Beauty

PROJEKT DENKO: Kallos › Batiste › Lirene › Garnier › Bomb Cosmetics

Jeśli chodzi o zużywanie kosmetyków to zauważyłam u siebie dwie tendencje. Pierwsza: produkty, które wykańczam w mgnieniu oka, bo: a.) są tak dobre, że używam ich codziennie, b.) są tak niewydajne, że znikają zanim się obejrzę. Druga tendencja: kosmetyki, których nie mogę zmęczyć przez pół roku, bo: a.) ich działanie jest przeciętne i po prostu szkoda mi je ot tak wyrzucić, b.) sięgam po nie sporadycznie, w zależności od potrzeb, c.) porażają wręcz swoją wydajnością i żeby je zużyć musiałabym wylewać na siebie spore ich ilości.
W dzisiejszym denkowym wpisie pojawią się kosmetyki z każdej kategorii. Dobra informacja – więcej tych, które są godne polecenia.:)

KALLOS BANANA – maska do włosów z ekstraktem z banana
Kupiłam ją stosunkowo niedawno, bo w grudniu, sądząc, że wystarczy mi co najmniej do połowy nowego roku. Niespodzianka. Stosując ją z dużą częstotliwością: zamiennie w roli maski i odżywki, czyli wychodzi, że średnio 3 razy w tygodniu, dna dobiłam już w marcu. Przyznacie, że jak na litr maski i włosy ciut za ramiona to niezły wynik. 🙂 Jaka jest maska? Dla moich przesuszonych, średnioporowatych, farbowanych włosów bardzo dobra. Nawilża je, przyjemnie dociąża, wygładza i nadaje objętości. Poza tym jest przyjemna w stosowaniu: gęsta, nie spływa z włosów i pachnie identycznie jak bananowy syrop z dzieciństwa. 🙂 Myślę, że wrócę do niej jeszcze nie raz.

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Olea Europaea Oil, Parfum, Citric Acid, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Propylene Glycol, Musa Sapientium Fruit Extract, Niacinamide, Calcium Pantothenate, Sodium Acsorbyl Phosphate, Tocopheryl Acetate, Pyridoxine HCI, Maltrodextrin Sodium Starch, Octenylsuccinate Silica, Benzyl Alcohol, Methylchloroisoth Iazolinone, Methylisothiaz Olinone.

BATISTE XXL VOLUME – suchy szampon zwiększający objętość włosów
Z suchymi szamponami łączy mnie relacja love-hate. Uwielbiam je za natychmiastową poprawę wyglądu fryzury, nie cierpię za niemiłe skutki sięgania po nie, które potrafią pojawić się nawet po jednokrotnym użyciu. Moja skóra głowy jakiś czas temu uwrażliwiła się i muszę z rozwagą korzystać z ich właściwości. Jaki jest Batiste XXL? Dobry zarówno pod kątem odświeżenia włosów, jak i uniesienia oraz utrwalenia. O ile dobrze się orientuję to w składzie zawiera lakier, który usztywnia pasma, pozwalając uzyskać na dłużej sporą objętość. Szampon sprawdza się także przy imprezowych upięciach. Pachnie ładnie – trochę kwiatowo , trochę pudrowo, słodko – w każdym razie bardzo w moim guście. Zapach utrzymuje się praktycznie do mycia. I to na tyle jeśli chodzi o zalety. Czas na wady, a dokładnie jedną  – gdy użyjemy go za dużo to sklei włosy jak najtańszy lakier z kiosku.

LIRENE DERMOPROGRAM YOUNGY 20+ pianka myjąca do twarzy i oczu – energetyzująca samba brazylijska z guaraną
Pianka, którą dosłownie po kilku miesiącach odkopałam spod kosmetyków myjących do twarzy. Użyłam jej parę razy, a potem bez wyrzutów schowałam do szafki, bo nie zachwyciła działaniem. Przeciętniak o przyjemnym, słodko – kwiatowym zapachu i słabej wydajności. Myjący gadżet, który umila wieczorny demakijaż lekką konsystencją niczym bita śmietana i ładną wonią. Poza tym, że po prostu myje, nie czyni dla cery nic korzystnego, wręcz przeciwnie – gdy stosowałam go kilka dni pod rząd zaliczyłam przesuszenie skóry i wzmożoną produkcję sebum. No cóż, napiszę tylko: bye bye, pianko. Ładnie pachniesz, ale to za mało.

GARNIER NEO – antyperspirant w suchym kremie
O Neo wspomnę króciutko, bo tej serii antyperspirantów popełniłam jakiś czas temu obszerny post – klik klik klik! To mój ostatnio ulubiony produkt, jeśli chodzi o ochronę przed potem i szybko nie zamierzam go zmieniać (choć pewnie to za jakiś czas nastąpi w związku z tym, że moja skóra wykazuje tendencję do przyzwyczajania się do jednego rodzaju antyperspirantów). Jaki jest Neo, tu w wersji Soft Cotton? Posiada szybko wysychającą formułę kremu, która pozwala ubrać się niemal od razu po aplikacji, nie lepi się, nie podrażnia po depilacji, nie pozostawia białych śladów na ciemnych ubraniach, delikatnie pachnie (mnie kojarzy się z nutą charakterystyczną dla kosmetyków Nivea) i przede wszystkim działa. U mnie średnio 6 godzin bez konieczności odświeżania się (przypomnę, że jestem z tych gorących dziewczyn ;)).
BOMB COSMETICS FREEDOM OF PEACH – żel do mycia twarzy w formie galaretki
Na koniec prawdziwy smakołyk, działaniem i właściwościami zbliżony do pianki Lirene. Typowy łazienkowy gadżet, po który lubię od czasu do czasu sięgnąć dla czystej przyjemności stosowania. Freedom of Peach to bardzo wydajny żel o gęstej, prawdziwie galaretkowatej, trzęsącej się konsystencji, zamknięty w mocnym plastikowym pudełeczku z wieczkiem (duży plus za naklejki na opakowaniu, które zalewane przez kilka tygodni nie straciły ani trochę na wyglądzie), pachnący dżemem brzoskwiniowym, mandarynkami i migdałami. Mniaaam! W odróżnieniu od wspomnianej pianki Samba wysusza nieco mniej, dlatego mogę stosować go dzień w dzień, bez odczuwania nieprzyjemnego napięcia na skórze. Jeśli lubicie mocno pachnące bajeranckie żele to zachęcam do spróbowania.:)
Jak tam Wasze denka w tym miesiącu? 🙂

69 komentarzy

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: