O kremie, który miał budzić i rozświetlać | Dynamizujący Hydra Adapt dla cery pozbawionej blasku, Garnier

Kremy do twarzy z serii Hydra Adapt są stosunkowo nową pozycją na kosmetycznych półkach. Do wyboru mamy pięć rodzajów: matujący z zieloną herbatą, łagodzący z lotosem, odżywczy w kamelią, ochronny z cytryną oraz dynamizujący z owocami cytrusowymi. Ponieważ moja cera nie pogardzi dawką kosmetyku obiecującego nawilżenie, promienność i rozświetlenie, wybrałam dla niej krem-żel dynamizujący dla cery zmęczonej, pozbawionej blasku. Czy wybór był trafny?

Krem zamknięty jest w miękkiej, plastikowej tubce o pojemności 50 ml. Opakowanie jest wygodne, higieniczne, pozwala wykorzystać krem do ostatniej kropli. 
Cena kremu waha się w granicach 14-16 zł (dostępny jest np. w Naturze i Rossmannie).
Kosmetyk otrzymałam w ramach współpracy z marką Garnier.

Konsystencję określiłabym jako lekki żel z kapką kremu. Nie jest ani zbyt gęsta ani też lejąca. 
Postać kosmetyku z pewnością decyduje o jego dobrej wydajności – wystarczy odrobina, by pokryć całą twarz, szyję i dekolt.
Krem gładko sunie po skórze i bardzo szybko się wchłania (w ciągu minuty do pełnego matu), lecz w dotyku pozostawia cerę minimalnie lepką (czyżby za sprawą gliceryny?). Kilkukrotnie zdarzyło się, że podkład zrolował się na nim (zarówno minerał jak i garnierowski krem BB, który miałam okazję ostatnio sprawdzić).
Próbka kremu w zbliżeniu pokazuje, że kosmetyk zawiera mikropyłek, którego z kolei na twarzy nie widać. To właściwie plus, bo nie wyobrażam sobie smarować się żelem o perłowym lub brokatowym wykończeniu.
Zapach kremu-żelu jest przyjemny, orzeźwiający, cytrusowo – brzoskwiniowy z lekko wyczuwalną nutą alkoholu, która znika po wchłonięciu się kosmetyku. Alkohol niestety wyczuwam nie tylko nosem, lecz także, gdy dotknę kremem ranki lub miejsc na twarzy podrażnionych. Czuję wówczas chwilowe szczypanie i pieczenie. Nie lubię tego.

I najważniejsze, czyli działanie. Krem sprawdziłam w funkcji na dzień i na noc.
Jako krem na noc nie sprawdził się w najmniejszym stopniu – przede wszystkim nie nawilżał. Rano budziłam się z suchą i nieprzyjemnie napiętą skórą na policzkach, a czoło, nos i brodę miałam bardzo przetłuszczone, jakby skóra chciała poratować się nadprodukcją sebum.
Jako krem do twarzy na dzień sprawdził się ciut lepiej, lecz do zadowolenia zdecydowanie daaaleko. Skóra tuż po aplikacji była miękka i wygładzona, a nawilżenie utrzymywała jakieś 4 godziny. Po tym czasie czułam, że powinnam ją szybko nawodnić, chociażby wodą termalną. Pierwsze reagowały policzki – stawały się ściągnięte, w drugiej kolejności strefa T, która reagowała, podobnie jak po nocnej aplikacji, czyli nadmierną produkcją łoju. W rezultacie zostawałam z przesuszoną i jednocześnie tłustą buzią, na której podkład warzył się, rolował i ścierał. A przecież nie o takie rozświetlenie chodziło.
Ponadto zauważyłam po trzech tygodniach codziennego stosowania drobną, podskórną kaszkę na policzkach, która wchłonęła, gdy krem zdenkowałam.
Moich wrażeń ze używania dynamizującego Hydra Adapt nie można więc nazwać pozytywnymi. Ten krem nie jest po prostu dla mnie. Uważam, że nie spełnia podstawowych obietnic – nie nawilża odpowiednio mojej cery, nie powoduje, że wygląda bardziej promiennie i świetliście. Jedynymi plusami, jakie zauważyłam są jego niska cena, wygodne i higieniczne opakowanie oraz przyjemny zapach. To niestety za mało, abym krem odkupiła.
A jakie są Wasze odczucia odnośnie kremów z serii HA? Poznałyście już któryś?

47 thoughts on “O kremie, który miał budzić i rozświetlać | Dynamizujący Hydra Adapt dla cery pozbawionej blasku, Garnier

    1. Też mam ten różowy! I sprawdza się stosunkowo dobrze. Nie wyczuwam też w nim alkoholu. Ma gęstą i bogatą konsystencję. Kładę go zawsze na noc, po oczyszczaniu przynosi miłą ulgę, kiedy skóra jest ściągnięta. Rano budzę się z nawilżoną, gładką buzią. Używam go już ponad miesiąc i nie zauważyłam żadnych "niespodzianek". Może to lepszy członek tej kremowej rodziny! ; )

    2. Też mam ten różowy! Według mnie jest całkiem przyzwoity. Nie wyczuwam w nim alkoholu, nie piecze po nałożeniu na małe ranki. Ma bogatą, gęstą konsystencję. Używam go głownie na noc, przynosi miłą ulgę, kiedy skóra jest ściągnięta po oczyszczaniu. Rano budzę się z nawilżoną, gładką buzią. Używam go już ponad miesiąc i nie zauważyłam, żeby przysporzył mi niemiłych "niespodzianek" na twarzy. Może to lepszy brat z tej kremowej rodziny! ; )

  1. Krem ten jest teraz w Hebe po 8,99. Zastanawiałam się czy nie kupic jednego do kufra jako baza pod makijaże, bo ma lekką konsystencję. Ale opcja zapachu alkoholowego i pieczenia – masakra. Nie chcę aby moje klientki odczuwały taki dyskomfort.
    Ostatnio wymieniłam w SuperPharm za punkty z karty na krem Nivea baza pod makijaż. Jest fajny, paniom się podoba 🙂 Jego regularna cena to ok.17,00

  2. Mnie nie kuszą kosmetyki Garnier i ta seria tego nie zmieniła, nie wrzuciłam żadnego z kremów do koszyka, chociaż promocje w Rossmannie bardzo długo na nie trwały, a i w Biedronce kusiły niską ceną. Dobrze zrobiłam:)

  3. Bardzo mnie cieszy że opinię którą dodałaś jest naprawdę wiarygodna, ponieważ to co napisałaś u mnie również się zadziało.Ten krem niestety – dla mnie również jest nie odpowiedni, ponieważ tak naprawdę nic nie robi stosowałam go i na noc i w dzień i niestety nic. Poza zapachem który jest naprawdę mocno wyczuwalny mi osobiście nie przeszkadza – ale bardziej porównałabym go do zapachowego balsamu – do ciała niż do stosowania go na buzię .

    Przetestowałam również krem GARNIERA z tej samej serii ale matujący i naprawdę nie jest godny polecenia – matuje od razu ale tylko na chwilę a potem sebum na twarzy zaczyna mocno wariować i się produkować. A wiadomo to nie oto chodzi.:)

    1. aLekSsandra, dziękuję za Twój komentarz 🙂
      Zielony z serii HA kompletnie mnie nie kusi ze względu na typowo żelową konsystencję. Poza tym stricte matujące kremy nie sprawdzają się u mnie obecnie na całej buzi, mogłabym kłaść go ewentualnie tylko na strefę T, a i tak bałabym się wysuszu ze względu na alkohol wysoko w składzie.

Dodaj komentarz