Perfumy. Stulecie zapachów Lizzie Ostrom

Rozpoznawanie poszczególnych nut zapachowych, opisywanie ich, łączenie w kompozycje, a w końcu wywoływanie nowymi recepturami emocji – perfumiarstwo jest sztuką i nigdy nie miałam co do tego wątpliwości. Jest także dziedziną, za którą stoi ogromna wiedza, talent i dekady niesamowitych historii. Namiastkę mogłam poznać dzięki fascynującej książce Perfumy. Stulecie zapachów. I o niej dziś chciałabym Wam opowiedzieć.

Perfumy. Stulecie zapachów jest zbiorem stu najsłynniejszych zapachów XX wieku. Pachnąca setka została zaprezentowana czytelnikowi w sposób chronologiczny, mianowicie według czasu powstania danych perfum. Książka podzielona jest na dziesięć części, każda obejmuje dziesięciolecie w historii perfumiarstwa i w każdej znajduje się dziesięć zapachów.

Lizzie Ostrom postanowiła skupić się na burzliwym wieku XX, ponieważ był to okres kluczowy dla powstania znanych dziś perfum.

Autorka zaczyna zwyczajowo od wstępu. Wyjaśnia w nim, czym zapach jest, lecz nie w sensie chemicznym, a przede wszystkim, jaką rolę pełni w życiu człowieka. Lizzie Ostrom podkreśla, że zapach funkcjonuje w każdej sytuacji i jest stałym elementem naszej codzienności. Towarzyszy przy każdej okazji niezależnie od tego, czym zajmujemy się w życiu. Zapach charakteryzuje nas, podpowiada co lubimy, jacy jesteśmy. Przywołuje skojarzenia z przeszłości, wiąże nasze wspomnienia z konkretnymi osobami i sytuacjami. W szerszym kontekście odzwierciedla mody i trendy, wskazuje na to, co w danym czasie historycznym jest społecznie atrakcyjne.

Jesteście ciekawi, według jakiego klucza autorka dobierała zapachy do swojej książki? Na szczęście nie kierowała się wyłącznie popularnością i pięknem (choć piękno to pojęcie szalenie subiektywne), a raczej tym, jak wiele emocji wywoływały (lub wywołują, bo część zapachów z książki nadal funkcjonuje na rynku). Znajdą się tu perfumy kochane przez miliony i zapachy przez miliony znienawidzone. Dzięki lekturze książki możemy dowiedzieć się, jakie były inspiracje do stworzenia konkretnych zapachów, jakie historie wiążą się z ich powstaniem:

„W opływających w dostatki latach dwudziestych estetyka starożytnego Egiptu stanowiła gotowy wzorzec dla architektów i projektantów, którzy czerpali z niej, tworząc nowy styl – art déco. (…) Niedziwne, że wraz z zachwytami nad starożytnym Egiptem, słynącym ze stopniowego przeniesienia perfum ze sfery rytuałów religijnych na płaszczyznę przyjemności i urody, w latach dwudziestych swój renesans przeżywał również obsesyjny kult piękna. (…) Tak więc również perfumy musiały stać się częścią ówczesnej egiptomanii.”
(s. 135, fragment z rozdziału o perfumach Tutankhamon Pharaoh Scent, Ahmed Soliman, 1925),

dowiedzieć się czegoś więcej o flakonie:

„(…) lśniący flakon z czarnego onyksu w kształcie persiówki i z zakrętką art déco, naśladujący jeden z podstawowych dodatków nowoczesnej kobiety z czasów prohibicji, który można było schować do torebki w pudełeczku zdobionym frędzlami oraz obitym szagrynem w kolorze nefrytowej zieleni i zabrać ze sobą na nocne harce” (s. 116, fragment z rozdziału o perfumach Nuit de Noël, Caron, 1922),

a nawet co stoi za ich nazwą i jak się ją wymawia (lub według autorki powinno):

„Anaïs – co to za dziwne słowo i z jakiego języka pochodzi. Może ma coś wspólnego z Anaïs Nin albo jakąś perską boginią (…). W Anaïs Anaïs chodziło o samo brzmienie. (…) najważniejsze było to, by wymawiać je szeptem” (s. 331, fragment z rozdziału o perfumach Anaïs Anaïs Cacharel, 1978).

„Dopiero przed chwilą odkryłam, że Joop! wymawia się „jołp”. Niewiarygodne”.
(s. 377, fragment z rozdziału o perfumach Joop! Homme, Joop!, 1989).

Poznać możemy również niezwykłe momenty, gdy to perfumy inspirowały artystów:

„Shulton (korporacja, która stworzyła Old Spice’a) zamówiła u Salvadora Dalego trzy obrazy zainspirowane perfumami Desert Flower. Znamy je jako Pustynną Trylogię: Miraż, Oaza i Niewidzialni kochankowie. Jest coś uroczego w wyobrażeniu Dalego muskającego sobie powieki kroplą Desert Flower dla inspiracji” (s. 357, fragment z rozdziału o perfumach Salvador Dali for Woman, Salvador Dali, 1983).,

a także twarze promujące zapachy:

„Pierwszą twarzą Angela była Jerry Hall (wylegująca się nie na otomanie jak w przypadku Opium, ale na między galaktycznej wydmie piaskowej), a niedawno pałeczkę ambasadorki marki przejęła jej córka, Georgia May Jagger”.
(s. 383, fragment z rozdziału o perfumach Angel, Thierry Mugler, 1992),

oraz ludzi stojących za komercyjnym sukcesem, na przykład, twórców reklam perfum:

„Przez ostatnie cztery dekady reklamy telewizyjne perfum tworzyli najsłynniejsi reżyserzy świata. W latach dziewięćdziesiątych Luc Besson nakręcił przesiąkniętą kolorami reklamówkę z Estellą Warren w roli współczesnego Czerwonego Kapturka, ze ścieżką dźwiękową rodem z Edwarda Nożycorękiego. Nie zapominajmy też o klipie Baza Luhrmanna utrzymanym w konwencji jego Moulin Rouge czy o czarno – białej produkcji z udziałem Brada Pitta nakręconej w stylu filmu dokumentalnego” (s. 114, fragment z rozdziału o perfumach Chanel No. 5, Chanel, 1921).

Wszystkie fascynujące historie o perfumach poprzedzone są krótkim wstępem na temat dekady, w której powstały. To opis panujących trendów, kierunków, społeczno – historyczne tło tworzonych właśnie receptur. Dla laika tej dziedziny, takiego jak ja, to niezwykle przydatna, pozwalająca lepiej zrozumieć powód pojawienia się takich czy innych perfum, ich odbiór przez konsumentów, popularność.

W książce Perfumy. Stulecie zapachów podoba mi się także posługiwanie się przez autorkę zrozumiałym językiem, nie szafowanie skomplikowanymi terminami i nie stawianie siebie w roli eksperta, a czytelnika w roli ucznia. Lizzie Ostrom posiada umiejętność opowiadania o perfumach w sposób interesujący i lekki, skupia się przede wszystkim na ludziach, historiach oraz emocjach, co sprawia, że od książki trudno się oderwać. Bezpośredni sposób zwracania się do czytającego oraz przywoływanie wielu ciekawych i często zabawnych anegdot, to kolejna rzecz na plus:

„W moim domu rodzinnym Chanel No. 19 cieszy się złą sławą. W latach 70. należał do grona ulubionych perfum mojej mamy, która ciągle się nimi pryskała. Aż do pewnego dnia w 1980 roku, gdy wyszli z tatą oglądać nowy dom. Najwyraźniej w branży jeszcze nie pojawił się pomysł parzenia świeżej kawy w nieruchomościach na sprzedaż, by uatrakcyjnić ją w oczach (i nozdrzach) potencjalnych nabywców, ponieważ gdy rodzice przekroczyli próg jednej z nich, uderzył ich zapach gotowanej kapusty. Na kuchence stał jej pełny rondel. Kiedy oglądali pokoje, woń stawała się coraz bardziej intensywna, aż w końcu nie mogli jej znieść i musieli przerwać zwiedzanie, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Dwa dni później mama otworzyła Chanel No. 19 i oboje się skrzywili, mówiąc: „O Boże, to ta kapusta”. Od tamtej chwili Chanel No. 19 zostały wycofane ze służby” (s. 320, fragment z rozdziału o perfumach Chanel No. 19, Chanel, 1971).

Jeden z moich ukochanych zapachów, Guerlain Shalimar Parfum Initial. Klasyczny Shalimar powstał w 1925 roku. Podobno Jacques Guerlain stworzył go w hołdzie legendarnej miłości Mumtaz Mahal i cesarza Chah’a Djahan’a, w ogrodach Shalimar w Kaszmirze. W Sanskrycie Shalimar oznacza „dom miłości”.

Perfumy. Stulecie zapachów to książka o… perfumach. Ale daleka od chemicznych formulacji, skomplikowanych opisów kompozycji i specjalistycznego języka. To fascynująca podróż przez dekady zapachu, pełna interesujących historii, zabawnych anegdot, utalentowanych ludzi. Jak mówi sama autorka: „Niezależnie od tego, czy jesteśmy maniakami perfum, czy sięgamy po nie tylko od czasu do czasu, będziemy mieli okazję spojrzeć wstecz i przypomnieć sobie, jakie zapachy nosiliśmy – i kiedy”. Książka Lizzie Ostrom jest zatem nie tylko dla tych obeznanych w perfumach, ale również dla początkujących lub po prostu kochających poznawać zapach. Nawet jeśli nie znamy wyróżnionych perfum, lektura książki może wywołać w nas pewną nostalgię, tęsknotę, przywołać wspomnienia, które są zbliżone do tego, o czym pisze autorka. Zapach to przede wszystkim wrażenia i emocje. Czytając tę książkę moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach, a momentami przenosiłam się w czasie i polegałam na skojarzeniach zapisanych w pamięci:

„Mówi się, że powonienie to magiczny klucz otwierający wrota pamięci” (s. 15).

Wspaniała, fascynująca lektura, którą z całego serca polecam Wam lub dla Waszych bliskich, na przykład, na prezent świąteczny.

Czujecie się zainteresowane? Napiszcie, czy znacie jakieś książki o perfumach i w końcu – zdradźcie, jaki jest zapach Waszego życia, z czym Wam się kojarzy i czym pachniecie obecnie? 🙂
Książka posiada twardą oprawę i liczy 424 strony. Więcej o książce dowiecie się ze strony Wydawnictwa Kobiecego.

10 thoughts on “Perfumy. Stulecie zapachów Lizzie Ostrom

  1. Uwielbiam twoje zdjęcia, jesteś dla mnie wzorem i mam nadzieję, że moj blog też będzie w przyszłości taki klimatyczny. Ściskam <3

  2. Shalimar, Boże kocham nad życie, ale klasyka. Niesamowite jest to, że możemy nosić zapachy sprzed niemal stu lat. Ciekawa jestem czy historia o tych ogrodach jest autentyczna czy to marketingowa bajeczka na potrzeby promocji. Niemniej jest w tym magia i tego będę się trzymać. Pozdrawiam serdecznie!!!

  3. Kocham zapachy zwłaszcza te sprzed lat.. Wydaje mi się ,że powstające obecnie zapachy są wszystkie bardzo do siebie podobne.. Dla mego nosa nie strawne..
    PS.
    A Brad Pitt… Omg.. Jest piękny i jak wino…

    1. Mam ciarki po obejrzeniu tej reklamu, nie znałam jej wcześniej a teraz mam ochotę powąchać te perfumy Chanel, bo nie pamiętam kompletnie jak pachną.
      Książką zapowiedź się ciekawie i bardzo interesująco podeszłaś do recenzji.

  4. Piękna, wyważona recenzja i bardzo zachęcająca. Ja fanką perfum jestem od zawsze, nawet nie mówię ile mam w szafce w sypialni. Ale to ogromna miłość, sentyment do pewnym nut, jak napisałaś – tęsknota do momentów w życiu. Tylko tak mogę je przywołać. Zapach ma ogromną moc. Sprawię sobie tę książkę na spóźnione Mikołajki.
    Pozdrawiam Cię serdecznie, Anna

Dodaj komentarz