Beauty,  Pielęgnacja,  Pielęgnacja twarzy

Skin in the City i linia nawilżająca z prawdziwą perełką!

Skin in the City to linia pielęgnacyjna, która zawitała stosunkowo niedawno w drogeriach Hebe. Jest skierowana do aktywnych kobiet prowadzących miejski, szybki tryb życia i charakteryzuje się nowoczesnymi, wielofunkcyjnymi formulacjami. Coś dla mnie, pomyślałam. Sprawdziłam więc jej nawilżający wariant i dziś przychodzę do Was z garścią wrażeń. A po tytule możecie już się domyślić, że jeden kosmetyk będzie wart szczególnej uwagi.

Na linię Skin in the City składa się całkiem szeroka gama produktów: kremy do twarzy (krem – emulsja nawilżająca, krem – żel matujący, krem – balsam przeciwzmarszczkowy, maska – serum), kremy do ciała (balsam nawilżający, mleczko ujędrniające, serum antycellulitowe), krem do dłoni i paznokci, micelarny płyn do demakijażu oraz micelarny żel do mycia twarzy 2w1. Każdy z nich posiada składnik aktywny o nazwie Celloxyl, czyli ekstrakt z liści tapia (Uapaca bojeri, ang. Tapia tree), drzewa rosnącego na Madagaskarze. Celloxyl jest wyjątkowy ze względu na działanie ochronne przeciw wolnym rodnikom wywołanym przez promieniowanie UV oraz posiada właściwości antyoksydacyjne.

Zdradzę Wam jeszcze, że pod marką Skin in the City kryje się nie kto inny jak Torf Corporation, polska firma kosmetyczna z Kątów Wrocławskich.

O kosmetykach, których nazwy pogrubiłam, będziecie mogli przeczytać poniżej. Pozwólcie jednak, że najpierw przedstawię produkty, które po prostu polubiłam, a na deser zostawię sobie wspomnianą perełkę.

Skin in the City Żel micelarny do mycia twarzy 2w1 Deep Clean!

Nie mam wielkich wymagań co do produktów myjących. Ich zadanie jest jedno: dokładnie oczyszczać i przy tym nie wysuszać skóry. Zaletą żeli micelarnych, w tym tego z dzisiejszego wpisu, jest brak silnych detergentów (jak SLS i SLES). To one sprawiają, że kosmetyki obficie się pienią, dając wrażenie lepszego oczyszczenia, ale jednocześnie bywają dość bezwzględne dla delikatnej cery. Z żelem Skin in the City wszystko jest tak, jak powinno. Kosmetyk dokładnie zmywa standardowy makijaż (w tym oczu), nie pianą, a dzięki micelom – drobnym cząsteczkom wiążącym zanieczyszczenia na skórze. Pozostawia twarz czystą, miękką i bez śladu nieprzyjemnego ściągnięcia. Polubiłam go za komfort, jaki daje i chętnie kupię drugie opakowanie.

Skin in the City Balsam nawilżający do ciała Hydro Booster!

Po kosmetyki nawilżające do ciała sięgam przez większą część roku sporadycznie, i to bardziej z przyjemności niż konieczności. Mam skórę normalną, która dopiero z pierwszymi chłodniejszymi dniami zaczyna domagać się dawki kremu. Końcówka września przyniosła parę takich momentów. Dni, kiedy podstawę garderoby stanowiły ciepłe kardigany, a baleriny zastąpiły jesienne botki. Balsam Skin in the City, którego używałam w tym czasie okazał się odpowiednią opcją. Nawet nazwałam go idealnym „balsamem sweterkowym” :), bo poza tym, że przynosił ukojenie suchej i napiętej skórze, był lekki i bardzo szybko się wchłaniał (z miejsca skreślam kremy o tłustej, ciężkiej konsystencji, które wymagają czekania na wchłonięcie) i pozwalał od razu się ubrać.

Jedyną rzeczą, jaka mnie w nim nie przekonuje, ale już całkowicie na poziomie teorii, bo na szczęście na doznania na skórze nie przekłada się, to obecność w składzie parafiny. Zastąpiłabym ją czymś innym.. Z kolei plus za obecność wysoko w formulacji mocznika (sprawca super nawilżenia ♥) oraz masła Shea. Ponadto balsam przyjemnie pachnie: delikatnie słodko, pudrowo, nieco kwiatowo.

Skin in the City Wielozadaniowa maska – serum Instant glow!

Maseczka rekomendowana jest do stosowania przed większymi wyjściami lub w codziennej pielęgnacji (dwa razy w tygodniu). Ja miałam okazję wypróbować ją właśnie przed ważną uroczystością. Jakie wrażenie na mnie wywarła? Na pewno wrażenie komfortu od samej aplikacji po rezultat końcowy. Konsystencja przypomina kremową emulsję, łatwą do aplikacji i nie przeciekającą przez palce. Po nałożeniu moja skóra wręcz ją piła, bo do zmywania pozostało jej niewiele. Efekt, jaki przyniosła był bardzo ładny – cera lekko rozświetlona, odżywiona i wygładzona, jej koloryt jakby bardziej wyrównany, a zaczerwienienia i przebarwienia nieco jaśniejsze. Mogłaby być stałym elementem mojej pielęgnacji, gdyby nie jeden szczegół – opakowanie. Po prostu nie przepadam za maseczkami w saszetkach. Znając jednak siebie pewnie i tak kupię ją jeszcze, kuszona jej bardzo fajnym działaniem. Jeśli dla Was ten fakt nie jest istotny, to śmiało wrzucajcie ją do koszyka. Maseczka ekspresowo poprawia wygląd cery i jak najbardziej jest świetną kandydatką na kosmetyk przed ważną imprezą, kiedy chcemy wyglądać olśniewająco.

Skin in the City Krem do rąk i paznokci Hands alert!

Tak jak nie jestem wymagająca wobec produktów myjących, tak duże oczekiwania mam wobec kremów do rąk. Można powiedzieć, że to kosmetyk numer 1 w jesienno – zimowej pielęgnacji ciała, nawet balsam jest na drugim miejscu. Moje dłonie są bardzo wrażliwe, często wysuszone, zaczerwienione, reagują alergicznie na większość mydeł. Muszę ostrożnie dobierać kosmetyki, żeby nie nasilać nieprzyjemnych objawów. Szczerze, obawiam się każdego nowego produktu, ale jednocześnie ciągle poszukuję ideału. Krem Skin in the City na szczęście należy do grupy tych, które koją i nawilżają, bez dodatkowych niespodzianek w postaci pieczenia czy podrażnienia (a i na takie kremy niestety trafiałam). Jego gęsta konsystencja przyjemnie otula i nawilża, a przy tym szybko się wchłania. Na skórze pozostaje miłe uczucie zmiękczenia i delikatnego natłuszczenia, ale bez lepkości. Chwilę po posmarowaniu dłoni mogę swobodnie korzystać z telefonu czy pisać na klawiaturze laptopa. Krem dołącza do małej grupy tych, które z chęcią jeszcze kupię, a pełną listą takich produktów wkrótce się z Wami podzielę, bo pierwsze jesienne przymrozki to doskonały moment na taki wpis.

Skin in the City Nawilżający krem – emulsja do twarzy Take a breath!

Czas na obiecaną perełkę linii Skin in the City. To nawilżający krem – emulsja do twarzy, który skradł moje serce kilkoma rzeczami. Po pierwsze bardzo lekka, kremowa, nietłusta i szybko wchłaniająca się formuła. Jest to dla mnie ważne, bo moja poranna pielęgnacja i makijaż muszą być ekspresowe. Po drugie efekt, jaki pozostawia na skórze – cera jest nawilżona, miękka, wygładzona, wygląda na zadbaną. Prezentuje się po prostu ładnie i zdrowo. Ponadto krem świetnie wypadł zarówno pod makijażem mineralnym (matujący podkład Annabelle Minerals bajecznie się na nim rozprowadza i nie warzy w ciągu dnia), jak i pod drogeryjnym fluidem. Sięgam po niego każdego ranka z przyjemnością i gorąco go Wam polecam, jeśli lubicie kremy mocno nawilżające, nietłuste i nadające się idealnie pod makijaż. I jeszcze plus za delikatny, nienachalny kwiatowy zapach. Krem wpisuję na listę pewniaków do ponownego kupienia.

 

Dziewczyny, na pewno kochacie testować nowości, dlatego wraz z drogerią Hebe przygotowałam dla Was trzy zestawy kosmetyków z dzisiejszego wpisu. Po szczegóły zajrzyjcie na idaliowy instagram ⇒ www.instagram.com/idaliastyle. ♥

11.10.2017 r.: WYNIKI KONKURSU:

Dziękuję wszystkim, za udział w konkursie. Zestawy kosmetyków Skin in the City otrzymują: @grusiapietrusia @annarosz1987 oraz @paulla197 – dziewczyny gratuluję i proszę o Wasze dane osobowe na adres e-mail: magda@idaliastyle.pl (dane wyszczególnione w regulaminie: http://bit.ly/2xdgVUB).

 

A jeśli miałyście już okazję wypróbować jakiś produkt Skin in the City, chętnie dowiem się, co to było i jakie wrażenie na Was wywarł. Dajcie znać w komentarzu! 🙂

 

 

14 komentarzy

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: