Waszych pielęgnacyjnych niezbędników zimowych. Zdradźcie swoje typy, co koniecznie znajduje się o tej porze roku w Waszych kosmetyczkach. A może znajcie i lubicie, coś o czym dziś wspomniałam we wpisie? 🙂

44 comments

  1. Fiodella Fiodella

    Tej zimy również dopadł mnie ten problem, moje ramiona i łokcie nie są w najlepszym stanie, ratuje mnie Pilarix – to jedyny ratunek dla mojej przesuszonej skóry.

  2. Ev

    Ten żel z Dove podbił również serce moje i mojej mamy! Cudowny zapach, niespotykany w innych kosmetykach 🙂 Ja na szczęście nie mam nadmiernych problemów z przesuszeniem, ale jeśli już pojawia się sytuacja awaryjna, uwielbiam "ratować się" olejami 🙂 Kokosowy i migdałowy to chyba moi ulubieńcy 🙂

  3. Joa nowa

    ja mam podobny problem dlatego z zainteresowaniem przeczytałam Twój post 🙂

  4. Kosmetykoholiczka bloguje

    Ja walcze z twarzą…. mam cerę przetłuszczającą i teraz oprócz tego, że się świeci, to jeszcze skóra odchodzi płatami…

  5. monia

    Oj i moja skóra szczególnie zimą cierpi.Przychodzi zaostrzenie objawów atopowego zapalenia skóry.Ale nawet jakby była sucha jak papier aż łuszcząca się to nie przepada za olejkami. Oleje czy inne mieszanki olejków tylko natłuszczają i nic więcej skóra ciągle wysuszona.

  6. AniaK

    Niczego bym nie kupiła z tego arsenału. Wszystko to można tańszymi środkami zamienić: olejek pod prysznic Isana + masło do ciała Synergen. Ręczę, że skutkuje świetnie na skrajnie suchej od urodzenia skórze.

  7. Kinga B.

    Ja też przeszłam na zupełnie inną pielęgnację – tłuściochy od Sylveco, balsamy mieszane z olejami, ciężkie masła, bardziej pilnuję nawilżana dłoni (krem Anida sprawdza się idealnie!), ale wciąż nie znalazłam swojego ideału w kategorii ochrona ust. Zrezygnowałam z Carmexu na rzecz Tisane, ale słoiczek coraz bardziej mnie wkurza i zastanawiam się nad Sylveco – może ktoś ma porównanie i doradzi mi, który kosmetyk sprawdza się lepiej?

  8. ja, Kosmeonautka

    Ja mam ogólnie problem z brakiem nawilżenia skóry, ust, włosów… Nie brakuje im emolientów, nie ratują mnie też one na dłużej niż na parę minut gdy dopadnie mnie przesusz. Moje ciało łaknie WODY, którą dopiero potem mogę dodatkowo "zatrzymać" czymś bardziej otulającym, filmotwórczym. Moje totalne must-have'y to: balsam do ciała Balea MED z 15% mocznika, nawilżające produkty do ust (np. Carmex Moisture Plus, Blistex), a na włosach gliceryna pod każdą postacią, podobnie sprawdza się też żel hialuronowy. Dlatego właśnie bardzo zaintrygowałaś mnie tym balsamem Sylveco – brzmi jak coś dla mnie!

    Jeśli chodzi o myjadła do ciała, to zaskakująco bardzo pomogło mi odstawienie w tej kategorii SLeSu (dokładnie tak, jak Włosomaniaczki robią z włosami). Świetnie sprawdza się tu np. wielofunkcyjny żel Kopf-bis-Fuess z Babydream albo myjące mleczko Babydream Fur Mama (wspomina o tym inna komentująca wyżej i nie chodzi o oliwkę – to zupełnie inny produkt!). W każdym razie, właśnie takie delikatne myjadło + mocno mocznikowy balsam to dla mnie gwarancja idealnego nawilżenia. Taki to ze mnie sucharek 😉

  9. Karola

    Mam to samo zima skóra mi wysycha 🙁

  10. PTysiowa

    Mam baaaardzo sucha skore. W zimie na policzkach robily mi sie suche strupy/ skorki, ktore swedzialy i bolaly. Nic dostatecznie nie pomagalo. Kupilam w Aptece Dermosan tlusty i okazal sie byc tym jedynym! Jest swietny. Leczy moja skore, nawilza. ah, same superlatywy. Na lato kupuje wersje poltlusta i nic mi juz do szczescia nie potrzeba. Uwielbiam ten kosmetyk. Moja babcia i mama tez go uzywaly. Cudo i to krajowe 🙂

  11. societygirl-testuje

    Zima to chyba najgorszy okres dla skóry. Moja cera teraz bardzo cierpi i szukam czego co naprawdę ją nawilży. 😀

  12. Alicja

    Mam ochotę na ten balsam od Lirene, ale muszę zapasy pokończyć !

  13. kosmetyko holiczka

    Spodobało mi się serum z emolientowej serii Lirene ale szkoda, że z wydajnością słabo 🙁 A krem do rąk niestety u mnie się nie sprawdził. Za to wersja Regeneracja podbiła moje serce szybko i skutecznie i będę do niej wracać (a raczej już wróciłam;))

  14. karcia2910

    U mnie przesuszenie pojawia się prawie zawsze po depilacji łydek. Kupiłam już jakiś czas temu balsam Ziaja Med do skóry suchej, który naprawdę fajnie działa i nawilżenie jest natychmiastowe i długotrwałe. Jest wydajny, jedyną rzeczą na minus może być brak zapachu ale teraz już się do tego przyzwyczaiłam 🙂

  15. Kamyczek

    Moja skóra od zawsze jest problemowa jeśli chodzi o nawilżenie, a w okresie zimowym to już bez komentarza. Zainteresowałaś mnie kosmetykami z Lirene i Pharmaceris, chyba muszę się im przyjrzeć bliżej, zanim wyschnę na wiór 😀

  16. Justyna

    Do twarzy polecam krem brzozowy z Sylveco, choć trzeba z nim uważać, bo lubi zapychać.

    1. Magdalena | IdaliaStyle.pl

      Znam i ten Lekki i ten w słoiczku 🙂 Mnie nie zapychają, ale po dwóch latach stosowania znudziły mi się 🙂

    2. Kinga B.

      Ja odkryłam je dopiero w tym roku i jestem zachwycona. Moja wysuszona kwasami skóra dosłownie je "pije", widzę że efekt przy takim mocnym odżywianiu jest znacznie lepszy niż w ubiegłym roku, gdy stosowałam inne kosmetyki – skóra jest bardziej jędrna, nie występuje ta fatalna faza, gdy twarz jest już fajnie złuszczona, ale tak sucha, że wygląda starzej niż przed kuracją 🙂

  17. Donata Kadry w pigułce

    Świetny post:)
    Bardzo chwalę sobie masło shea, nierafinowane. Od kiedy kaloryfery mocniej grzeją a ponadto zaczęłam domowa przygodę z kwasami – masło shea potrafi uratować moją przesuszoną (choć mieszaną) skórę twarzy.
    Bardzo lubię też avene cicalfate.
    Jeśli chodzi o ciało to polecam gorąco (niestety drogie i średnio dostępne) peelingi i kremy Laura Mercier – genialne!
    Będą na pewno pięknym , luksusowym prezentem na święta;)
    Pozdrawiam

    1. Magdalena | IdaliaStyle.pl

      Dziękuję 🙂
      Masło shea też lubię za działanie, ale mniej za zapach. Trochę mnie mdli.
      A odpowiednik Cicalfate Avene mam od LRP, nazywa się Cicaplast (wersja żelowa i kremowa). U mnie pełnią rolę stricte ratunkową, kiedy pojawią się ranki, przytrafią oparzenia lub inne uszkodzenia skóry.

      Pozdrawiam!

  18. BeautyMania.pl

    Dla dłoni w okresie zimowym najlepsze są dla mnie kremy Loccitane z masłem shea. Na ciało seria Cetaphil + olejki 🙂

    1. Magdalena | IdaliaStyle.pl

      Z serii Cetaphil miałam tylko emulsję do mycia twarzy. Była dobra i możliwe, że kiedyś, jak znudzą mi się żele Sylveco, wrócę do niej.

  19. Iva G

    Skóra mojego ciała nie toleruje parafiny niestety, w związku z czym ratuję ją kosmetykami jej nie zawierajacymi. Olejek z Rossmana również bardzo lubię ale lubię, a wręcz uwielbiam olejek dla mam Babydream, który używam po kąpieli na wilgotne ciało. Co prawda z mega przesuszoną skórą się nie borykam ale mogę stwierdzić, że olejek ten nawilża na długo:-)
    Krem do rąk z Lirene, który pokazujesz mam i używam go już od jakiegoś czasu-polubiliśmy się mimo, iż ma parafinę w składzie.

    1. Magdalena | IdaliaStyle.pl

      Olejek BD też bardzo lubię i cenię za działanie, ale jego zapach ostatnio trochę mi się znudził, dlatego celuj w inne produkty. Może na chwilę wymienię go na Hipp, też jest dobry 🙂
      Mnie parafina niestraszna, ale w określonych produktach. Na przykład w peelingach do ciała jej nie lubię, bo pozostawia nieprzyjemną warstwę, w olejach do włosów też nie, ale już w balsamie Lirene jej nie wyczuwam, tak samo w kremach do rąk. Po prostu zależy od kosmetyku 🙂

