Najlepsze w 2014: szóstka na szóstkę w makijażu i pielęgnacji

Szóstka na szóstkę to podsumowujące 2014 rok zestawienie sześciu najlepszych w danej kategorii produktów. W dzisiejszej odsłonie zdradzę faworytów urodowych: zapach roku, a także ulubione kosmetyki do makijażu oraz pielęgnacji skóry i włosów.

Makijaż i zapach

Shalimar Parfum Initial L’eau Guerlain to zapach, który jako jedyny, wywołuje na mojej na skórze ciarki, hipnotyzuje i wręcz uzależnia. O ile kultowy pierwowzór z 1925 r. a także Parfum Initial w wersji edp, mimo że niezwykle intrygujące, nie porwały mnie, o tyle woda toaletowa urzekła mnie maksymalnie. Jest szalenie zmysłowa, kobieca, o wielu wymiarach. W moim odczuciu jest synonimem zapachu luksusowego.

Mocne strony: piękny, majestatyczny flakon, niesamowita trwałość, wielowymiarowość oraz to, jak wspaniale rozwija się na skórze podczas noszenia.

Tusz Volume Million Lashes So Couture L’Oreal, czyli tusz – geniusz. Z rzęs raczej przeciętnych, bo nie jakoś specjalnie długich czy gęstych, wyczarowuje czarny, pełen objętości wachlarz. Włoski są wydłużone, odpowiednio pogrubione i lekko podkręcone. Mogę nie używać eyelinera czy cieni, ale tę maskarę nakładam zawsze. Zdetronizowała nawet moje ulubione do tej pory tusze Max Factor (Masterpiece i 2000Calorie).

Mocne strony: intensywnie czarny tusz, wygodna i łatwa w obsłudze silikonowa szczoteczka, trwały – nie osypuje się i nie rozmazuje przy pierwszej lepszej okazji (nie traci jakości nawet po 3 miesiącach codziennego stosowania).

Niewątpliwie dzięki temu kremowemu cieniowi Maybelline pokochałam brąz na swoich powiekach. Wcześniej kompletnie nie widziałam się w tym kolorze, mimo, że praktycznie w każdym  magazynie czy na portalu urodowym pisano, że gdy chcesz wydobyć niebieską tęczówkę, sięgnij właśnie po tę barwę. Wydawało mi się, że brązy podkreślają moje często niewyspane oczy i ogólnie nie pasują do karnacji, jaką posiadam. Dopiero On and on bronze spowodował, że zapomniałam o wcześniejszych wątpliwościach i na dobre dałam szansę czekoladowym cieniom. Dowodem może być liczba zużytych opakowań równa dwa, a trzecie jest obecnie w połowie pełne. Mam ogromną nadzieję, że ten kosmetyk nie zostanie szybko wycofany. W innym wypadku pierwsza zrobię zapas na przyszłość.

Mocne strony: poza pięknym brązowym kolorem ze złotą, chłodną poświatą i metalicznym wykończeniu, które rozświetlają spojrzenie mocną stroną jest kremowo – żelowa konsystencja, którą łatwo aplikować zarówno palcem jak i syntetycznym, płaskim pędzelkiem, rewelacyjna trwałość, a także doskonała pigmentacja. Cień nie wymaga bazy (ba! sam za bazę może służyć), nie blaknie, nie ściera się, nie roluje.

Obecność w zestawieniu podsumowującym miniony rok podkładu Annabelle Minerals w formule matującej nie jest chyba żadną niespodzianką. Nie mogło przecież zabraknąć kosmetyku najlepszego z najlepszych. Znalazł się z powodów oczywistych w kategorii makijażu, ale nie mogę mu odmówić także właściwości upiększających. Nakładając go mam pewność, że w żaden sposób skórze nie szkodzę. Wręcz przeciwnie – jestem przekonana, że malując się nim pielęgnuję ją i zapewniam jej odpowiednią ochronę.

Mocne strony: 100% mineralny skład, dobra pigmentacja i trwałość, właściwości pielęgnujące (nie zapycha porów, działa antybakteryjnie, łagodzi podrażnienia, nie wysusza skóry), możliwość stopniowania krycia, kremowa w swojej suchości konsystencja, bardzo wydajny, zapewnia kilkugodzinny mat.

Obok podkładu AM podstawowym kosmetykiem do makijażu twarzy w 2014 był korektor TimeBalm theBalm. Ponieważ przez jakiś czas nie mogłam trafić na odpowiedni odcień ulubionego Affinitone postanowiłam poszukać zamiennika. Padło na korektor cięższy w konsystencji, bardziej napigmentowany i przez to jeszcze lepiej kryjący (niż chociażby wyżej wspomniany kosmetyk od Maybelline). Jego właściwości maskujące sprawiają, że nie byłoby przesadą, gdybym nazwała go nawet kamuflażem. Moje spore oczekiwania co do niego całkowicie się spełniły – w maleńkim słoiczku z gąbeczką (nie używam jej) dostałam produkt, który widzialne czyni niewidzialnym i to na kilka dobrych godzin (odpowiednio przypudrowany). Nie wymaga większych poprawek, nie wysusza skóry (co robi, np. popularny tańszy odpowiednik od Catrice), posiada lekko nawilżającą konsystencję. Nadaje się zarówno do maskowania cieni pod oczami jak i zaczerwienień. Lepszego nie szukam.

Mocne strony: bardzo dobra pigmentacja, trwałość i wydajność, gęsta, zbita, lekko tłusta, ale nieobciążająca konsystencja, nie ciemnieje po aplikacji, odpowiednio dobrany odcień wtapia się w skórę, stając się niemal niewidocznym.

Korektor Time Balm nie jest jedynym kosmetykiem theBalm w dzisiejszym zestawieniu. Miałam przez krótką chwilę dylemat, komu przyznać szóste miejsce: bronzerowi Bahama Mama, rozświetlaczowi Mary-Lou czy różowi Cabana Boy. W końcu zdecydowałam, że palmę pierwszeństwa przekażę temu ostatniemu. Cabana Boy to róż wyjątkowo piękny. Nadaje policzkom zgaszony, lekko śliwkowy kolor, który wygląda jak naturalny, zimowy rumieniec. Całość wykańcza subtelny satynowy połysk.

Mocne strony: bardzo dobra pigmentacja i trwałość, lekko kremowa w swej suchości konsystencja, eleganckie, satynowe wykończenie i naturalnie wyglądający odcień różu.

Pielęgnacja skóry i włosów

Moje włosy w 2014 roku przeszły sporą metamorfozę. Od ciemnego brązu do jasnego blondu, od długości za łopatki po długość do ramion, od zdrowej, naturalnej henny do farb chemicznych, do których tak naprawdę wracać nie chciałam. Chęć zmian jednak i zobaczenia się w jasnym wydaniu zwyciężyły. Pozwólcie więc, że część pielęgnacyjną zacznę właśnie od tego, co na głowie, a dokładnie od tego, co moją fryzurę po licznych eksperymentach ratowało.  

Vatika będzie pierwszym z dwóch stricte włosowych kosmetyków w tym zestawieniu. Mimo, że moje włosy zmieniły na długości porowatość z niskiej na średnią to ta mieszanka olejów nadal im pasuje. Staram się nakładać ją regularnie raz w tygodniu na noc, czasem także na pół godziny przed myciem i taka częstotliwość spokojnie wystarcza, by doprowadzić pasma do całkiem niezłego stanu. Razem z dobrą maską proteinową stanowi niezawodny duet ratunkowy po farbowaniu czy innych niszczących zabiegach.

Mocne strony: dobrze pielęgnuje, jest wydajny i posiada dobry skład i całkiem przyjemny zapach.

Druga część sprawdzonego duetu pielęgnującego moją fryzurę ubiegłym roku to maska Biovax do… ciemnych włosów. Tak, do ciemnych, nie pomyliłam się 🙂 Mimo, że zawiera w składzie hennę to nie zauważyłam, aby przyciemniała włosy. Robi to, co ma robić – uelastycznia, nawilża, wygładza i zwiększa objętość. Najczęściej aplikuję ją po nocnym olejowaniu, rzadziej nakładam solo. Chwilowo zrobiłam od niej przerwę na rzecz maski Banana Kallos, ale czuję, że szybko do Biovax wrócę.

Mocne strony: posiada gęstą, niespływającą z włosów konsystencję i przyjemny zapach, który pozostaje po spłukaniu, jest wydajna i pielęgnuje tak, jak obiecuje to producent.

W części pielęgnacyjnej musiały znaleźć się naturalne kosmetyki polskiej marki Sylveco. Nie mogłam wybrać jednego, dlatego wspomnę o tych do twarzy, do ciała, jak i tych do włosów. W kategorii produktów do twarzy na uwagę zasługują lekkie kremy, które są idealną bazą pod codzienny makijaż (brzozowy górą!), a także płyn micelarny. Z wielką przyjemnością zużywałam także balsamy do ciała, szczególnie kojący. Poza wspomnianymi kremami bardzo polubiłam  nawilżający balsam myjący do włosów. Świetnie wpasował się w czas, gdy pasma po rozjaśnianiu były bardzo przesuszone i szampony drogeryjne tylko dodatkowo je osłabiały.

Mocne strony lekkich kremów i balsamu do ciała: świetne składy, szybko wchłaniająca się, lekka, lecz jednocześnie otulająca skórę konsystencja, działanie nawilżające, ochronne i łagodzące stany zapalne.

Mocne strony balsamu myjącego: nawilża włosy i skórę głowy, lekko zwiększa objętość, łagodzi łupież i delikatnie myje.

Przeciwzmarszczkowy krem pod oczy Yves Rocher przewijał się na blogu, podobnie zresztą jak niektóre powyższe kosmetyki, już kilka razy. Nic na to nie poradzę, dotąd lepszego nie znalazłam. Nawet zachwalane kilka zdań wcześniej Sylveco rozczarowało mnie swoją propozycją pod oczy. Riche Crème to droga perełka, ale myślę, że akurat na okolicy oczu, tak jak na skórze twarzy, szyi i dekoltu, nie warto oszczędzać. Mam nadzieję, że za kilka lat zobaczę efekty w postaci może nie całkowitego braku zmarszczek, ale chociaż tych płytkich, nie rzucających się mocno w oczy przy pierwszym spojrzeniu na twarz.

Mocne strony: konsystencja lekka i szybko wchłaniająca się, długotrwałe działanie nawilżająco – natłuszczające, krem jest wydajny.

Balsam Rêve de Miel to prawdziwy miód na usta. W przenośni i dosłownie. Oparty na miodzie pielęgnuje tak jak powinien robić to każdy tego typu kosmetyk – szybko przynosi ukojenie i na długo pozwala cieszyć się miękką skórą warg bez śladu wysuszeń. Działa też łagodząco i leczniczo na usta spękane od zimna lub spalone słońcem. W rankingu balsamów uplasował się na szczycie, wyżej niż dotąd ulubiony polski Tisane, który na moje usta ostatnio przestał już tak dobrze wpływać (może przyzwyczaiły się do jego składu?).

Mocne strony: przyjemny miodowo – pomarańczowy smak i zapach, bardzo wydajny, świetnie pielęgnuje i leczy wysuszoną skórę warg.

Ostatni, lecz nie mniej ważny niż powyższe. 100% Błoto z Morza Martwego White Flowers to produkt z kategorii wiecznych, trudnych do zużycia, lecz jednocześnie działających tak, że nie chcemy, aby szybko się skończył. Uniwersalny, bo można stosować go do twarzy, ciała i włosów oraz, a może przede wszystkim, bardzo, bardzo skuteczny. Pół kilograma błota w cenie 18 zł to naprawdę wydatek niewielki a tyle korzyści. Słoik z tą cudowną dla skóry zawartością kupiłam w Rossmannie, stoi na dziale olejków i mleczek do ciała.

Mocne strony: ujędrnia, oczyszcza, wygładza i uelastycznia skórę (świetnie sprawdza się, czy jesteśmy w trakcie zrzucania wagi), przeznaczony do skóry problematycznej (trądzik, atopowe zapalenie, egzema, łuszczyca), można stosować jako maskę na ciało, na twarz, na włosy a także dodawać do peelingu skóry głowy.

Wkrótce zapraszam na drugą część szóstki na szóstkę. Tym razem na tapetę wezmę paznokcie i akcesoria. 🙂

Czy Wasi ulubieńcy makijażowi i pielęgnacyjny pokrywają się z moimi?

Wpisy, które mogą Ci się podobać

40 komentarzy

  • Odpowiedz Odkrycia 2015: pielęgnacja skóry i włosów • IdaliaStyle.pl 15 stycznia 2016 o 07:01

    […] Najlepsze w 2014: makijaż i pielęgnacja […]

  • Odpowiedz Odkrycia 2015: makijaż, paznokcie i koloryzacja włosów • IdaliaStyle.pl 12 stycznia 2016 o 21:29

    […] Najlepsze w 2014: makijaż i pielęgnacja […]

  • Odpowiedz rogaczki 27 stycznia 2015 o 18:37

    Z powyższych kosmetyków większość jest w kręgu moich zainteresowań, ale nie miałam ich jeszcze okazji poznać na własnej skórze 🙂 Do ulubieńców za to zaliczyć mogę miodek Nuxe – ratuje moje usta od dwóch miesięcy i żałuję, że tak późno kupiłam. Coraz bardziej kuszą mnie kosmtyki Sylveco, a ciągle nie mogę się zmotywować do jakiegoś większego zamówienia – szkoda, że nie ma ich stacjonarnie. Mam jednak w głowie małą listę, którą z pewnością kiedyś zrealizuje. Za to jednym z chciejstw tego roku jest podkład Annabelle Minerals. Mam nadzieję, że u mnie sprawdzi się równie dobrze jak u Ciebie.
    pozdrawiam, A

  • Odpowiedz Agnieszka M. 14 stycznia 2015 o 20:01

    Super zestawienie, pięknie opisane i mocne strony wskazane – bardzo rzetelne opracowanie.
    Balsam NUXE trafił też do moich ulubieńców roku, Sylveco dopiero poznaję, maskara L'Oreal jest na mojej liście 🙂

  • Odpowiedz jaskolka 14 stycznia 2015 o 17:23

    Krem pod oczy z YR do 22go stycznia jest za 45,90zł 😉

  • Odpowiedz Nena 13 stycznia 2015 o 19:23

    Uwielbiam ten tusz i Color Tattoo <3

  • Odpowiedz Una 13 stycznia 2015 o 15:10

    Znam tylko Vatikę (od lat i też bardzo ją lubię) i błoto z Morza Martwego.

    Lubię takie wpisy – można odkryć wiele dobrych produktów! 🙂

  • Odpowiedz Hedgehog Girl 12 stycznia 2015 o 23:14

    Wpadłam dziś przeczytać w pospiechu Twojego posta i scrollującchciałam znaleźć w tekście opis interesujących mnie kosmetyków. Mam przez to taką sugestię: gdybyś odwrotnie formatowała nazwy kosmetyków i mocne strony, byłoby chyba łatwiej odnaleźć się w tekście. Takie jest moje wrażenie i stwierdziłam że podzielę się przemyśleniami, bo mój wzrok od razu wędrował do kolorowej czcionki i za każdym razem wydawało mi się, że to nowy akapit = nowy produkt 😉
    Z tych wszystkich kosmetyków mam tylko Color Tattoo. Nie mogę się zebrać, żeby codziennie się nimi malować. I żeby malować się w ogóle. A zapasy porastają kurzem…

    • Odpowiedz Magdalena | IdaliaStyle.pl 20 stycznia 2015 o 10:16

      Dzięki za sugestię co do formatowania, masz rację, że lepiej jak jest odwrotnie 🙂

      Może jesteś z tych szczęściar, które nie muszą się malować. Tylko zazdrościć :>

  • Odpowiedz Anita B. 12 stycznia 2015 o 19:25

    Maskę Biovaxu do ciemnych włosów i olejek Vatika, podkład Annabelle też lubię. Błotka chętnie bym spróbowała 🙂

  • Odpowiedz Michalina 12 stycznia 2015 o 18:07

    dużo Twoich ulubieńców pokryw się z moimi: matujący podkład annabelle, tusz (użyłam 3 opakowania), korektor i róż od thebalm (ale jestem ich fanką i mogę być nieobiektywna;) a także balsam myjący z sylveco i cień maybelline. Zaciekawiło mnie natomiast błoto, lubię takie wynalazki 🙂

  • Odpowiedz Monique 12 stycznia 2015 o 17:18

    Błoto z morza martwego to jeden z moich ulubieńców pielęgnacyjnych :).
    Pozdrawiam.

  • Odpowiedz zoila 12 stycznia 2015 o 16:10

    Też polubiłam balsam do ust Nuxe i podkład Annabelle Minerals. Znam balsam myjący z Sylveco, to dobry produkt, ale jakoś mnie nie oczarował.

  • Odpowiedz Fiodella Fiodella 12 stycznia 2015 o 15:55

    Dużo Twoich ulubieńców Idalio to również moi ulubieńcy, podkład mineralny Anabelle Minerals wręcz ubóstwiam (teraz żaden podkład płynny mnie już w pełni nie satysfakcjonuje – choć nadal szukam jakiegoś płynnego, jasnego podkładu, ale ciężko dorównać mistrzowi Anabelle).
    Tusz Loreal jest rewelacyjny potwierdzam, u mnie również zdetronizował Max Factor Masterpiece Max. Sylveco zarówno balsam myjący do włosów, jak i lekki krem brzozowy sprawdzają się u mnie świetnie. Nie miałam jeszcze płynu micelarnego (jestem ciekawa czy przebił by moją ukochaną Biodermę Sensibio), jak się sprawdza u Ciebie?
    Pozdrawiam

    • Odpowiedz Magdalena | IdaliaStyle.pl 20 stycznia 2015 o 10:19

      Fiodella, powiem Ci, że doznania są bardzo podobne – oba delikatne, nie szczypią oczu ani skóry i dobrze zmywają. Wybieram jednak Sylveco, bo ma lepszy skład i cenę 🙂

  • Odpowiedz Vena Styl 12 stycznia 2015 o 15:39

    Tusz Loreal lada dzień musi być mój, tyle osób go chwali, że nie sposób dalej żyć bez niego ;D

  • Odpowiedz Kamila Konarska 12 stycznia 2015 o 13:29

    Też bardzo lubię tą maskę Biovax, chyba moja ulubiona tej firmy:)

  • Odpowiedz Donata Kadry w pigułce 12 stycznia 2015 o 13:00

    Świetne zestawienie i piękne kolaże (jeśli mogę to tak nazwać)!
    Część z produktów powtórzyła się u mnie, jak np. Annabelle Minerals matujący, który uwielbiam, świetny cień Maybelline i Vatika do włosów, a na część z nich nabrałam dużej chęci – muszę wypróbować błotko, tusz i ten balsam do ust, gdyż wciąż mam z nimi problem.
    Dziękuję za inspirację!
    no i jak tu nie kupować!?;)

  • Odpowiedz kate 12 stycznia 2015 o 11:59

    Tego kremu pod oczy od YR jeszcze nie próbowałam. Obecnie używam kremik z serii elixir 7.9. Zapraszam do mnie:)

    • Odpowiedz Magdalena | IdaliaStyle.pl 20 stycznia 2015 o 10:25

      Znam ten krem 7.9, ale u mnie nie sprawdził się tak dobrze, jak maluszek Riche Creme. Bardziej polubiłam serum 7.9.

  • Odpowiedz Asertywna Blog 12 stycznia 2015 o 11:47

    Tusz loreal i podklad anabelle minerals również bardzo lubie 🙂 cień maybelline również mam, ale jakos mi nie podpasowal 🙂 zbieram na pomade ABH 🙂 a kosmetyki biovax również stosuje, akurat tej do ciemnych włosów nie mialam 🙂

  • Odpowiedz AlessaSusannah 12 stycznia 2015 o 10:30

    Piękne grafiki, jak zawsze. 🙂
    Mam krem brzozowy, już drugie opakowanie, uwielbiam go. 🙂 Tusz VML dostałam pod choinkę, jego trwałość jest naprawdę świetna. Maski Biovax do suchych, do ciemnych i do blond kocham miłością bezgraniczną. 😀
    Moim hitem 2014 jest między innymi AA 4Long Lashes, zresztą kupiona pod wpływem Twojego wpisu. 🙂 Właśnie stosuję drugą kurację. Pozdrawiam 🙂

  • Odpowiedz rose and vanilla 12 stycznia 2015 o 09:59

    A ja uwielbiam wersję Parum Initial Shalimara! Niestety ma być wycofana, więc nie wiem czy nie zaopatrzę się w dodatkowy flakon. Muszę zapoznać się bliżej z L'eau, bo przyznam, że nie pamiętam dokładnie zapachu.

    Podpisuję się pod szóstką dla Color Tattoo, natomiast tusz L'oreal So Couture w ogóle nie popisał się na moich rzęsach (mam wrażenie, że jestem jedyną osobą w blogosferze, która go nie polubiła). Nie przepadam również za serią Creme Riche z YR – drażni mnie zapach, a krem pod oczy nie spełnił moich oczekiwań. Z YR bardzo polubiłam serię Elixir – głównie kremy do twarzy, fajnie spisywał się też Nutritive Vegetal.

    Z Twoich ulubieńców mam ogromną ochotę na róż Cabana Boy – piękny kolor. Poza tym na liście mam balsam do ust z Nuxe i szampon Sylveco 🙂

    Piękna prezentacja, jak zwykle z resztą 🙂

  • Odpowiedz DzieckoWeMgle 12 stycznia 2015 o 08:24

    Bardzo przydatny post, wiele mi rozjaśnił – dzięki 😀
    Na podkład AM czaję się bardzo mocno, ale czekam aż na dworze z rana będzie jaśniej 😉 Bo niestety teraz przed pracą muszę malować się przy sztucznym świetle a z nowym kosmetykiem mogłoby to przynieść pewne działania niepożądane 😉
    Skusiłaś mnie natomiast olejkiem Vatika i tuszem do rzęs 🙂 Obecnie kończę mozolnie Collosala i jeden z tuszy Wibo a w zapasie jeszcze mam prezent od mamy – tusz Rimmel'a z olejkiem arganowym 😉
    Jednak jak je pokończę to zdecydowanie sięgnę po zachwalany przez Ciebie produkt 🙂

  • Odpowiedz KosmetykoFanki 12 stycznia 2015 o 08:16

    Świetne produkty zasługują na to miano <3 Vatikę też kocham 🙂

  • Odpowiedz Azime 12 stycznia 2015 o 08:07

    Również uwielbiam matujący podkład Annabelle Minerals! 😀 Na chwilę obecną nie używałam nic lepszego 🙂

    Sylveco również uwielbiam 😀 Z lekkich kremów prym wiedzie wersja nagietkowa, z balsamów jednak wolę wersję brzozową z betuliną (szybciej się wchłania i nie pachnie), a do włosów teraz testuję szampon pszeniczno-owsiany, balsamu myjącego jeszcze nie testowałam, ale myślę, że to kwestia czasu 😀

  • Odpowiedz Skonfundowana Panna 12 stycznia 2015 o 07:59

    Jakiś czas temu zwróciłam uwagę na to Błoto z Morza Martwego w Rossmanach, ale że nie słyszałam żadnych opinii o nim to darowałam sobie zakup. Jednak, skoro Ty polecasz, to pewnie zasili i moją kosmetyczkę. 🙂

  • Odpowiedz Odrobina życia 12 stycznia 2015 o 07:55

    Ten tusz z Loreal mnie kusi! Ciągle szukam jakiegoś odpowiedniego dla siebie bo mam krótkie i żadkie rzęsy ..

  • Odpowiedz Rarity 12 stycznia 2015 o 07:40

    Vatika tak samo jak sylveco w moich ulubieńcach <3 biovax do wlosow ciemnych tez bardzo polubiłam!

  • Odpowiedz Kamila 12 stycznia 2015 o 07:21

    Z Twoich typów miałam i znam jedynie korektor The balm (niezbyt mi odpowiadał), a tusz L'Oreala mam w zapasach 🙂

    Cienie Maybelline mam, ale w 2 innych kolorach (turkusowy i granatowy) i uzywam cich do robienia kresek.

  • Odpowiedz KarolajnBy 12 stycznia 2015 o 05:51

    Też uwielbiam olejek z Vatiki 🙂

  • Odpowiedz Agu Blog 12 stycznia 2015 o 00:30

    Widzę, że sporo kosmetyków lubimy wspólnie, szczególnie z kolorówki. 😉 Skutecznie zachęciłaś mnie tym wpisem do zapoznania się z błotkiem i ofertą Sylveco. Do tej pory miałam jeden krem, który bardzo lubię, ale w najbliższym czasie chyba kupię balsam do włosów, bo bardzo mnie zaciekawił. 😉

  • Odpowiedz carmen instars 11 stycznia 2015 o 23:43

    A mnie kusi vatika 😀

  • Odpowiedz Alapadma 11 stycznia 2015 o 23:13

    Ta maska do włosów ciemnych jest przebudowna! Najlepsza! 😉

  • Odpowiedz women-beauty 11 stycznia 2015 o 23:02

    balsam do ust z Nuxe świetnie pielęgnuje usta!

  • Odpowiedz Daisy K 11 stycznia 2015 o 23:00

    Shalimar i błotko bardzo kusi. 🙂

  • Dodaj komentarz

    %d bloggers like this: