Jak małymi krokami wrócić do ćwiczeń… i to polubić!

Lubię prowadzić zdrowy tryb życia: zdrowo jeść, odpowiednio wypoczywać i ruszać się. Z tych trzech rzeczy niestety aktywność fizyczna była przez pewien czas mocno zaniedbywana, głównie przez brak czasu i energii, które poświęcałam moim dzieciom, pracy i rozwojowi pasji. Wprawdzie nigdy nie byłam typem sportowej dziewczyny, ale do kanapowego lenia też mi daleko i zawsze zależało mi, żeby w mojej codziennej rutynie były obecne regularne ćwiczenia. Dziś chciałabym podzielić się z Wami moimi sposobami na powrót do ćwiczeń i w ogóle motywację, by systematycznie się ruszać.

Małe kroki

Moim pierwszym planem było zacząć z „grubej rury”, tj., odgórnie zaplanować dość intensywne ćwiczenia w co drugi dzień, najlepiej co najmniej pół godziny. Niestety (a może stety?) zawiodłam na tym polu. Po tygodniu byłam potwornie wykończona i zdemotywowana. Myślę, że wzięłam sobie na początek zdecydowanie za dużo. Zamiast rzucać się na głęboką wodę i udawać, jakbym wcale nie miała żadnej przerwy od ćwiczeń (a miałam prawie przez całą drugą ciążę), powinnam pokornie zacząć od rozciągania, pilatesu i ogólnego rozruchu. Metoda małych kroczków sprawdziła się i tu. Po dwóch tygodniach z przyjemnością wykonywałam intensywniejsze ćwiczenia. Te same, na których z początku prawie wyplułam płuca. 🙂

Jeśli przez długi czas nie ćwiczyłaś, zacznij od spacerów, wydłużając czas chodzenia. Na początek świetnie sprawdzi się także pilates: przykładowy trening rozciągający dla początkujących

Zapisane, realizowane

Bardzo pomocne stało się zapisywanie treningów, wybieranie konkretnej daty i godziny. Warto być ze sobą szczerym i wybierać termin jak najbardziej możliwy do realizacji. Wciskanie na siłę półgodzinnej sesji z FitnessBlenderem (jeśli lubicie ćwiczyć w domu to gorąco polecam ten kanał na YT!) w i tak już napięty rozkład dnia może się nie udać. Frustracja gwarantowana. Planując ćwiczenia myślę także nad czasem, który potrzebuję przed i po: na przygotowanie się, rozgrzewkę, a później na prysznic, ubranie. W moim przypadku trening w dużej mierze zależy od moich dzieci (są moim priorytetem w rozkładzie dnia :)) i pracy. Trening jest możliwy albo rano, gdy maluchy śpią albo wieczorem, kiedy na posterunku jest mój mąż.

Datę treningu warto zapisywać w codziennym organizerze, nie w specjalnie przeznaczonym na to notatniku. To pozwoli realnie ocenić możliwości realizacji ćwiczeń danego dnia.

Dla mnie bardzo pomocne są strony z książki Sportsmama (Wróć do formy w 12 tygodni po porodzie) Aleksandry Rożnowskiej, z którą wracałam do formy po drugiej ciąży. Na nich zapisuję notatki związane z aktywnością, dietą, piciem wody i… pokusami. 🙂

W domu, na siłowni, a może na świeżym powietrzu?

Wspomniałam wyżej o ćwiczeniach w domu – z tej opcji korzystam najczęściej. Mimo elastycznej pracy freelancerki, moje codzienne życie jest uzależnione od dzieci i na wypad na siłownię miałabym czas tylko późnym popołudniem, wieczorem Karnetu nie wykupuję, bo wiem, że prędzej wskoczę w dres i pójdę pobiegać po osiedlu niż pójdę na siłkę. Odskocznią od aktywnością na macie przed odpalonym na telewizorze Youtube jest sport na świeżym powietrzu. Lubię pobiegać, pojeździć na rolkach czy rowerze. W planach mam też wycieczki rowerowe z dziećmi, bo chciałabym zarazić ich miłością do ruchu od najmłodszych lat.

Jeśli nie przepadacie za ćwiczeniami w domu, pomyślcie nad miejscem, które byłoby bardziej motywujące – może mała siłownia, klub fitness, klub sportowy, gdzie uprawia się daną dziedzinę? Albo po prostu kawałek terenu, który macie gdzieś niedaleko? Dla lepszej motywacji na trening zawsze warto zabrać kogoś ze sobą. 🙂

Maksymalna przyjemność

Na koniec o tym, jak podkręcić przyjemność z treningu. Dla mnie to odpowiedni strój: ładny, funkcjonalny i wygodny oraz akcesoria, jak butelka wody, dobry antyperspirant, odtwarzacz muzyki, frotka i opaska do włosów. Do ćwiczeń rozciągających potrzebna jest też porządna, gruba mata.

Jak jest u Was z ćwiczeniami? Ruszacie się regularnie, lubicie to? Co Was najbardziej motywuje, żeby ćwiczyć? Chętnie poczytam o Waszych radach w tym temacie. 🙂

 

12 thoughts on “Jak małymi krokami wrócić do ćwiczeń… i to polubić!

  1. Ja ćwiczę siłowo (trening funkcjonalny ale operujący sporymi ciężarami, nie hantelkami 2 kg 😉 ) od 5 lat, z kilkoma przerwami. Aktualnie jest w pierwszej ciąży i mam zamiar pozostać aktywna aż do jej końca. Na razie razem z trenerem dostosowujemy trening do zmian w organizmie, ale nie wyobrażam sobie że miałabym przestać (jedynym akceptowalnym dla mnie powodem rezygnacji z aktywności fizycznej w ciąży są przeciwwskazania medyczne i zagrożona ciąża). Dzięki temu nie będę musiała zaczynać od początku kiedy dziecko się urodzi.

  2. A ja ciągle znajduję wymówki, a w sierpniu jadę nad morze i daleko mi do wymarzonej sylwetki… poczytałabym jeszcze jakieś wskazówki co do diety, bo z nią też kiepsko u mnie. Zaniedbuję obie strefy przez nadmiar obowiązków i też brak pomysłu jak z tego wyjść na prostą.

    1. Co do ćwiczeń to zajrzyj do Sportsmamy, ma fajny trening po 8 min (shoty), daje popalić, ale efekty widać po miesiącu. Zdążysz! 🙂
      A z dietą to ja uporałam się dopiero po wykupieniu jadłospisów u dietyka, potreningu.pl ma ciekawą ofertę, sama z niej korzystam i sprawdza się. Można dowolnie ją modyfikować w trakcie okresu diety.
      Powodzenia!

  3. Dzięki za inspiracje 🙂 ja jestem totalnie antysportowa i za chiny nie mogę się zmobilizować. Masa sprzętu kupiona, taśmy, hantelki, nowe śliczne stroje, buty i wszystko czeka na lepsze czasy.. ehhhh. Fajnie, że Tobie udało się. Tak trzymaj 🙂

    1. Książka jest ciekawa i dobra pod kątem technicznym (widać jak na dłoni poprawność wykonywania ćwiczeń), aczkolwiek ja i tak wolę filmy na wideo, oglądam i ćwiczę m.in. z autorką książki. A karty są super i ten element książki obecnie najbardziej mi służy.

  4. Wzięłam się za siebie na początku roku. Było trudno,nie powiem, ale teraz widzę że warto i ćwiczenia weszły mi w krew. Najlepsze są jednak efekty w głowie, bieganie, bo właśnie to robie po pracy, niesamowicie mnie odstresowuje i uwalnia głowę. Polecam każdemu zestresowanemu 🙂

    1. Potwierdzam, bieganie fajnie uwalnia głowę. W ogóle sport ma tę cudowną właściwość odstresowywania, co najbardziej w nim cenię. Kiedyś biegałam, ale w ciąży przestałam, wolałam nie ryzykować. Później już nie wróciłam. Myślę, że jak moje maluchy podrosną to zrobię jeszcze jedno podejście do biegania. To świetny sport, który można uprawiać wszędzie i o każdej porze dnia. 🙂

Dodaj komentarz