Beauty,  Makijaż,  Pielęgnacja

O ulubieńcach kosmetycznych ostatnich tygodni

Lista moich ulubieńców kosmetycznych od jakiegoś czasu jest dość stała: ulubiony podkład, korektor, cień do powiek czy krem, dzięki któremu mogę cieszyć się ładną cerą. Nie było więc większego sensu, by powielać posty na ten temat. Powrócić z tą serią postanowiłam, gdy pośród już pokazywanych faworytów pojawi się coś nowego, co zdążyło mnie urzec w ciągu ostatnich trzech miesięcy. I tak dzieje się tym razem, dlatego zapraszam na kilku nowych ulubieńców 🙂

Listę otwierają kosmetyki do makijażu.

Na pierwszy ogień tusz do rzęs Volume Express Turbo Boost Maybelline (1) w wersji wodoodpornej, który kupiłam za sprawą pozytywnych opinii w katalogu KWC. Nie zawiodłam się – maskara działa tak jak obiecuje producent: „dzięki żelowej formule i specjalnej szczoteczce 5x pogrubia rzęsy, wydłuża i podkręca. Szczoteczka zapobiega powstawaniu grudek. Makijaż oczu wytrzymuje cały dzień w niezmienionym stanie. Tusz nie kruszy się i ma odcień głębokiej czerni”. Nie mam do czego się przyczepić, to maskara godna polecenia. Na pewno kupię ją ponownie za prawie połowę ceny w czasie nadchodzącej promocji w Rossmannie (od 28 kwietnia do 4 maja).
Drugim wyróżnionym kosmetykiem jest eyeliner Black Lace niemieckiej marki Zoeva (2). Wymogi, jakie musiał spełnić – mocno napigmentowany, kruczoczarny, nie osypujący się po 8 godzinach, trwały i wygodny w aplikacji (czyt. kremowa konsystencja + szybkie wysychanie na powiece). Okazało się, że kupując go trafiłam w dziesiątkę. Tusz sprawdził się w każdym aspekcie, ani razu mnie nie zawodząc. Na tę chwilę porzucam poszukiwania dobrego eyelinera.
Przechodząc na niższej partie twarzy, skupię się na ustach. Tu chciałabym wspomnieć o dwóch kosmetykach, mianowicie błyszczyku Wild Rose Volume Lip Gloss Lumene (3) oraz pomadce Lasting Finish by Kate w odcieniu 19 (4). Na temat błyszczyka pojawił się osobny post, dlatego nie rozpisuję się, a odsyłam do niego {klik}. O pomadce natomiast była mowa przy okazji ostatniej promocji w Rossmannie, podczas której skusiłam się na kilka rimmelowskich szminek. Nr 19, czyli neutralny, ciemny, brudny, lekko beżowy róż zachwycił mnie na swatchach w internecie, ale nie moich ustach. Być może było to spowodowane tym, że ja generalnie do takich odcieni na sobie nie jestem przyzwyczajona. Przez długi czas stawiałam na kolory w typie nude, więc ta 19 była czymś zupełnie nowym. Po czasie jednak przekonałam się do niej do tego stopnia, że jest obecnie na drugim miejscu, zaraz po pięknej Airy Fairy {klik}, jeśli chodzi o ulubione szminki. Cenię w niej kremową formułę, która nie ma posiada specjalnej tendencji do podkreślania suchych skórek, całkiem niezłą trwałość w stosunku do ceny i oczywiście barwę, która pasuje zarówno do makijażu codziennego (wtedy wklepuję odrobinę palcem dla uzyskania subtelnego efektu) jak i mocniejszego, na wieczór.
Część kolorówkową zamyka soczysta, lekko różowa czerwień, czyli zachwycający kolorem Watermelon Essie, chyba jeden z bardziej popularnych lakierów tej marki. Nie jestem wielką fanką czerwieni, ale ten urzekł mnie w stu procentach. Zwraca uwagę (pozytywnie), jest elegancki i szalenie kobiecy. Numer jeden wśród moich lakierów 🙂

Co słychać w pielęgnacji? Nowe są trzy z pięciu kosmetyków. Do tej pory wspominałam o zestawie do włosów Regeneracja od Pilomax, z czego najmocniej przywiązałam się do maski (1), którą kupiłam kolejny raz. Aby dowiedzieć się, co o niej i o innych elementach zestawu regenerującego sądzę, odsyłam do posta {klik}. Na blogu pojawił się także wpis na temat kremu przeciwzmarszczkowego pod oczy Riche Crème Yves Rocher (2), który na liście ulubieńców znalazł się kolejny raz nie bez powodu. Ponieważ jego działanie nieustannie mnie zadowala, zakup na początku roku powtórzyłam {klik do pełnej recenzji}. Poza tym wyróżniłam dobrze regenerujący krem ochronny do rąk Lipo – Protect Pharmaceris z serii A (3). Szybko się wchłania, pozostawia skórę miękką oraz nawilżoną na kilka godzin, posiada zwartą, otulającą konsystencję – czego chcieć więcej? W pielęgnacji pomaga mi także ładnie pachnąca oliwka dla mam Babydream (4) o bardzo dobrym składzie. Ląduje na włosach, smaruję nią całe ciało po kąpieli, w niej moczę dłonie podczas sobotniego SPA. Możliwości na jej zastosowanie jest sporo, a jeśli nie macie pomysłów na olejki to zajrzyjcie do tego posta {klik}. Ostatnim wyróżnionym kosmetykiem jest żel złuszczający do mycia twarzy Sebium Gel Gommant marki Bioderma (5), który poznałam dzięki Agu :* Teraz żałuję, że tak długo wstrzymywałam się z jego zakupem. Było to spowodowane prawdopodobnie rozczarowaniem innym produktem z serii Sebium, mianowicie antybakteryjnym żelem do cery tłustej i mieszanej Gel Moussant Purifant, który wprawdzie oczyszczał, ale też wysuszał na wiór moją skórę. Z żelem peelingującym nie mam tego problemu. Używam go po wstępnym zmyciu makijażu płynem micelarnym w celu doczyszczenia i złuszczenia naskórka. Nakładam odrobinę, masuję i zostawiam na minutę, po czym zmywam chłodną wodą. Skóra jest po nim nie-sa-mo-wi-cie oczyszczona i przyjemnie napięta a jednocześnie miękka i gładka. Mimo stosowania go dzień w dzień nie zauważyłam przesuszenia skóry. Jestem baardzo na tak! 🙂

I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o ulubione kosmetyki pierwszego kwartału roku 2014. Jestem ciekawa, co Was pozytywnie zaskoczyło w ostatnich tygodniach? Podzielcie się swoimi urodowymi odkryciami lub starymi miłościami 🙂 

47 komentarzy

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: