O dobrych maseczkach, które warto poznać

Znacie to uczucie, gdy po całym dniu możecie nareszcie zamknąć za sobą drzwi do łazienki i oddać się błogiemu relaksowi? Spędzić te kilka chwil na skoncentrowaniu się wyłącznie na sobie. Można zapalić świecę zapachową, napuścić wody do wanny, starannie zmyć makijaż, wykonać peeling i bez pośpiechu dopieścić zmęczoną i odwodnioną skórę ulubionymi maseczkami. To mój ulubiony scenariusz na wieczór dbania o urodę, o czym zresztą miałam już okazję pisać w tym poście. Ale nie o SPA urodowym chcę dziś ponownie opowiadać. Wejdę w temat bardziej szczegółowo i dotknę jednego z ważniejszych aspektów pielęgnacji twarzy.

Jednym z punktów są wspomniane maseczki, których wielką fanką jestem. Chyba każda z nas wie, że dobrane
odpowiednio do potrzeb cery i aplikowane z systematycznością potrafią zdziałać wiele dobrego: oczyścić, gdy borykamy się z zapchanymi porami, wygładzić, kiedy trapi nas problem suchych skórek, zmatowić, gdy za bardzo się błyszczy, nawilżyć i odżywić, kiedy czujemy, że jest nieprzyjemnie napięta, odwodniona, traci jędrność, brakuje jej zdrowego blasku. Maseczki często są kluczem do wydobycia piękna naszej cery.

Zanim jednak przejdę do sedna, czyli podzielenia się z Wami opinią o kilku wartych zainteresowania maseczkach, zanudzę Was trochę wstępem na temat moich maseczkowych doświadczeń w ogóle.

Przygotowując dzisiejszego posta, cofnęłam się na moment do lat nastoletnich i przeanalizowałam, jak zmieniały się moje preferencje maseczkowe. Zaczynałam od saszetkowych peel-offów (na przykład długo stosowałam aloesową z Rossmanna), czyli masek, które po nałożeniu na skórę zastygały, tworząc gładką, żelową powierzchnię, dającą się (o ile nałożyłam odpowiednią ilość kosmetyku, czytaj: grubą warstwę) ściągnąć jednym ruchem dłoni. Wtedy taka forma dbania o cerę, poza standadowym kremem (koniecznie matującym), peelingiem czy tonikiem, wydawała mi się odpowiednia, bo a.) twarz była po zabiegu wygładzona, a pory w strefie T ściągnięte, b.) producent zalecał maseczki peel – off dla posiadaczek cery mieszanej lub tłustej, czyli właśnie takiej jak moja. Nie zdawałam sobie sprawy, że nie do końca to dobry wybór, o czym przekonały mnie między innymi dermatolog i kosmetyczka, mówiąc, że tego typu maski zazwyczaj zawierają wysoko w składzie drażniący i wysuszający alkohol, na dłuższą metę mojemu typowi cery nie służący. I miały rację, bo faktycznie po użyciu maski nie odczuwałam nawilżenia, a jedynie porządne zmatowienie i ściągnięcie skóry, które ratowałam nakładaniem kolejnych kosmetyków.

Kolejne wybory były mądrzejsze, bo zaczęłam stawiać na czyste glinki i algi oraz na maseczki ze składników kuchennych (aspirynowa, owsiana, z siemienia lnianego, z białka jaj, kurkumy). Zainteresowałam się własnoręcznym kręceniem kosmetyków, co poskutkowało połową lodówki w półproduktach 😉 Byłam wówczas zafascynowana mazidłami i muszę przyznać, że część tej ogromnej sympatii do dziś mi pozostała. Proporcja jednak między produktami samorobionymi a drogeryjnymi wygląda obecnie inaczej niż jeszcze kilka lat temu, bo zdecydowanie na korzyść tych drugich. Wśród kosmetyków tworzonych z półproduktów pozostały tylko te, które służą mi najlepiej i których wykonanie nie pochłania masy czasu: serum hialuronowe, tonik i peeling z kwasem migdałowym, nawilżająca mgiełka do włosów oraz wspomniane maseczki z glinki i alg, na przykład spirulina.

Jakie maseczki stoją teraz na mojej półce w łazience? Jeśli chodzi o opakowanie to preferuję przede wszystkim takie, które są zamknięte są tubkach lub słoiczkach. Nie przepadam za saszetkami i chyba nigdy tak naprawdę takiej formy opakowania nie lubiłam. Nawet glinki i algi przesypuję do szczelnie zakręcanych pudełeczek. Wykorzystuję stare słoiczki po kremach czy podkładach (na przykład buteleczki po podkładzie Colorstay Revlon). Dzięki temu dłużej zachowują świeżość i są wygodniejsze w momencie użycia. Naturalne maseczki w szklane opakowaniach warto przechowywać w suchym i zacienionym miejscu.

Na blogu szeroko pisałam o ulubionych glinkach, ale nie miałam jeszcze okazji wspomnieć o innych, niż o spirulinie, algach. Mianowicie o ascophyllum nodosum (algi brunatne) i laminaria digitata (algi mikronizowane), które w mojej pielęgnacji z powodzeniem funkcjonują od prawie dwóch lat.
Co dobrego dla skóry zawierają algi? 
  • białka, odnawiające uszkodzony naskórek,  włosy i paznokcie,
  • lipidy, zmniejszające utratę wody poprzez naskórek i uszczelniające cement międzykomórkowy,
  • węglowodany, tworzące na skórze film nawilżający i zapewniający odpowiednie nawilżenie naskórka,
  • mikroelementy, takie jak sód, potas, magnez, wapń, jod, chlor czy żelazo, usuwające z organizmu niekorzystne dla skóry metabolity.

 

Jak działają na moją cerę? Nawilżają, wygładzają, poprawiają jej koloryt, wspomagają leczenie zmian trądzikowych, zwężają pory i matowią strefę T.
Zarówno ascophyllum nodosum (algi brunatne) jak i laminaria digitata (algi mikronizowane) posiadają zapach typowy dla alg. Nie jest bardzo intensywny (na pewno nie tak jak spirulina), ale też do wyjatkowo subtelnych nie należy. Mnie kojarzy się z sushi, a dokładnie z zapachem nori. Proszek po wymieszaniu tworzy niejednorodną zawiesinę. Algi mikronizowane po połączeniu z płynem (wodą, jogurtem, hydrolatem czy olejem) przypominają zielony, ciągnący się żel. W przypadku alg brunatnych nie zaobserwowałam tego (maseczka wyglądem przypomina po prostu brazową kupę ;)). Maseczkę nakładam na oczyszczoną z makijażu skórę na 15 minut (w trakcie noszenia maski odczuwam na zmianę chłód i ciepło, co jest podobno normalną reakcją). Po tym czasie zmywam ją letnią wodą, po czym stosuję tonik, a następnie krem lub olej. Czasem po usunięciu papki na twarzy pojawia się lekkie zaczerwienienie, które po kilku minutach mija. Działanie alg na moją cerę jest silne i długotrwałe, dlatego stosuję ten rodzaj maseczek raz na tydzień, czasem nawet na dwa tygodnie. Oba rodzaje alg kupuję na stronie Zrób Sobie Krem.
Jeśli chodzi o drogeryjne kosmetyki to ostatnio, poza stałą pozycją Dermedic Hydrain 3 Hialuro, o której jeszcze szerzej na blogu napiszę w osobnym poście, jest maseczka z olejem ryżowym i kompleksem algowym osławionej marki Bingo SPA (widziałyście ich szowinistyczną, kontrowersyjną reklamę?). Działania samej marki na polu marketingowym nie podobają mi się, ale ich produktowi zarzucić wiele nie potrafię. Galaretowato – kremowa konsystencja przyjemnie koi zaczerwienienia, nawilża i ujędrnia skórę. Nie powinno mnie to jednak dziwić, bo za działanie odpowiada naprawdę niezły skład. Do tego jest wydajna, przyjemnie pachnie i nie kosztuje dużo. Jeśli znajdę te kosmetyki stacjonarnie to z pewnością kupię drugie opakowanie.
Kolejną drogeryjną pozycją jest Sebo Végétal Masque Pureté Yves Rocher, czyli oczyszczająca maseczka regulująca wydzielanie sebum, pochłaniająca jego nadmiar, przeznaczona do cery mieszanej lub tłustej. W składzie zawiera glinkę kaolinową, poza tym jest wolna od parabenów, olejów mineralnych, barwników i silikonu. Jej działanie przypomina mi działanie glinki białej lub różowej. Wprawdzie nie oczyszcza silnie, ale na tyle, by cera odzyskała gładkość, promienność i ładny koloryt. Myślę, że mogłaby spodobać się osobom, na których cerę glinki lub algi wpływają zbyt intensywnie (powodują zaczerwienienia). Plusem maseczki jest jej wydajność oraz świeży, odprężający zapach. Ja stosuję ją zawsze, gdy potrzebuję szybkiego wygładzenia i odświeżenia cery, na przykład przed specjalnymi okazjami. Taki ekspresowy zabieg sprawia, że makijaż trzyma się zdecydowanie lepiej.
Ostatnim kosmetykiem, o którym chcę dziś napisać jest ekologiczna maseczka ściągająca z ekstraktem z ogórka, tlenkiem cynku i białą glinką marki AA. Jej działanie mogłabym właściwie określić takimi samymi słowami, jakimi opisałabym maskę YR: delikatnie nawilża, oczyszcza, wygładza, lekko napina skórę i, moim zdaniem, nadaje się nawet dla cer suchych i wrażliwych. Mimo, że posiada znacznie bardziej gęstą konsystencję (niczym pasta) i nieco irytujący, świdrujący w nosie kwiatowy zapach, pod kątem działania na cerę stanowi zamiennik dla Sebo Végétal Masque Pureté.
Próbki każdej z wymienionych dziś maseczek:

 

A jak u Was wygląda pielęgnacja cery maseczkami?
Posiadacie ulubione, które stosujecie od dłuższego czasu czy co jakiś czas
próbujecie nowości? Wolicie te saszetkowe czy w zamykanych opakowaniach?
Podzielcie się maseczkowymi faworytami, chętnie poznam Waszych ulubieńców w tej kategorii 🙂

81 comments

  1. monika

    Zapraszam do mnie.

  2. monika

    Ale fajnie tu u Ciebie! Ja uwielbiam glinki i algi 😉 a co sądzicie o gotowych maseczkach, które kupimy w saszetkach w każdej drogerii?

  3. ekstrawagancja ekstrawaganckiej

    Aktualnie pokochałam różową glinkę zamkniętą w małych saszetkach (chociaż mnie też ta forma opakowania nie bardzo przypadła do gustu). Tak czytam o tych algach tutaj i czytam… i chyba się skuszę. Muszę poważnie zadbać o moją cerę bo jest w tragicznym stanie, chociaż mimo wszystko w lepszym niż kilka lat temu, gdy słowo 'maseczka' było mi obce 🙂

  4. Edyta

    Podobnie jak ty, kiedys uzywalam peel offy, ale z czasem przestalam je lubiec. Pozniej poznalam marke Yves Rocher i takze uzywam maseczki zielonej ktora pokazalas, mam nawet tonik tej samej serii sebo. jednakze dla mnie mistrzostwem jest ta z serii nawilzajacej, niewiem czemu od jakiegos czasu nie ma jej. Ale ostatnio na francuskiej stronie widzialam ze pojawila sie nowa maseczka z serii hydra, mysle ze to po prostu nowy wyglad. Ja jeszcze posiadam opakowanie starej w zanadrzu. Ale uwielbiam zapach i to nawilzenie jakie daje.

  5. Aleksandra A

    Ostatnio kupiłam w biedronce sproszkowane algi, mieszanka tych co opisujesz w poście plus spirulina, pierwszy raz stosowałam maseczkę algową więc o efektach na razie nic nie mogę napisać ale na pewno maseczki w 100% naturalne są najfajniejsze 🙂

  6. Klaudia She-wolf

    Ja uwielbiam glinki 🙂 Ostatnio polubiłam także maseczkę z płatków róż ;)) Muszę się bliżej przyjrzeć tym algowym, bo czuję, że je polubię 😉

  7. lillyannee

    Idalio, a którą/które maseczki poleciłabyś dla posiadaczki cery normalnej w stronę suchej, ale z pewną skłonnością do niespodzianek?
    Chodzi mi o maseczkę, która nie wysuszałaby skóry a przy tym najlepiej gdyby miała działanie zarówno oczyszczające, jak i zapobiegające zmarszczkom/rewitalizujące

  8. Basia

    Spodobało mi się określenie o brązowej kupie 😀 Ja jestem wierna glinkom, czasem coś w padnie w moje ręce przypadkiem, ale raczej nie kupuję innych maseczek 🙂 Spirulinę mam, ale używałam zaledwie kilka razy. Z efektów byłam zadowolona, ale zapachu nie mogłam przeżyć. Niedługo planuję zakup kilku olejków eterycznych, może uda mi się go jakoś zabić 😀

    1. Basia

      Wpadnie* oczywiście, niechciana spacja się wkradła 🙂

  9. martuunia

    biała glinka z Organique i maski algowe z Bielendy (mi najbardziej służy ta z witaminą C i rutyną)

  10. Paulina Agnieszka

    Używam tej maseczki z Sebo Vegatal i jestem z niej zadowolona;) Fajnie matuje mi skórę 😉

  11. Maliniarka

    ja najbardziej lubię przeróżne glinki i błotka 😀

  12. aSHa

    lubię maseczki z glinek ale ostatnio coś się opuściłam jeśli chodzi o systematyczność 🙁

    1. Magdalena | IdaliaStyle.pl

      Też tak czasem mam. Najczęściej wracam z podkulonym ogonem, gdy na skórze zaczynają się pojawiać się oznaki mojej niesystematyczności.

  13. Wena

    Glinki lubię, algi trochę mniej 😉

  14. lacquer-maniacs

    I mi przypadła do gustu maseczka z Yves Rocher. Ta z AA wygląda równie ciekawie. Niestety po Bingo Spa raczej już nie sięgnę, bo produkty jakie wysyłane były blogerom do testów w większości były beznadziejne. Chętnie też zaopatrzę się nie długo w glinki 🙂

  15. kirei

    Ja uwielbiam maseczki w płacie, są niesamowicie wygodne w stosowaniu i przy tym większość wspaniale nawilża i rozjaśnia cerę 🙂 Z oczyszczających wybieram zazwyczaj takie na bazie glinki, ale już gotowe, nie przepadam za proszkowymi.

    1. Magdalena | IdaliaStyle.pl

      kirei, tak zwane sheet mask? Też takie lubię, bo mniej z nimi paprania się. Na Allegro kupuję maseczki w pastylkach i zanurzam w różnych dobrodziejstwach 🙂

    2. Anna W

      Maseczki w pastylkach? Pierwszy raz o takich słyszę, możesz polecić jakieś konkretne i jak sie z nimi obchodzić? 🙂

  16. Blondregeneracja

    Algi wolę bardziej od glinek, które (w innej formie niż biała) niestety czasem lubią mnie podrażnić albo przesuszyć. Spirulina to ulubieniec pod każdym względem – no może poza zapachowym 🙂 – i przebić mogą ją tylko algi brunatne 🙂

    1. Magdalena | IdaliaStyle.pl

      Jeśli miałabym wybrać to też algi umieściłabym wyżej od glinek. Są skuteczniejsze i nawet rybi smrodek nie jest w stanie mnie od nich odrzucić 🙂

  17. Kasia M

    Ja jeszcze nie znalazłam ulubionej.

  18. Sonnaille

    Ja kocham glinki, polecam Ci Organique, wcześniej też zamawiałam z ,Zrób sobie krem itp. ale Organique według mnie bije je na głowę. 🙂

  19. Karolina W

    Ja muszę się w końcu zdecydować na jakąś glinkę 🙂 Zastanowię się też nad tą z YR.

  20. Magdalena N.

    Moja ulubiona maseczka to mieszanka glinki , jogurtu naturalnego i kilku zgniecionych porzeczek 🙂 ostatni składnik jest zmieniany w zależności od pory roku 🙂

    1. Magdalena | IdaliaStyle.pl

      Tymi porzeczkami to mnie totalnie zaskoczyłaś! Pewnie ze względu na witaminę C? 🙂 Wypróbuję Twój pomysł. Porzeczek nie lubię, ale czemu nie wykorzystać ich na twarz? 🙂

  21. Kamyczek

    Mi by się przydały glinki, ale nie mam cierpliwości i czasu do zrobienia ich samemu 😀 Lenistwo po prostu 😀

    1. Magdalena | IdaliaStyle.pl

      Kamyczek, nic straconego! Możesz kupić w większości aptek lub w drogeriach gotowce 🙂 Sama długo używałam czystej zielonej glinki w paście.

  22. Vena Styl

    Też nie cierpię saszetek.
    Na bużkę uwielbiam glinki (te rosyjskie) oraz maski algowe z bielendy z serii pro.
    Działanie wręcz natychmiastowe.

  23. jamapi

    Ja obecnie albo maski algowe z Organique albo jakieś błotka 😉

  24. Yuki.

    Oj, uwielbiam maseczki! Moim faworytem jest połączenie spiruliny, glinki białej oraz jakiegoś oleju. Mocno polubiłam się też z maską Palmer's, natomiast w ekstremalnych sytuacjach stosuję glinkę czarną, która fenomenalnie radzi sobie z wypryskami.

    1. Magdalena | IdaliaStyle.pl

      Yuki, to mocny kaliber – algi i glinka razem 🙂 Ale grunt, że działa i Ci służy. Może sama wypróbuję, jeśli polecasz 🙂
      Którą maskę Palmer's masz na myśli? Znam tylko ich kremy i balsamy do ust.

  25. olassia

    ja uzywam tylko uguisu i algi od bielendy. Fajne sa:) kiedys katowalam kurkume i aspyryne…moze wroce do nich. Milo wspominam takze maseczke khadi.

    1. Magdalena | IdaliaStyle.pl

      olassia, o algach od Bielendy wielokrotnie słyszałam, ale powiedziałam sobie, że do momentu aż nie zużyję tego, co mam, nic nie kupuję. Teraz mam drogę wolną, bo dzisiaj zużyłam ostatnią porcję 🙂
      Którą maseczkę Khadi konkretnie?

  26. tonia

    Ooo, przypomnialas mi o tej maseczce AA- mam ją gdzies w zapasach- musze wszeszcie wziac sie za uzywanie 😀

  27. ona

    Ja cały czas kręcę sama, zaczęłam od glinek, teraz jestem zafascynowana spiruliną 🙂

    1. Magdalena | IdaliaStyle.pl

      ona, dajesz radę z zapachem spiruliny? 🙂 Ja musiałam dodawać olejki eteryczne, bo na dłuższą metę nie mogłam wytrzymać.

  28. Ania

    Ja ostatnio właśnie odstawiłam drogeryjne maseczki na rzecz glinek i maseczek algowych Organique. Muszę przyznać, że narobiłaś mi ochoty na wypróbowanie takich czystych alg, bez żadnych dodatków. Może sobie zmówię jakieś w przyszłym miesiącu.

    1. Ania

      U mnie czeka ona na swoja kolej, mam nadzieję, że okaże się tak fantastyczna jak wszyscy mówią:) Na razie muszę wykończyć białą, bo termin ważności mnie goni:P

    2. Magdalena | IdaliaStyle.pl

      Na początek wypróbuj ją w połączeniu z jogurtem naturalnym. Jest mocniejsza od białej i łatwo o podrażnienia.

  29. Antymionka

    Ja stosuję glinkę białą, inne na mnie się niestety nie sprawdzają, tak samo spirulina, strasznie mnie podrażniła. Ze sklepowych lubię bardzo maseczki marki Efektima, często w domu korzystam w dobrodziejstw aloesu 🙂

    1. Magdalena | IdaliaStyle.pl

      A na mnie z kolei glinka biała działa najsłabiej, jak peeling enzymatyczny 🙂 Masz widoczne wrażliwą cerę. Spirulina niestety co delikatniejsze skóry podrażnia.
      Hodujesz kwiatka w domu? 🙂

  30. Anita B.

    Ja ostatnio zaszalałam i kupiłam sobie maskę profesjonalną algowo – nawilżającą Dermuss. Podoba mi się działanie i fakt, że jest typu peel- of. Na Zrób Sobie Krem kupuję zwykle algi zielone, ale do zmywania to to jest paskudne 🙂

  31. arletaa1112

    Teraz testuję maseczkę cynkową z Bingo Spa, wcześniej używałam glinki różowej, ale większych efektów nie zauważyłam:)

    1. arletaa1112

      Kosmetyki Bing Spa kupuję stacjonarnie u siebie w mieście na stoisku z profesjonalnymi kosmetykami, ale są droższe niż w internecie o kilka złotych, ale koszty przesyłki i tak niwelują tą różnicę.

  32. PTysiowa

    Ja mam bardzo wrazliwa cere i juz tyle razy dostalam podraznienia, ze boje sie stosowac nowe. Robie sobie najczesciej domowe i sprawdzone maseczki. Aloesowa, z awokado, miodem, owsianka, itp. Z gotowych mialam od Natury Siberica. Na poczatku mnie podraznila, bo czekalam az wyschnie. Niestety takie maseczki sie u mnie nie sprawdzaja. musze je zmyc jeszcze kiedy sa wilgotne. Kiedys, kiedys stosowalam te typu peel-off, ale teraz na mysl o nich ciarki mnie przechodza. Ble.

    Chcialabym skusic sie na glinke, ale nie wiem jaka. Kiedys kupilam jedna, ale jakas byla oszukana i ja wyrzucilam. Musze czegos dobrego poszukac.

    1. Magdalena | IdaliaStyle.pl

      PTysiowa, większość masek powinno zmywać się, gdy są wilgotne. Jeśli zaschną to niestety jest duża szansa, że pojawi się zaczerwienienie. Tak jest z glinkami i algami. Podczas trzymania ich na skórze warto spryskiwać twarz wodą (przegotowaną lub termalną).

      Spróbuj na początek czystej białej, jest najdelikatniejsza. Zmieszaj ją z jogurtem naturalnym, bez dodatków (np. cukru). Możesz do niej dodać odrobinę ulubionego oleju.

    2. PTysiowa

      Dziekuje za rady. Ja maseczki najczesciej pod prysznicem, gdzie moja twarz jest nieustannie zawilzana :)) maseczka robi swoje, ja swoje i w ten sposob unikam podraznien. Mysle, ze niedlugo skusze sie na glinke biala i sprobuje ja wg twojego przepisu. Obawiam sie nieco, ale chce sprobowac czego nowego. Pozdrawiam :))

  33. Balbina Ogryzek

    Mam właśnie te same algi, pierwszy raz u mnie i zadziwiło mnie zachowanie alg mikronizowanych po kontakcie z wodą 😀 śmieszna ta maź. Z alg najczęściej stosuję spirulinę i to od tak dawna, że przyzwyczaiłam się do zapachu i kompletnie mi nie przeszkadza. Za to uwielbiam glinki, zwłasza czerwoną Beloun.

    1. Magdalena | IdaliaStyle.pl

      Balbina, śmieszna, taki ciągutek 😉 Początkowo nie umiałam nawet jej nałożyć.
      Zainteresowałaś mnie czerwona glinką. Miałam kiedyś o tym kolorze, ale nie Beloun.

  34. strī-linga

    glinki, zielona maseczka z yr, marokańska maseczka z yr, naczynkowa aderma, Lubie też naczynkowy iwostin u oczyszczające maseczki Biodermy i Caudalie.. coś pominęłam? ;P

  35. Chochlik

    Ja stosuję głównie drogeryjne-albo typowo oczyszczające albo nawilżające 😉 Lubię te z ziaji w saszetkach, ale też produkty typu 3w1 np garniera.

    1. Chochlik

      Kupuje głownie nawilżająca 😉 ma chyba zielone elementy na opakowaniu ;p

  36. Ewka Bloguje

    Ja bardzo lubię maseczkę z Yver Rocher z serii Nutritive vegetal – maseczka odbudowująca. Fajnie nawilża 🙂

  37. zoila

    Miałam maseczkę AA, kusi mnie ta z YR :). Alg jeszcze nie używałam. Teraz molestuję glinki – używałam zielonej, błękitnej teraz mam ghassoul – i to chyba jest związek na dłużej :).

    1. zoila

      Moim zdaniem nie różni się od zielonej (nawet nie jest niebieska, tylko zielona). Przynajmniej ja nie widziałam różnicy 🙂

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

error:
%d bloggers like this: