Równie ważne co kosmetyki, są dla mnie akcesoria, które pomagają przy ich aplikacji lub zmywaniu. Zmywanie maseczek bez ściereczki? Teraz już sobie nie wyobrażam. Makijaż bez choćby delikatnego podkręcenia moich prostych rzęs? Także. Mycie pędzli bez płytki z wypustkami? Nie ma mowy! Sprawdźcie listę moich ulubionych gadżetów urodowych!         

Zestawienie otwiera makijaż i wszystkie akcesoria, które są w nim pomocne.

Na pierwszy rzut zalotka, którą podkręcam rzęsy przed aplikacją maskary.

Moja zalotka to żaden wyjątkowy model, po prostu drogeryjna Elite Model`s Fashion z Natury. Mam ją kilka lat i niezmiennie sprawdza się świetnie.

Gadżet nr 2 to gąbeczka Semilac, o której miałam okazję już pisać w poście o kosmetyczce wyjazdowej (Kosmetyczka wyjazdowa – co pakuję na WAKACJE?). Jest zrobiona z miękkiego, przyjemnego dla skóry tworzywa, jest wielofunkcyjna i dobrze zaprojektowana: pozwala równomiernie aplikować podkład, róż i puder. Fluid nałożony gąbką Semilac po pierwsze, genialnie kryje, po drugie, wygląda bardzo naturalnie, bez efektu maski. Domywa się bez większego problemu i szybko wysycha (suszę ją na balkonie).

Rzęsy Ardell – od lat ulubione, zarówno w pasku jak i kępki. Były ze mną na studniówce, na moim ślubie i wielu innych imprezach. Aplikuję je na większe wyjścia, żeby mocniej podkreślić oko. Z klejem Duo są najlepszym wykończeniem każdego wieczorowego makijażu.

Będąc przy makijażu oczu, nie mogę nie wspomnieć o skośnym pędzelku Semilac. Od kilku miesięcy wypełniam nim brwi i jestem zachwycona jakością włosia. Jest trwałe, sprężyste, perfekcyjnie docięte. Mimo mycia raz na tydzień i używania dzień w dzień, pędzelek wygląda jak nowy.

Mycie pędzli nie odbywałoby się sprawnie bez silikonowej (gumowej?) płytki do ich czyszczenia. Małe wypustki wsuwają się we włosie i z pomocą szamponu dokładnie pozwalają na wymycie resztek kosmetyków. Płytka jest trwała i solidnie wykonana, dlatego to zakup na lata.

Pielęgnacyjne gadżety otwierają chusteczki Alterra do oczyszczania skóry i demakijażu. Są dobrze nasączone i delikatne dla cery. Przyłożone do twarzy rozpuszczają kosmetyki, dzięki czemu wcale nie trzeba nimi mocno pocierać skóry. Są idealnym gadżetem w podróży i na wyjazdy, gdy chcemy zminimalizować liczbę kosmetyków. Są też dobrym wstępem do głębokiego oczyszczania skóry żelem do twarzy.

Ściereczka do zmywania maseczek Glov to kolejny must have w mojej łazience. Naprawdę nie wyobrażam sobie usuwania podeschniętej glinki chlustami wody nad umywalką (to mało ekologiczne i ile przy tym bałaganu!). Posiadając tę ściereczkę nie musimy marnować litrów na zmycie maseczki. Wystarczy nawilżyć szmatkę ciepłą wodą, przyłożyć ją do skóry, chwilę poczekać i zetrzeć rozpuszczony kosmetyk. Jakie to proste! (Szmatkę można wielokrotnie prać, co też czynię, wrzucając ją na program 60 stopni).

Aplikacja maseczek nie byłaby tak przyjemna bez płaskiego pędzla Hebe o sprężystym włosiu. Naprawdę uwielbiam nakładać nim kosmetyki, ponieważ dzięki temu nie muszę brudzić dłoni i paznokci (czarne glinki potrafią mocno zajść za skórki), a mycie pędzla jest szybkie.

Czym osuszacie twarz po umyciu? Ja długo używałam ręczników papierowych, do czasu gdy zorientowałam się, jakie to marnotrawstwo. Alternatywą okazały się znane mi od kilku lat ręczniczki z IKEA, które kupowałam do pielęgnacji moich dzieci. Są wykonane z bawełny, mają mały rozmiar (30×30 cm), a więc szybko wysychają, są tanie i trwałe. 

Znacie powyższe akcesoria pomocne w dbaniu o urodę? 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *