O rzęsach skandalicznych ze Scandaleyes Rimmel

 

Pozostając w temacie rzęs, tym razem nie od strony pielęgnacyjnej, a makijażowej, podzielę się z Wami moimi wrażeniami z  intensywnie reklamowej maskary Scandaleyes Retro Glam, którą jakiś czas temu przysłał mi do wypróbowania Rimmel. Z własnymi rzęsami problemu obecnie nie mam, wręcz przeciwnie – są w
fantastycznej formie, o czym możecie przekonać się w ostatnim wpisie o odżywce Long 4 Lashes. Od tuszu wymagam jedynie (a może aż?) podkreślenia ich naturalnego stanu. Czy Scandaleyes Retro Glam zdał test?
Zanim odpowiem na to pytanie, kilka informacji na temat właściwości maskary.
Producent przedstawia go tak:

Czas na optycznie większe oczy i efekt sztucznych rzęs.
Lata 60 powracają w pełnym rozkwicie z pełniejszym i szeroko otwartym spojrzeniem. Z zaokrągleniami w odpowiednich miejscach, szczoteczka maskary Retro Glam w kształcie klepsydry przypominająca linię rzęs, podnosi je i nadając im odważnego looku szeroko otwartych oczu. Unikalny kształt szczoteczki został tak zaprojektowany, aby uchwycić nawet najmniejsze rzęsy, zapewniając im wyjątkową objętość bez irytujących grudek. Tajemnica maskary Scandaleyes Retro Glam to połączenie najnowszej szczoteczki z formułą, która idealnie z nią współgra.

Moje odczucia względem maskary w pewnych aspektach różnią się od powyższego opisu.
Po pierwsze – szczoteczka. Ok, posiada kształt klepsydry, ale mam wątpliwości czy owy kształt odzwierciedla linię rzęs, szczególnie moją. Uważam, że kiepsko dopasowuje się do oka, co skutkuje niedomalowaniem najmniejszych i najdelikatniejszych włosków oraz brudzeniem powieki. Poza tym aplikator nabiera zdecydowanie za dużo tuszu i nijak nie potrafię tej ilości zmniejszyć (wycieranie kosmetyku o brzeg opakowania nie wchodzi w grę).
Druga sprawa – tusz. Nie podrażnił moich oczu, a jego konsystencja od początku wywarła na mnie dobre wrażenie – odpowiednio gęsta i szybko zasychała na rzęsach. Zastrzeżenia mam jednak co do jego odcienia (moim zdaniem, nie jest to intensywna czerń) i elastyczności (rzęsy nie są po pomalowaniu sprężyste, a suche i sztywne).

 

 

 

Po trzecie – rezultaty. Tusz nadaje włoskom wygląd daleki od efektu sztucznych rzęs. Brak im objętości, są posklejane, sztywne i nie brak na nich grudek. Po aplikacji Scandaleyes Retro Glam mam dziesięć rzęs na krzyż. Taki makijaż oczu wygląda bardzo niekorzystnie.
Poza tym maskara zawodzi pod kątem trwałości. Nie wymagam, by była nie do zdarcia, ale nie zaaakceptuję też osypywania po 3 godzinach i spływania, gdy uronię łezkę z powodu mroźnego wiatru. Przy wrażliwych oczach taka sytuacja nie może mieć miejsca. Na szczęście znam inne niewodooporne tusze, które nie sprawiają tego typu problemów.

 

 

 

Mogłabym zacytować popularną ostatnio frazę: pogrubienie 10/10 a reszta to skutki uboczne 😉, ale tego nie zrobię. Tusz Scandaleyes Retro Glam jest w moim odczuciu nieporozumieniem na całej linii. Zamiast objętości i efektu sztucznych rzęs za każdym razem otrzymywałam pozlepiane, sztywne, z licznymi grudkami zaschniętego tuszu pajęcze nóżki, które na dodatek obsypywały się po kilku godzinach. Na moich rzęsach nie sprawdził się, dlatego polecać go nie będę.
Dajcie znać, czy miałyście okazję wypróbować ten tusz. Sprawdził się u Was?

103 thoughts on “O rzęsach skandalicznych ze Scandaleyes Rimmel

  1. Zgadzam się, najgorsza maskara z jaką w życiu miałam do czynienia. Aż byłam w szoku, że Rimmel zrobił takiego bubla i jeszcze tak długo utrzymuje go w sprzedaży, tym bardziej, że prawie wszystkie recenzje jakie o tym tuszu później czytałam były bardzo złe.
    Większość tańszych maskar jest o niebo lepsza od tego pseudo tuszu.

  2. Oprócz pomadek, żaden produkt Rimmela mnie nie przekonuje a wręcz przeciwnie, sparzyłam się kilka razy na ich tuszach i podkładach więc zwyczajnie nie marnuje kasy na ich "wynalazki" 😛

  3. mam wrażenie że wszystkie tusze w takich pogrubionych opakowaniach, o takim kształcie są nic nie warte 😉 Przynajmniej wszystkie te które miałam, nie ważne jaka to była firma. Moim zdaniem najlepszy tusz został niestety wycofany ze sprzedaży w Polsce… Mam na myśli Maybelline Great Lash i pewnie każda która go używała zgodzi się ze mną 🙂 Do dostania na allgro i ewentualnie w UK 🙂

  4. zastanawia mnie jeden fakt, patrząc na rezultaty odżywki do rzęs z Twojej poprzedniej noty (byłam absolutnie zauroczona efektami), po tym wpisie z kolei go absolutnie nie widać. I zaczynam się zastanawiać czy aby na pewno przedstawiłaś rzeczywiste efekty tej odżywki. Biorę pod uwagę to, że tusz, który tu prezentujesz nie spełnił swojego zadania, ale czy przez niego znikają rzęsy? Zastanawiające…Piszę, gdyż byłam zdecydowana na zakup tej odżywki patrząc na efekty u Ciebie, ale teraz mam wątpliwości czy aby na pewno jest to faktyczny rezultat..

  5. Nie raz się sparzyłam na kosmetykach Rimmel'a, ale, jak to głupia baba, dzięki reklamie, miałam go wypróbować. Dobrze, że mnie przestrzegłaś, bo szkoda mi kasy na kolejny kosmetyk, który oddam koleżance, bo jednym użyciu.

  6. Ja miałam wersję pomarańczową i teraz używam zielonej. Kocham ten tusz, a widzę, że wiele osób ma podobną opinię do Twojej.
    Jak mi się skończy pewnie do niego wrócę 🙂

  7. Chyba z żadnym rimmelowskim tuszem nie maiłam gorącego romansu, jakoś mnie nie przekonują. Wiele obietnic bez pokrycia, a moje naturalki często budzą podziw… Natomiast jeśli o konkurenta chodzi; większość maskar MNY bardzo mi pasowała i uważam, że firma warta uwagi 🙂

  8. Ojej, masakra nie maskara!

    Wielka szkoda… No cóż, każde oko i każde rzęsy są inne. U Ciebie ten tusz wyjątkowo się nie sprawdza.

    No cóż, będą jeszcze inne tusze :))

    Pozdrawiam! 😉

  9. O kurcze nie wygląda to dobrze :/ . Ja kiedyś dawno temu kupiłam jakiś tusz Rimmela i było podobnie a nawet gorzej bo wylądował w koszu 😉 więc już nigdy więcej.

  10. U mnie ten tusz daje swietny efekt a mam rzesy raczej kiepskie (po ciazy) i wymagam od tuszu bardzo duzo! bardzo odpowiada mi tez szczoteczka 😉
    podoby tusz jest z max factor, ten w jaskrawo zielono czarnym opakowaniu, chyba sie nazywa wild, albo jungle? szczoteczki sa niemal identyczne i na moich rzesach oba tusze daja taki sam efekt, Takze mysle ze skoro ten Rimmel nie przypadl Ci do gusty, to tego Max Factora tez unikaj 😉

  11. Okropnie skleja rzęsy. Z moich zostałyby 3 kikuty… Unikam maskar, które usztywniają włoski i odbierają im sprężystość, ponieważ tego typu produkty często osłabiają rzęsy.

  12. Przyznam, że nie używałam nigdy żadnej masakry z Rimmela. Od lat jestem wierna Max Factor Master Piece i False Lash Effect 🙂 Uwielbiam je. Nic się tak u mnie nie sprawdza, jak te wyżej wymienione tusze 😀
    Pozdrawiam, WingsOfEnvy Blog
    🙂

  13. Ojej :O Gdy byłam młodsza i nie wiedziałam nic o pielęgnacji,zdarzało mi się zasnąć w makijażu. Rano moje rzęsy wyglądały jak te tutaj na zdjęciach! Posklejane i z grudkami 😛

  14. Nie cierpię maskar tej marki. Rimmel mnie tyle razy zawiódł, że żadna moc i siła reklamowa mnie nie przekona. Posklejane rzesy, osypujący się tusz, podrażnione oczy. Ehh, szkoda pisać. Dla mnie chlam i tyle.

  15. Dawno już nie miałam tuszu z Rimmel, jak widać nic mnie nie ominęło poza sklejonymi rzęsami. Za to tusze maybelline póki co są niezawodne i oby tak dalej 🙂

    1. Chochlik, na prawdę chce Ci się bawić w wycieranie tuszu za każdym razem, gdy zamoczysz szczoteczkę w buteleczce? 🙂 Bo mnie się nie chce. Inne maskary radzą sobie pod tym kątem, dlatego dla mnie nabieranie zbyt dużej ilości to po prostu wada.

    2. Wiesz, w przypadku Retro Glam na ilość nabieranego tuszu mogłabym przymknąć oko, gdyby nie kulała kwestia trwałości. Jednak jest jak jest – maskara osypuje się i rozmazuje, dlatego więcej szans u mnie nie dostanie.

  16. Weszłam zobaczyć jak prezentują się Twoje cudowne "odżywione" 😉 rzęsy, a tutaj coś takiego… ten tusz Cię dosłownie skrzywdził! 😛 Szkoda takiego bubla… masz tak boskie rzęsiska, że możesz nosić saute 🙂

  17. to prawda chłam nad chłamy – Twoje rzęsy wygladają jak nóżki zdechłej muchy 🙂 u mnie wyglądały dokładnie tak samo… A scandal eyeliner też woła o pomstę do nieba

    1. Miałam Collosal w wersji wodoodpornej i nie powalił mnie na kolana w pierwszych tygodniach stosowania (zbyt delikatne pogrubienie). Dopiero po niecałym miesiącu tusz stał się na tyle gęsty, że dawał efekt taki, jaki oczekiwałam.

  18. Szczoteczka jest okropna, nabiera za dużo tuszu – tak jak piszesz. Ja mam po niej rzęsy nie tyle umalowane, co oblepione tuszem. Nie lubimy się!

    1. niecierpek, mnie nie przeszkadzała jej wielkość, a kształt. Nie pasowała do moich oczu.
      Być może trafiłam na jakiś wadliwy egzemplarz, bo tusz, mimo że o świetnej konsystencji i czasie zasychania, był kompletnie nietrwały.

  19. Skojarzenie z pewną blogową aferką jak najbardziej słuszne :> przypomniało mi się jak tylko popatrzyłam na zdjęcie 🙂 Ten tusz to zbrodnia, na Twych odżywionych rzęsach 🙂

  20. Polceam Revlon photoready 3D 🙂 Miałam słabe i rzadkie rzęsy ale on potrafił pomalować nawet najmniejsze włoski dodając im objętości. Teraz mam słynne pump up od lovely ale… słabo, nie ma porównania do revlonu.

    1. a ja posiadam właśnie lovely i jest genialny! nie osypuje się, nie rozmazuje, jest super trwały. miałam go na ostatniej imprezie i nie zauważyłam ani jednego okruszka, żadnego rozmazania, nic! jedynie problem mam przy zmywaniu właśnie przez wspomnianą trwałość, ale oliwa + woda załatwiają sprawę 🙂 a i dodam, że mega wydłuża moje i tak już bardzo długie rzęsy, ładnie pogrubia i nie skleja rzęs!

    2. Cukierek, dzięki, poczytam o nim 🙂
      A co do tuszy Wibo/Lovely to miałam różowy i mimo rewelacyjnego efektu, jaki dawał (dosłownie wachlarz, coś pięknego) bardzo się osypywał i rozmazywał.

      irreplaceable, nie miałam tego Pump Up i nie wiem, czy w przyszłości się na niego zdecyduję. Sparzyłam się na tuszach Wibo/Lovely i nie jestem pewna czy chcę kolejnych prób. Choć z drugiej strony są tak tanie, że może warto zaryzykować.

  21. miałam wersję różową, o ile mnie pamięć nie myli, była to maskara show off. odczucia miałam bardzo mieszane, według mnie cała ta seria scandaleyes to jakaś pomyłka. różowa koleżanka niemiłosiernie sklejała rzęsy i poszła w świat, bo dla mnie była aż za bardzo skandaliczna 😉

Dodaj komentarz