Pielęgnacja twarzy

Test peelingów do twarzy: Ginvera, Bielenda, Natura Siberica

Najlepszy peeling do twarzy

Bez jakiego kosmetyku nie wyobrażam sobie pielęgnacji twarzy? Zdecydowanie bez peelingu. Po pierwsze to bardzo przyjemny zabieg, po drugie na efekty działania nie trzeba długo czekać, ale najlepsze, w postaci gładkiej, promiennej i czystej cery, daje oczywiście jego systematycznie stosowanie. Peeling mechaniczny i enzymatyczny, drobno i gruboziarnisty, z kwasami lub ekstraktami roślinnymi. Przyznacie, wybór jest spory.

Ponieważ zdenkowałam ostatnie dwa peelingi Sylveco, na prośbę drogerii Ekobieca podjęłam się wypróbowania i ocenienia trzech nowych kosmetyków złuszczających. Pod lupę wzięłam:

  • Delikatny żel-peeling złuszczający Green Tea Whitening Marvel Gel Ginvera  ma za zadanie delikatnie oczyścić skórę z martwych komórek pozostawiając skórę rozjaśnioną, wygładzoną i bardziej podatną na działanie innych produktów kosmetycznych. Żel doskonale oczyszcza twarz, dzięki czemu skóra staje się widocznie wygładzona. Po dłuższym stosowaniu, cera jest jaśniejsza, a blizny potrądzikowe blakną. Produkt zmniejsza również widoczność porów oraz reguluje wydzielanie sebum. → Skład.
  • Enzymatyczny Peeling 2w1 z papainą i bromelainą BIELENDA Professionaljego głównym zadaniem jest przygotowanie skóry do dalszej pielęgnacji, usuwając i rozpuszczając martwe komórki naskórka. Swoją skuteczność zawdzięcza składnikom aktywnym – papainie i bromelainie. Bromelaina jest enzymem odpowiedzialnym za złuszczanie i wygładzanie skóry, z kolei papaina słynie ze swoich właściwości rozjaśniających, dzięki którym dużo łatwiej pozbyć się uciążliwych przebarwień. Produkt wzbogacony jest również o substancje takie jak mocznik, który odpowiada za utrzymanie właściwego nawilżenia warstwy rogowej naskórka oraz olej awokado o działaniu łagodzącym i wygładzającym. →Skład.
  • Peeling do twarzy Błyskawiczna Odnowa Natura Siberica – delikatna, ale skuteczna formuła, zawierająca aralię mandżurską, wiązówkę błotną, kwasy AHA oraz witaminę F, złuszcza martwy naskórek, oczyszcza, pobudza mikrokrążenie, odświeża oraz przyspiesza wchłanianie substancji aktywnych. Preparat wygładza, stymuluje regenerację i odnowę komórek, przywraca sprężystość i elastyczność. →Skład.

Peelingi Sylveco: wygładzający czy oczyszczający. Który wybrać?

Peelingiem, a raczej żelem peelingującym, od którego zaczęłam, jest Ginvera. W porównaniu z europejskimi żelami można powiedzieć, że ten od Ginvery to kosmetyk nietypowy. Po wyciśnięciu z tubki jest gładką galaretką o przyjemnym zapachu zielonej herbaty, która po kilku chwilach od rozpoczęcia masażu twarzy zmienia swoją postać na trochę bardziej gęstą i ziarnistą. Pod palcami pojawiają się drobne, miękkie grudki, jakby złuszczonego naskórka (praktycznie tak, jakbyśmy nałożyły grubszą warstwę kremu i długo pocierały, aż zaczną pojawiać się ruloniki). Prawdopodobnie na tym polega ich działanie oczyszczające – wraz z drobinami kosmetyku usuwane są zanieczyszczenia skóry.

Żelu używałam codziennie na skórę pobieżnie oczyszczoną płynem micelarnym, a następnie osuszoną ręcznikiem papierowym. Żel nakładałam suchymi palcami i masowałam przez chwilę. Zostawiałam go na 1-3 minuty i zmywałam wodą. Efekt zaraz po zmyciu przypominał zastosowanie nawilżającego kosmetyku myjącego – cera była miękka, odświeżona i oczywiście czysta. Po około dwóch tygodniach zauważyłam różnicę w wyglądzie porów na czole, nosie i wokół nosa – przede wszystkim zjaśniały i zmniejszyły się, a strefa T mniej się przetłuszczała.

Jak dla mnie Ginvera Green Tea Whitening Marvel to przykład delikatnego żelu oczyszczającego, który widzę w roli kosmetyku myjącego po wstępnym demakijażu. Jedyną rzeczą na minus to jego wydajność – gdy zaczęły być widoczne oczekiwane efekty, żel po prostu zaczął się kończyć. Choć z marketingowego punktu widzenia to zapewne zaleta. 🙂

Mocne strony: gęsta, niespływająca konsystencja, świeży, przyjemny zapach, niewysuszanie cery, efekty widoczne po kilku tygodniach codziennego stosowania w postaci zwężenia porów i ograniczenia produkcji sebum.

Drugim nowym peelingiem na mojej półce jest peeling 2 w 1 z papainą i bromelainą od polskiej Bielendy Professional. Jak sama nazwa wskazuje, łączy on w sobie dwa produkty: peeling enzymatyczny i mechaniczny, za co z miejsca dostaje ode mnie dużego plusa. Dzięki takiemu duetowi mogę mieć w łazience jeden kosmetyk i stosować go według potrzeb. Z jednej strony drobinki zapewniają ścieranie martwego naskórka poprzez masaż, z drugiej zawarte w produkcie enzymy jak papaina i bromelaina, działając wybiórczo na naskórek, rozpuszczają i usuwają zrogowacenia i nadmiar łoju. Dodatkową zaletą tego peelingu jest zawartość mocznika oraz oleju awokado, które nawilżając, kojąc i zmniejszając napięcie, dają możliwość zastosowania na suchej, wrażliwej i skłonnej do podrażnień skórze.

Peeling Bielendy stosowałam w dwojaki sposób: albo masowałam nim skórę i pozostawiałam na kilka minut, albo, co czyniłam zdecydowanie częściej, nakładałam na wstępnym demakijażu płynem micelarnym cerę i zostawiałam jak maseczkę na około 10 minut. Efekty? W obu przypadkach cera miękka, jasna, gładka, odczuwalnie i widocznie oczyszczona. Po dłuższym używaniu (średnio 2 razy w tygodniu), zauważyłam, że zmniejszyła się ilość zaskórników zamkniętych, nieco rozjaśniły świeże przebarwienia oraz zwężyły pory. Lepiej też wchłaniały się kosmetyki, które nakładałam zaraz po zastosowaniu peelingu.

Działanie peelingu skłania mnie do najwyżej oceny – robi dokładnie to, co obiecuje producent. Jedyną rzeczą, którą zmieniłabym to konsystencja. Dla mnie nieco zbyt emulsyjna, nadmiernie wylewająca się z tuby.

Mocne strony: rewelacyjne działanie, dwie funkcje w jednym kosmetyku, przyjemny, morski zapach, wydajność.

Najlepszy peeling do twarzy

Kosmetyk numer trzy to peeling, jak głosi opis na opakowaniu, Born in Siberia. 🙂 Natura Siberica i Gentle Face Peeling jest klasycznym drobnoziarnistym peelingiem mechanicznym do cery normalnej i suchej, zawierającym witaminy, kwasy AHA i ekstrakty roślinne. Mnie do złudzenia przypomina ukochany peeling morelowy konkurencyjnej marki. Nie zdziwicie się więc, że bardzo się z tym kosmetykiem polubiłam.

W tubie o pojemności 150 ml zamknięty został gęsty krem z mnóstwem małych, choć dość ostrych drobinek, z dużą skutecznością usuwających suche skórki czy zanieczyszczenia. Masaż nim jest przyjemny, podobnie zresztą jak uczucie pozostające na twarzy po jego zmyciu. Skóra jest miękka, wygładzona i odświeżona. Nie mam do czego się przyczepić.

Mocne strony: skutecznie ścierające, drobne, ostre drobinki, gęsta, bardzo kremowa, niespływająca konsystencja, delikatny, roślinny zapach, wydajność.

Gdybym miała wskazać jeden kosmetyk z przedstawionej dziś trójki, jako ten, którego rzeczywiste działanie najlepiej pokrywa się z obietnicami producenta i który na stałe widziałabym w mojej kosmetyczce, bez wahania wybrałabym peeling 2 w 1 Bielenda Professional. Podoba mi się jego wielofunkcyjność i widoczne gołym okiem efekty.

Najlepszy peeling do twarzy

Peeling Natura Siberica


*KONKURS ZAKOŃCZONY*

Moją opinię już znacie, a teraz chciałabym poznać Waszą. Jeśli macie ochotę poznać któryś z peelingów, zachęcam do udziału w konkursie, w którym wygrać możecie właśnie jeden z opisywanych kosmetyków.

Zadanie konkursowe polega na opisaniu największego sprzymierzeńca w pielęgnacji Twojej cery: kosmetyku, zabiegu lub rytuału. W komentarzu umieśćcie odpowiedź, adres e-mail oraz nazwę peelingu, który wybieracie.

Spośród zgłoszeń wybiorę trzy najciekawsze wypowiedzi i nagrodzę jednym wybranym peelingiem. Nagrodami pocieszenia dla wszystkich uczestniczek będą kody rabatowe na zakupy w drogerii Ekobieca.pl.

Konkurs trwa do 24 stycznia br. Wyniki ogłoszę do 27 stycznia.

Dziękuję wszystkim za udział. W konkursie wygrywają: Visenna, Karisha i Vinegarr. Gratuluję!


Czy peeling to ważny element Waszej pielęgnacji? Trzymacie się jednego sprawdzonego kosmetyku czy co jakiś czas sięgacie po nowości? Dajcie znać! 🙂

Wpisy, które mogą Ci się podobać

56 komentarzy

  • Odpowiedz Marta 8 lutego 2017 o 12:12

    Magda a co powiesz o zabiegach kosmetycznych polegających na peelingu? Czytałam ostatnio dużo o peelingu kawitacyjnym i nawet znalazłam fajną ofertę u siebie w Krakowie, tylko niestety żadna z moich koleżanek nigdy nie była na takim zabiegu i sama nie wiem czego się spodziewać. Czy mogła byś mi coś więcej o nim powiedzieć jeśli orientujesz się w temacie?

  • Odpowiedz http://fantastic-brand 9 grudnia 2016 o 21:07

    ciekawe zestawienie peelingów, zapraszam do obserwacji.

    • Odpowiedz Ala 8 lutego 2017 o 10:45

      Ostatnio zaczęłam używać peelingu SKIN79 CRYSTAL PEELING GEL, który nabyłam w Douglasie. Jestem mega zaskoczona, niektóre peelingi powodowały, że moja skóra stawała się czerwona i drażniąca. Na szczęście trafiłam na produkt, który podoła mojej skórze na twarzy !:)

  • Odpowiedz Jak dbam o cerę jesienią i zimą? Kosmetyki i zasady pielęgnacji • IdaliaStyle.pl 17 listopada 2016 o 08:05

    […] Test peelingów: Ginvera, Bielenda, Natura Siberica […]

  • Odpowiedz Pielęgnacja cery: codzienna rutyna • IdaliaStyle.pl 2 lutego 2016 o 18:29

    […] Test peelingów do twarzy: Ginvera, Bielenda, Natura Siberica […]

  • Odpowiedz Ewelina Sypień 30 stycznia 2016 o 19:40

    Koniecznie muszę wypróbować piling z Bielenda, tym bardziej, że jestem bardzo zadowolona z ich maseczek do twarzy.

  • Odpowiedz Klaudia 25 stycznia 2016 o 15:12

    Najlepszym sprzymierzeńcem w pielęgnacji mojej cery jest zdecydowanie… czas. Czasem wydaje mi się, że moja skóra potrafi wyczuć mój nastrój, im bardziej spięta i zdenerwowana jestem, tym bardziej sucha się staje i pojawia się więcej niedoskonałości, co wprawia mnie w jeszcze gorszy nastrój i tak się wzajemnie napędzamy tą złością – ja i moja skóra 😉 A raczej napędzałyśmy, bo od kilku miesięcy staram się wygospodarować kilkanaście minut dziennie na okazanie jej trochę uwagi i miłości. Dzielnie pomaga mi w tym rumiankowy żel do twarzy Sylveco, a raz w tygodniu dołącza do niego biała glinka. To zestawienie świetnie sobie radzi z wygładzaniem i nawilżaniem skóry, ale brakuje mi w nim cięższej artylerii – peelingu, który poradziłby sobie z moją największą zmorą, czyli zaskórnikami. Dla takiego cuda chętnie poświęciłabym jeszcze więcej czasu na dopieszczanie mojej cery. Dlatego też chciałabym dać szansę peelingowi bielendy 2w1, może wtedy dopełniłabym moje magiczne trio pielęgnacyjne 🙂

    Pozdrawiam,
    Klaudia
    klaudiagorniak@gmail.com

  • Odpowiedz Kurdupel 24 stycznia 2016 o 20:59

    Największym sprzymierzeńcem mojej cery jest relaks 🙂 Jeśli mniej się denerwuję, śpię tyle ile potrzebuję, planuję swoje działania a potem pilnuję się żeby je po kolei wykonać, jestem spokojniejsza, a moja cera wygląda po prostu lepiej. Wiadomo że życie nie rozpieszcza, więc nie zawsze się to udaje, ale gdybym mogła to tylko taką pielęgnację stosowałabym regularnie 😀 Na co dzień używam żel do mycia twarzy Rival de Loop (bardzo tani, delikatny żel do mycia twarzy w Rossmanie, który w końcu pomógł mi na wypryski, mimo, że spodziewałam się po nim niczego- kupiony w biegu w podróży okazał się dla mnie kosmetykiem stulecia), do tego peeling enzymatyczny z Ziai i krem matujący Dermedic. Jeśli chodzi o peelingi mechaniczne to jeszcze nie trafiłam na taki który by mnie zachwycił, ale bardzo dobrze działają na mnie kosmetyki od Planeta Organica, więc myślę że na ten właśnie skusiłabym się najchętniej i ten wybrałabym jako nagrodę 🙂

  • Odpowiedz Kett 23 stycznia 2016 o 13:23

    Rytuały w tygodniowej pielęgnacji niestety się u mnie nie sprawdzają bo ciągle brak mi na nie czasu. Ale nie zapominam co dobre dla mojej skóry. Przede wszystkim to dokładny demakijaż i usunięcie zanieczyszczeń. Ostatnio bardzo dobrze sprawdza się u mnie zwykły, szary „biały jeleń „.delikatna micela, najlepsza jaka miałam to lipowa z sylveco. Kolejny krok to nowość u mnie z ostatnich tygodni, serum od Bielendy właśnie ( z kwasami AHA, PHA i witaminami). Moja skóra ostatnio przeszła ciężkie starcie i ten krok przywrócił ja do życia. Pozbyłam się przebarwień, a skóra została wygładzona. Kolejny krok to olejek różany albo ostatnim czasem maść zwitamina A, która używam jako krem. Weekendy to czas na ziołowe „parówki ” , maseczki algowe lub glinki. Parę razy w tygodniu stawiam na złuszczanie czyli peelingi właśnie, ite mechaniczne i te enzymatyczne. Jednak wciąż szukam ideału; ) pozdrawiam, Kasia (89kett@gmail.com )

    • Odpowiedz Kett 23 stycznia 2016 o 13:24

      Wybieram peeling bielendy 2w1, to może jest ten ideał którego poszukuje? 😉

  • Odpowiedz EwelinaJ. 20 stycznia 2016 o 21:09

    Moim sprzymierzeńcem w codziennej pielęgnacji jest zdecydowanie olejowanie mojej twarzy. Moja skóra zawsze była problematyczna, wiecznie sucha, z zanieczyszczeniami, aż w końcu odrzuciłam wszelkie kremy które mnie zapychały i nie dawały uczucia nawilżenia. Od roku codziennie wieczorem nakładam olejek na twarz, różany lub migdałowy, które idealnie sprawdzają się do codziennej pielęgnacji. Teraz już nie wiem co to wypryski i suche plamy na twarzy. Wybieram peeling 2w1 Bielenda Professional.
    Pozdrawiam

  • Odpowiedz Karisha 19 stycznia 2016 o 20:58

    Moim ostatnim sprzymierzeńcem w pielęgnacji i odkryciem w minionym roku był olejek do twarzy Evree Magic Rose. Spełnia chyba wszystkie obietnice producenta. Skończyły się suche skórki na czole, koloryt skóry się ujednolicił, mam mniej przebarwień i ogólnie wygląd cery znacznie się polepszył, skóra wygląda na wypoczętą. Podoba mi się też wielofunkcyjność tego kosmetyku. Ja stosuję go głownie na noc, nakładam na serum. Olejek pięknie się wchłania. Można go też dodać do kremu i stosować na dzień. No i bardzo podoba mi się zapach, taki różany, ale nie jest to syntetyczna róża 🙂 Dla mnie masaż twarzy tym olejkiem to miły, wieczorny rytuał.
    W sumie z chęcią wypróbowałabym wszystkie prezentowane tu peelingi, ale najbardziej zaciekawił mnie jednak Ginvera Green Tea Whitening Marvel 🙂
    karisha@poczta.fm

  • Odpowiedz Fit na obcasach 19 stycznia 2016 o 20:53

    Dzięki za recenzję, biorę Bielendę! 😀 Niech ni tylko wpadnie w moje ręce 😉

  • Odpowiedz Anna piekneperfumy 19 stycznia 2016 o 19:39

    Ja może poza konkursem napiszę tylko, że moim najważniejszym kosmetykiem jest poza kremem do twarzy i serum, właśnie peeling. Uwielbiam i te do twarzy i te do ciała. Jeśli chodzi o twarz to mój ulubiony jest marki Teaology, pisałam o nim recenzję, Jest cudowny i tez nietypowy, inny niż znane mi peelingi, bo z żelowej galaretki zamienia się w olejek, posiada kawałki herbaty liściastej i pięknie wygładza cerę. To mój hit 2015 roku! pozdrawiam serdecznie
    Ania

  • Odpowiedz Vinegarr 19 stycznia 2016 o 15:52

    Nie wiem, co bym zrobiła, gdybym nie poznała nigdy kremu z AA dla cery atopowej [pewnie nic bym nie zrobiła, bo nadal bym nic zrobić nie mogła:)]. Ten kosmetyk totalnie odmienił moje podejście do pielęgnacji cery. Wcześniej ograniczałam się tylko do mycia twarzy zwykłym, w miarę delikatnym mydłem, czasami przetarłam tu i ówdzie wacikiem nasączonym tonikiem z Ziaji, a na koniec wklepywałam najzwyklejszy słynny krem Nivea. Tak, właśnie ten, bo jako jedyny nigdy nie podrażnił mi cery i przynosił ulgę. Ale ani nie odżywiał, ani tak naprawdę nie nawilżał, po prostu natłuszczał. Niestety, nie było mowy o przetestowaniu innych, nawet bardzo delikatnych i ‚przeznaczonych dla cery wrażliwej’ kremów – każda próba kończyła ostrymi zaczerwieniami, a jak piekło, oj jak piekło! Zazdrościłam innym dziewczynom, że mogą korzystać z najróżniejszych zabiegów pielęgnacyjnych, a ja się mogę co najwyżej poprzyglądać. O nałożeniu maseczki mogłam jedynie pomarzyć!
    Kilka miesięcy temu totalnie zatraciłam się w blogach urodowych, no wpadłam po prostu. Ciągle czytałam o najróżniejszych kremach, lepszych lub gorszych. Postanowiłam, że tym razem nie poddam się tak łatwo, w końcu gorzej z moją cerą nie będzie. Wybrałam się na poszukiwania do Rossmanna i przypadkiem natrafiłam na krem AA dla cery atopowej. Nigdzie wcześniej nie spotkałam się z jego recenzją. Wydaje mi się, że mojej cery mimo wszystko do atopowej zaliczyć nie można, dlatego przez kilka minut się wahałam, czy nie lepiej wybrać innego kosmetyku, ale doszłam do wniosku, że taki krem po prostu musi być nad wyraz delikatny i jeśli nie będzie, to chyba nie ma dla mnie ratunku. Jaka ja byłam szczęśliwa, że go mimo wszystko kupiłam! Rewelacja! Takiego ukojenia i prawdziwego nawilżenia moja cera potrzebowała od lat. Na początku faktycznie zdarzało mu się trochę szczypać, ale jakoś tak inaczej… zdrowo? Co najlepsze, miesięczna kuracja tym kremem okazała się zbawienna. Aktualnie mogę wklepywać sobie najróżniejsze maseczki, testuję trzeci krem, a moja skóra w końcu zaczęła zachowywać się normalnie.;) Ba, ostatnio pozwoliłam sobie na kupno serum korygującego z Bielendy, chociaż bardzo długo się wahałam, nie będąc pewną, czy to aby nie za szybko. Nic bardziej mylnego! 🙂 Wiele zawdzięczam temu kremowi.
    Peelingi naturalnie też obecnie stosuję, co dwa dni enzymatyczny (polecam w saszetkach z Bielendy), raz w tygodniu mechaniczny. Uwielbiam to uczucie gładkiej skóry.;)
    Nawiasem mówiąc, Bielenda to moje odkrycie z grudnia ’15. Serum jest cudowne, maseczki, a zwłaszcza wspomniany peeling są bezkonkurencyjne (peelingi enzymatyczne innych marek nie przynosiły żadnych widocznych efektów). Dlatego bardzo chętnie wypróbowałabym również i ten produkt ich marki. Połączenie mechanicznego i enzymatycznego brzmi kusząco. Pozdrawiam! 🙂

  • Odpowiedz Karolina W 19 stycznia 2016 o 13:44

    Ten z Bielendy chyba wypróbuję 🙂

  • Odpowiedz Bydgoskalala 19 stycznia 2016 o 13:17

    Największym sprzymierzeńcem w pielęgnacji jest oczywiście SYSTEMATYCZNOŚĆ! Tak, ja już to wiem. Do tego wniosku trzeba jednak dojrzeć (lub dorosnąć), by w wieku lat 31 móc z tą wiedza przystąpić do dowolnych, ulubionych zabiegów. Kremy, maseczki, peelingi, wcierki nic nie będzie w pełni nam służyło jeśli nie będziemy stosować tego regularnie i systematycznie.
    Jeśli mój komentarz spodoba się Tobie chciałabym wypróbować Enzymatyczny Peeling 2w1 z papainą i bromelainą BIELENDA Professional. Będę stosować regularnie 😉

  • Odpowiedz ksiazkaallegro1 19 stycznia 2016 o 13:13

    Moim największym sprzymierzeńcem w pielęgnacji cery jest MASAŻ TWARZY. Jest to mój rytuał, który zawszę wykonuję po wieczornej kąpieli. Po oczyszczeniu twarzy żelem, na opuszki palców nakładam nawilżający krem i wykonuję powolne ruchy po mojej twarzy. Wykonując masaż odprężam się i relaksuję.
    Mój wybór -> Ginvera Green Tea Whitening Marvel
    ksiazkaallegro1@gmail.com

  • Odpowiedz Marta 18 stycznia 2016 o 19:32

    Moim największym sprzymierzeńcem w pielęgnacji cery jest… makijaż mineralny. Od kiedy zaczęłam stosować podkład mineralny, to nie dręczą mnie już żadne wypryski. Cienka warstwa podkładu stanowi izolację od wiatru i chłodu, pełni funkcję ochronną skóry i jest dla mnie korzystniejsza niż „goła” cera. Po całodniowym noszeniu zwykłych, drogeryjnych podkładów, po ich zmyciu pojawiały się wypryski. Przy podkładzie mineralnym ten problem nie istnieje. 🙂 Dzięki Twojemu blogowi udało mi się idealnie dobrać odcień podkładu (stosuję słynne AM). Zdecydowanie makijaż mineralny to moje odkrycie roku 2015 i mój pielęgnacyjny sprzymierzeniec. 🙂

    Chętnie przetestowałabym peeling Natura Siberica, ponieważ również lubię morelowy peeling konkurencyjnej marki. 😉 Zdecydowanie lepiej sprawdzają się u mnie peelingi mechaniczne niż enzymatyczne. Nie mam wrażliwej cery, więc toleruje ona mocne ścieranie.

    Mail: diorek93@gmail.com

  • Odpowiedz Karolina G. 18 stycznia 2016 o 14:03

    Żadnego z tych kosmetyków nie znałam, ale zachęcona Twoją recenzją chyba skuszę się na numer dwa!

  • Odpowiedz kirei 18 stycznia 2016 o 11:15

    Od dłuższego czasu mam ochotę na też żel z Givery, zapowiada się bardzo ciekawie. Poza tym z peelingów mechanicznych prawie zrezygnowałam, odkąd stosuję Liquid Gold z kwasem glikolowym tak naprawdę ich nie potrzebuję.

  • Odpowiedz Joasia 18 stycznia 2016 o 09:50

    Rewelacyjny dla mnie jest piling Enzymatyczny Peeling 2w1 firmy Bielenda, długo szukałam odpowiedniego, ale w końcu po przeczytania tego bloga coś mnie natknęło i wypróbowałam. Jest dobry.

  • Odpowiedz Gosia 17 stycznia 2016 o 23:18

    Moim największym sprzymierzeńcem jest Acne-Derm który zawsze ratuje mnie z opresji oraz Ivostin Puritin który świetnie nawilża. Chciałbym przetestować peeling Bielenda. Pozdrawiam :)msierpien97@wp.pl

  • Odpowiedz Magda 17 stycznia 2016 o 22:08

    Mam ten peeling Syberyjski:), pisałam też o nim, ale ja nie mam wrażenia że te drobinki są ostre. Bardziej powiedziałabym że skuteczne ale delikatne, inaczej na pewno moja mega wrażliwa cera byłaby niezadowolona, a nie jest:) ale za to zainteresowałaś mnie tym peelingiem Ginvera:)

  • Odpowiedz Julia 17 stycznia 2016 o 19:54

    Bardzo fajny wpis 🙂 lubie Twoje recenzje. To cos wiecej niz tylko zaprezentowanie produktu ale tez jakies subiektywne i praktyczne uwagi 😉 pozdrawiam bardzo serdecznie!
    A z ciekawosci chcialabym zapytac, czy stosowalas te wszystkie peelingi jednoczesnie czy osobno? Bo chyba trudno ocenic dzialanie poszeczegolnych kosmetykow przy takiej zlozonej pielegnacji. Czy najpierw denkujesz jakis produkt a potem recenzja czy wystarczy Ci na przyklad tydzien uzywania,zeby sobie opienie wyrobic? 🙂

  • Odpowiedz ewela 17 stycznia 2016 o 16:18

    Mam cerę trądzikową, większość kosmetyków działa na moją skórę acnegennie. Bardzo jest ciężko znaleźć mi kosmetyk, który nie spowoduje wyspu. Ostatnio moja cera jednak zaczęła się poprawiać, a to za sprawą cudownego kremu jakim jest Effaclar K+ LRP. Jest cudowny i działa genialnie! Skóra w końcu jest oczyszczona, przebarwienia znikają, krosty rzadko się pojawiają, dla mnie to nowość o.o Mam 28 lat i ciągle walczę z trądzikiem. Używałam już wszystkiego, a nic nie dało tak spektakularnych efektów. Glinki, błota termalne, toniki kwasowe, olejki herbaciane itp., OCM, sera do samoróbki zamawiane ze stron z półproduktami czy nawet retinoidy i acnederm nie eliminowały problemu a raczej zaostrzały problem. Jestem szczęśliwa, że po tylu latach na rynku pojawił się krem, który dosłownie ratuje moją skórę. Wreszcie nie jest mi wstyd pokazać się bez makijażu szczególnie, że nastolatką już dawno nie jestem. Żel Ginvery byłby świetnym uzupełnieniem mojej pielęgnacji, moj email ewela000@op.pl

  • Odpowiedz inu 17 stycznia 2016 o 13:47

    Zdecydowanie u mnie najlepszy jest rytuał, zazwyczaj w weekendy nakładam peeling enzymatyczny od Pharmaceris, ponieważ mnie nie podrażnia, a mam bardzo wrażliwą skórę, chwilę przed tym myję buzię mydłem biały jeleń lub innym szarym mydłem, tutaj też kłania sie moja nadwrażliwość. Po 15 minutach peeling zmywam i nakładam na twarz krem z kwasem migdałowym od Norela, pod oczy krem Vianek , który bardzo mi podpasował w ostatnim czasie 🙂 czuję się wtedy oczyszczona jak trzeba i wypryski na skórze nie pojawiają się, nie ma podrażnień ani nic z tych rzeczy
    mail:inga.nowicka.93@gmail.com i wybieram Delikatny żel-peeling złuszczający Green Tea Whitening Marvel Gel Ginvera

  • Odpowiedz Klaudia 17 stycznia 2016 o 13:29

    Moim największym sprzymierzeńcem, zwałaszcza teraz w mroźne dni, jest krem nawilżający Synchroline Hydratime Plus. Ten krem czyni cuda! Ma lekką konsystencję, szybko się wchłania więc jest idealny pod makijaż, posiada filtr UV, a nawilża jak żaden inny! Próbowałam wielu, ale póki co ten jest najlepszy. Dla mnie jest to sposób na pozbycie się suchych skórek. Jestem posiadaczką cery suchej, wrażliwej oraz naczynkowej więc u mnie sprawdza się w 100%. Jedyną wadą może być cena, wynosi około 50 zł za 50 ml, natomiat krem jest bardzo rzadki i lekki, a co za tym idzie, wydajny. Dla mnie, na cały rok wystarcza jedno opakowanie, chociaż przyznam, że nie używam go codziennie (chociaż i tak najczęściej). Jak najbardziej polecam go posiadaczkom cery suchej 🙂
    Wszystkie peelingi są ciekawe, chociaż najbardziej jestem zainteresowana Ginverą. Chętnie wypróbowałabym również polską Bielendę ☺️
    Gorąco pozdrawiam, Klaudia
    kboguslawska96@gmail.com

  • Odpowiedz cysia2300 17 stycznia 2016 o 13:14

    Ginvera mnie zaciekawiła, poszukam jej. Moim sprzymierzeńcem od niedawna jest krem pod czy Trudno w to uwierzyć, ale do tej pory jakoś nie mogłam się do niego przekonać, ciągle omijałam ten element pielęgnacji. /dopóki nie zobacyłam jak poszarzała i wysuszona jest skóra pod moimi oczmi. Pojawiły się suche plamki, żaden korektor nie wyglądał na nich dobrze, zaczęłam więc się ratować kremami pod oczy. Juz widze poprawę i wiem, że będzie to stały element mojej pielęgnacji cery.

    cysia2300@o2.pl
    peeling Ginvera

  • Odpowiedz Czajma 17 stycznia 2016 o 13:12

    Aż wstyd przyznać, że obecnie nie mam żadnego peelingu 🙁

  • Odpowiedz Visenna 17 stycznia 2016 o 12:58

    Ja mam swoje złote rytualne trio pielęgnacyjne, które trzyma moją cerę w ryzach. Pierwszym z nich jest serum z 10% witaminą C własnej roboty z ZSK, które wykonane jest na różanym hydrolacie (zapach!) i zawiera kwas hialuronowy. Jest świetnym zamiennikiem droższych sióstr, a przede wszystkim pięknie rozświetla, rozjaśnia skórę. U mnie to niezbędne, ponieważ niestety jako dziecko byłam bez filtrów zabierana na różne słoneczne wakacje co zaowocowało przebarwieniami w okolicy oczu. Obowiązkowo co noc na mojej twarzy.
    Dwa razy w tygodniu uspokajam swoją strefę T i doprowadzam pory na granice widzialności. Pomaga mi w tym błoto z Morza Martwego. Raz na dwa tygodnie nakładam je też na całą twarz (przemytą wcześniej mocno ciepłą wodą), trzymam 15 minut i spłukuję chłodną wodą. Napina skórę, ale też bardzo ją oczyszcza.
    I ostatni mój ulubieniec codziennego użytku to olejek do demakijażu z evree. Zmywam się co prawda micelami, ale po takim demakijażu nakładam jeszcze dłonią w okolice oczu i na policzki (moje suche strefy) właśnie ten olejek, wmasowuję i przecieram lekko te okolice wacikiem zbierając nadmiar. Olejek rycynowy przyciemnia wtedy moje rzęsy, a inne olejki (makadamia, ostropest) robią czary mary, które gwarantuje mi nawilżoną i natłuszczoną skórę rano 🙂
    Mój wybór – Błyskawiczna Odnowa Natura Siberica
    blackbalverine@gmail.com

    • Odpowiedz Magdalena • IdaliaStyle.pl 18 stycznia 2016 o 16:50

      Visenna, fajna, przemyślana pielęgnacja. Kiedyś regularnie używałam samorobionego serum z kwasem HA i kiedy pokończę obecne kosmetyki to pewnie wrócę, bo dobrze wpływało na moją cerę. A błoto z Morza Martwego to podstawowa maseczka oczyszczająca w mojej pielęgnacji, uwielbiam je!

  • Odpowiedz Dziecko we Mgle 17 stycznia 2016 o 12:33

    Moim największym sprzymierzeńcem jest silne złuszczanie w okresie jesienno – zimowym 🙂 Albo są to dość duże stężenia kwasów, które jednak pozwalają na stosowanie ich w warunkach domowych, albo retinoidy. W tym roku postawiłam na kurację retinoidami w postaci Atredermu. Moja skóra odżyła, co widać gołym okiem – znikają przebarwienia a jakiekolwiek niespodzianki, jeśli już się pojawią, to są niewielkie i bardzo szybciutko się ze mną żegnają. Dodatkowo biorąc pod uwagę prewencję przeciwzmarszczkową – nie ma dla mnie lepszego zabiegu 🙂

    • Odpowiedz Magdalena • IdaliaStyle.pl 18 stycznia 2016 o 16:37

      Bardzo chciałabym wypróbować Atrederm, ale na jakiś czas muszę zapomnieć o tak silnej kuracji retinoidami (planowanie ciąży, karmienie piersią). Mam jednak nadzieję, że za jakiś czas spróbuję i wreszcie będę cieszyć się skórą bez przebarwień i blizn potrądzikowych.

  • Odpowiedz AlessaSusannah 17 stycznia 2016 o 12:16

    Mam sprawdzony rytuał, dzięki któremu moja twarz wygląda na wypoczętą i „miękką”, delikatną, nawet po przepracowanej, nieprzespanej nocy oraz kumulującej w organizmie stres sesji na studiach. Otóż sposobem tym są… przytulaski z 2 moimi kotami, adoptowanymi przeze mnie ze schronisk. 😀 Nic tak nie relaksuje, nie łagodzi strzaskanych nerwów, a tym samy wygładza „zmartwieniowych” zmarszczek, jak chwile z dwoma piecuchami pod kocykiem/kołderką/na podusi (no wiesz, ehm, każdy ma swoje ulubione miejsce i ja muszę się do tego dostosować ;)). Głaskanie aksamitnego futerka, wtulanie w nie twarzy, poczucie miłości i wszechogarniającego ciepła, łza kręcąca się w oku na wspomnienie tego, w jakim stanie te zwierzaczki były, gdy je przygarnęłam… Nic lepiej nie wpływa na moją twarz, skórę niż te szczere, prawdziwe, głębokie i pozytywne emocje. 🙂
    No i nie zapominajmy o „maseczce z sierści”, która pojawia się na twarzy za każdym razem, gdy wtulę się w mojego kota. ;D
    Chętnie wypróbuję peeling Bielendy, jeśli tylko nie ma parafiny w składzie (w podanych linkach skład jest jedynie na stronie peelingu Siberici).

    • Odpowiedz Magdalena • IdaliaStyle.pl 18 stycznia 2016 o 16:31

      Alessa, aż robi się ciepło na sercu <3 🙂

      Faktycznie składów zabrakło. Nadrabiam więc 🙂
      Ginvera: Skład: Deionized Water, Cyclomethicone, Dimethicone, Carbomer, Green Tea (Carmellia Sinensis) Leaf Extract, Ginseng (Panax Ginseng) Extract, Lycium Barbarum Fruit Extract, Angelica Archangelica Extract, Oldenlandia Diffusa Extract, Vaccinum Myrtillus (Bilberry) Extract, Saccharum Officinarum (Sugar Cane) Extract, Acer Saccharum (Sugar Maple)Extract, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Citrus Medica Limonum (Lemon) Extract, Pomelo (Citrus Grandis) Extract, Royal Jelly Powder, Natto Gum.
      A tu Bielenda.

      • Odpowiedz AlessaSusannah 20 stycznia 2016 o 14:08

        Bardzo dziękuję za dodanie składów, byłam ich niezmiernie ciekawa! ;*
        Bielenda kusi…

  • Odpowiedz Kosmetyki W Moim Swiecie 17 stycznia 2016 o 12:14

    Polecam z TBS peeling z wit. C 😉 Pisałam o nim u siebie. Jestem szczerze zadowolona
    Pozdrawiam

  • Odpowiedz Blowerka 17 stycznia 2016 o 12:08

    Obecnie używam olejku do mycia twarzy Bielenda + kremu i nawet się polubiliśmy, a mycie twarzy jeszcze nigdy nie było tak przyjemne. Kosmetyki Bielenda poleca też moja koleżanka dyplomową na kosmetyczka. Dlatego tak jak ty jeśli mam wybierać to nawet w ciemno wezmę peeling Bielenda. Pozdrawiam Weronika blowerka@gmail.com

  • Odpowiedz Basia 17 stycznia 2016 o 11:56

    Nie wiedziałam, że Bielenda ma serię profesjonalną! Też chciałabym wypróbować właśnie ten. Peeling to u mnie podstawa, razem z kremem nawilżającym i płynem do demakijażu. Pomyślę nad zadaniem i napiszę.

  • Odpowiedz Pięknaliablog 17 stycznia 2016 o 11:23

    Najbardziej jestem ciekawa peelingu Natura Siberica; lubię mechaniczne zdzieraki;)
    Moim rytuałem jest ćwiczenie mięśni twarzy i wykonywanie masażu. Twarz zostaje ujędrniona, napięta, owal twarzy się znacznie poprawia, dzięki czemu można łączyć przyjemne z pożytecznym, bo pomaga to w zapobieganiu powstawania zmarszczek lub niweluje już istniejące.
    okiem.kobiety.blog[at]gmail.com

  • Odpowiedz wiola 17 stycznia 2016 o 11:23

    Moim sprzymierzeńcem od kilku lat jest SPIRULINA czyli Zielone Algi. Jest to najbardziej naturalna i dająca największe efekty maseczka dla cery tłustej i mieszanej. Jakkolwiek kolor i zapach mogą odstraszać, warto poczekać na efekty. (Kiedyś, gdy siostra zobaczyła mnie w tej mocno zielonej maseczce powiedziała – a czy to się tobie zmyje? … zapewniam zmywa się). Jedną łyżeczkę alg rozrabiam z ok. jedną łyżeczką wody, hydrolantu lub olejku (odpowiedniego do cery tłustej). Po wymieszaniu maska powinna mieć konsystencję kremu. Nakładam na szyję i dekolt, czekam ok . 10 – 15 min. W tym czasie czuć mocne ściągnięcie skóry. Dobrze zmywa się pod wpływem wody, przy pomocy gąbki (jednak polecam jej zmywanie pod prysznicem). Skóra po umyciu będzie dość mocno zaczerwieniona, dlatego najlepiej maseczkę robić wieczorem. Po całym zabiegu polecam użyć treściwego kremu, skóra będzie pięknie nawilżona. Algi bardzo dobrze pomagają walczyć z zaskórnikami, matową skórę, która zyskuje zdrowy kolor (nie jest ziemista). Efekty utrzymują się ok 2 tyg. Mi bardzo pomaga to w opanowaniu przetłuszczania się skóry. Jest to mój ulubiony zabieg domowego SPA gównie ze względu na długotrwałe efekty, możliwość wykorzystania naturalnych składników i wykonania go samodzielnie w domu.

    Jeśli mój zabieg spodoba się Tobie chciałabym prosić o Enzymatyczny Peeling 2w1 z papainą i bromelainą BIELENDA Professional kwiattek_1986@wp.pl

  • Odpowiedz Dziewczyna 17 stycznia 2016 o 10:44

    Daaaawno nie używałam peelingów, ale zainteresował mnie ten Ginvera. Chociaż pewnie skuszę się na Bielendę, jest jednak łatwiej dostępny.

  • Odpowiedz Ania 17 stycznia 2016 o 10:10

    Dziękuję Ci za przypominajkę 🙂 ja jakoś zwyczajnie zapomniałam o peelingach… chyba w ogole za bardzo skupiłam się na włosach, całkowicie „olewając” cerę. Jednak mojej buzi nigdy nie odmawiam maseczki kurkumowej, którą doskonale przecież znasz, bo właśnie tu! przeczytałam o niej po raz pierwszy 🙂 Nie będę więc dublować opisu ;p Dodam tylko, że z wiadomych przyczn zawsze robie ją w weekend 🙂 Co do peelingów to nigdy, nigdy nieużywalam enzymatycznego… hmm.. a że lubię co polskie – wybieram Bielendę 🙂

    • Odpowiedz Magdalena • IdaliaStyle.pl 18 stycznia 2016 o 16:12

      Ania, super, bardzo cieszę się, że maseczka Ci służy. Ja także ją uwielbiam za działanie, ale mniej za kolor. 😉 Jak sama zauważyłaś, lepiej robić ją w weekend.

  • Odpowiedz Agata S. 17 stycznia 2016 o 09:56

    Ja niestety mam cerę m.in. naczynkową i trochę boję się peelingów mechanicznych, a enzymatyczne, odnoszę wrażenie, szczególnie wielkich zmian nie czynią :P. Dlatego codziennie raczej skupiam się na dokładnym oczyszczeniu twarzy, a peeling twarzy robię od wielkiego dzwonu. Ale chciałabym to oczywiście zmienić, bo nic tak dobrze nie oczyszcza cery jak porządny peeling ;).

  • Odpowiedz Veneaa 17 stycznia 2016 o 08:47

    Ja nadal szukam swojego ideału ;]

  • Dodaj komentarz