  20. Agnieszka M.

    Z suchością skóry, szczególnie w okresie jesienno-zimowym, borykam się odkąd pamiętam 🙂 jak byłam mała zdiagnozowano u mnie AZS atopowe zapalenie skóry, czyli suchość do tego stopnia, że przeradza się z "suche liszajki". Z wiekiem dolegliwość ta stała się mniej dokuczliwa i zamieniła się w suchość skóry. Niestety jest to dziedziczne i "obdarowałam" AZS swoją córeczkę, w związku z czym emolientami jestem przesiąknięta na co dzień – wkurza mnie, kiedy ktoś mówi, że parafina to najgorsze zło, które może być wykorzystane w kosmetyce – nikt, kto ma do czynienia z suchością skóry, a nawet AZS, nie ośmieli się narzekać na parafinę 🙂
    Wracając do Twoich kosmetyków, to jestem mocno zainteresowana nową serią Lirene – nie widziałam jej jeszcze na półkach, może mało się rozglądam, ale przy rocznym dziecku buszowanie po sklepach nie jest łatwe 😉 podejrzewam, że to może być dobra alternatywa dla emolientów z górnej półki cenowej 🙂 tak czy inaczej, w końcu będą moi 🙂
    pozdrawiam 🙂

    1. Magdalena | IdaliaStyle.pl

      Agnieszka, sama kiedyś bardzo narzekałam na parafinę, ale tylko dlatego, że posiadam cerę mieszaną w kierunku tłustej i ten składnik, przy braku odpowiednio mocnego oczyszczania cery, po prostu ją zapychał. Nie lubię jej także w olejach do włosów. Inne zdanie mam jednak jeśli chodzi o pielęgnację ciała, tu potrafię ją docenić (szczególnie przy obecnych problemach z suchością). Potrafię sobie też wyobrazić, jaką przynosi ulgę osobom z AZS.

      Zdradź jeszcze jakich kosmetyków obecnie używasz do pielęgnacji skóry córeczki?

      Ja też pozdrawiam Was cieplutko 🙂

  21. isabeel117

    Wiem, myjadło z Dove pięknie pachnie, ale moją skórę własnie wysusza na pieprz. A na dodatek dopada mnie zimą leń, po balsamy sięgam raz na jakiś czas, więc w ratunku przed suchością stosuję Babydream dla Matek, niby płyn do kąpieli, u mnie jako pod prysznic – jego zapach mnie relaksuje, oraz olejki myjące – obecnie Isany, ale tu słabo z doznaniami węchowymi. Gorzej z buzią, bo na nią kwasy kładę.

    1. Magdalena | IdaliaStyle.pl

      Isabel, ja zużywam już drugie opakowanie Dove i na razie nic złego się nie dzieje, ale wiadomo – każda skóra jest inna. Może moja jest trochę mniej wrażliwa od Twojej.
      Oliwkę BD znam i lubię za działanie, ale znudził mi się jej zapach, dlatego postanowiłam na chwilę zrobić przerwę i wypróbować czegoś innego.
      Masz na myśli olejek Isany w małej plastikowej złotej buteleczce?

    2. isabeel117

      tak , chodzi o tę małą buteleczkę, wg mnie pachnie po prostu olejem sojowym, a więc zbyt kuchennie, jak na łazienkę

  22. Goha

    Ja próbuje teraz ziajki kremu dla dzieci szczególnie na usta i dłonie, bo one najbardziej u mnie w zimie cierpią. Szczerze mam te eos ale u mnie szału nie robi, ale chcę sprawdzić na wiosnę jak się sprawdzi:-) i teraz to Na pewno kupię ten balsam sylveco, za dużo dobrego się o nim nasluchalam 🙂

    1. Magdalena | IdaliaStyle.pl

      Goha, na duże problemy z ustami pewnie nie pomoże, ale u mnie odpukać na tę chwilę jest znośnie i Eos spokojnie daje radę 🙂 A Ziajkę znam, kiedyś zużyłam cały słoiczek, ale więcej nie wróciłam. Jakoś z Ziają mi ciągle nie po drodze.

  23. Joanna K

    Ja w zimie też stawiam na bardziej tłuste masełka 🙂

  24. wonka080

    U mnie cierpią najbardziej dłonie 🙂 Nie cierpię rękawiczek…

    1. Magdalena | IdaliaStyle.pl

      Wonka, a ja uwielbiam 🙂 Mimo, że zawsze je zakładam, gdy wychodzę na dwór to i tak moje dłonie bez regularnego kremowania są wysuszone, a od mrozu robią się czerwone jak nos renifera 😉 W tym roku planuję kupić rękawiczki z palcem przystosowanym do klikania na smartfonie, bo ściąganie ich na mrozie nie uśmiecha mi się.

  25. Ewelina K

    Bardzo lubie Eosy:) a maseczka mnie zaciekawiła. Zastanawiałam sie czy jest warta uwagi:)

  26. Rarity

    balsam z sylveco i ten lipidowy muszę wypróbować, bo sylveco miałam próbkę i był piękny, a lipidowym słyszę same ochy i achy!

  27. Cosmetics Freak

    Oj moja skóra też cierpi :(( Od kilku dni używam serii Emolient od Lirene i jak narazie mam bardzo pozytywne wrażenia. Wspomagam się też masłem Nacomi a do twarzy muszę kupić mój ukochany krem zimowy (zielony) z Flos-leku..

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

error:
%d bloggers like this: