Ulubione kosmetyki

Najlepsze kosmetyki ostatnich tygodni

Nowa odsłona ulubieńców to nowa porcja wartych uwagi perełek. Jeśli szukacie dobrego eyelinera, trwałej pomadki, pięknie pachnącego balsamu do ciała czy skutecznego dezodorantu, zajrzyjcie koniecznie!

Makijaż

Pomadka Provoke Real Matt w odcieniu Pink Nuance za każdym razem przypomina mi, dlaczego tak bardzo lubię matowe szminki. I muszę to podkreślić – dobre matowe szminki! Jej zaletą jest nie tylko świetny, bardzo twarzowy odcień różu – zgaszony, chłodny (ale w sam raz, nie jest zbyt fioletowy), lecz także trwałość. Ostatnio miałam okazję wypróbować ją na kilku imprezach, gdzie często jadłam i piłam. Pomadka, mimo tych intensywnych testów, zdała egzamin na piątkę. Nie rozmazywała się poza kontur, nie pozostawiała wyraźnego odbicia na filiżance, ścierała się wolno i równomiernie. Rewelacyjnie sprawdza się także w codziennym makijażu – pięknie komponuje zarówno z moim ulubionym cieniem Maybelline On and On Bronze jak i z klasyczną czarną kreską. A do tego wszystkiego magnetyczne opakowanie. Można ją wrzucić do torebki i nie martwić, że sama się otworzy. Chętnie wypróbowałabym inne kolory!

Po wielu, wielu miesiącach ogromnej sympatii do podkładu matującego Annabelle Minerals przyszedł moment na zmianę… Bez obaw, nie wróciłam do kosmetyków drogeryjnych. Lubię je testować, wypróbowywać nowości, ale jeśli chodzi o cerę to na dłuższą metę jestem wierna minerałom. Ponieważ moja cera (odpukać!) prezentuje się ostatnio świetnie, z formuły matującej przerzuciłam się na rozświetlającą. Szalenie podoba mi się skóra pokryta jedną cienką warstwą tegoż podkładu – koloryt jest wyrównany, cera wygładzona i niesamowicie promienna. Mimo, że kryciem nie odbiega zbytnio od matującego, ewentualne niespodzianki wolę kamuflować punktowo korektorem niż kłaść kilka warstw podkładu. Twarz prezentuje się wtedy naprawdę ładnie i jest niemal nieskazitelna.

Mimo wspomnianego dobrego stanu cery, błyszczenie się w strefie T niestety nadal jej dotyczy. W końcu jest mieszana, a to wiele wyjaśnia. W kontrolowaniu błysku pomaga mi puder wykańczający Pretty Matt Annabelle Minerals. Jest doskonale zmielony, transparentny, na twarzy praktycznie niewidzialny. Niby go nie ma, ale jednak jest. Już odrobina pozwala utrzymać w ryzach nadprodukcję sebum i rozszerzone pory. Aplikuję go w niewielkiej ilości przed nałożeniem podkładu i po. Stanowi zarówno doskonałą bazę jak i kosmetyk utrwalający cały makijaż. Marzy mi się taki sam w formie prasowanej. To dopiero byłoby coś!

Ulubione kosmetyki

Eyeliner Make up Designer Superstar L’Oreal, mimo krótkiej znajomości, zdążył szybko zdobyć moją sympatię. Dlaczego? Ponieważ pozwala mi bez posiadania szczególnych umiejętności szybko i precyzyjnie narysować ładną kreskę – o takiej grubości, jakiej oczekuję i z ostrym, wyciągniętym ku górze zakończeniu. Do tego jest w kruczoczarnym odcieniu, a giętka, dobrze nasączona, gąbeczkowa końcówka gładko sunie nawet po powiece umalowanej kremowym cieniem. Eyeliner ekspresowo zasycha na skórze i jeśli nie ma kontaktu z wodą, grzecznie zostaje na niej od umalowania do demakijażu. Bardzo udany produkt, bez dwóch zdań!

Będę nudna, ale nic nie poradzę, że ostatnio na moich paznokciach królują lakiery Semilac. Hybrydy to po pierwsze wygoda, po drugie nieskazitelny manicure przez minimum dwa tygodnie, po trzecie piękny kolor i nieprzemijający połysk. Gratka dla każdej zapracowanej kobiety, lubiącej mieć dzień w dzień zadbane dłonie. Nieustannie zachwyca mnie odcień Mardi Gras, ale coś czuję, że jego miejsce niebawem zajmie blado różowy Pink Smile. Zobaczcie jaki jest piękny!

Jeśli interesuje Was temat trwałego manicure, zajrzyjcie do pierwszych wpisów o hybrydach. Kolejne posty są w przygotowaniu.

Ulubione kosmetyki

– Pink Smile Semilac – zdjęcie pochodzi z mojego instagrama –

instagram.com/idaliastyle

Pielęgnacja

Biały Jeleń to marka legenda, która przez dziesiątki lat ewoluowała z producenta środków piorących do kosmetyków hipoalergicznych. Ponieważ jestem fanką mydła w płynie BJ (jako jedyne nie uczula mojej skóry dłoni) oraz żeli pod prysznic, z entuzjazmem przyjęłam propozycję wypróbowania emulsji do higieny intymnej. I tym razem nie zawiodłam się. Płyn przede wszystkim łagodnie myje, pozostawiając wrażliwe miejsca odświeżone i nawilżone. Bez śladu podrażnień, szczypania czy wysuszenia, co było i jest dla mnie priorytetem, zwłaszcza po przebytym porodzie. Z trzech, które miałam okazję wypróbować – „jaśmin i macierzanka”, „szałwia i ogórek” (oba zawierają naturalny prebiotyk) i „nawilżające kozie mleko”, najbardziej spodobała mi się wersja ostatnia. Pachnie jak klasyczne mydło – subtelnie, trochę pudrowo i posiada, zresztą podobnie jak dwa pozostałe warianty, kremowo – żelową konsystencję, która w połączeniu z wodą nie pieni się, a zmienia w emulsję. W jej składzie umieszczono kwas L-mlekowy, utrzymujący prawidłowy poziom PH, kojący pantenol oraz nawilżający ekstrakt z koziego mleka. Plusik daję także za opakowanie z pompką.

Jeśli macie ochotę wypróbować nową emulsję, zapraszam na mój instagram. Marka Biały Jeleń przeznaczyła do rozdania dla 5 Czytelniczek bloga pięć emulsji „nawilżające kozie mleko”. Szczegóły wkrótce na instagram.com/idaliastyle.

Wśród ulubieńców z dziedziny higieny wyróżnić chciałabym również dezodorant antyperspiracyjny Maximum Protection Rexona. Wysoka temperatura wymaga mocniejszej ochrony i taką właśnie zapewnia mi ten kosmetyk. Nie jest to ani typowy dezodorant ani antyperspirant. Jego właściwości przypominają mi raczej słabszy bloker – aplikuje się go wieczorem, by kolejnego dnia (w moim przypadku nawet dwa dni później) móc zapomnieć o pocie. Aplikację oczywiście rano powtarzam, bo nie wyobrażam sobie wyjść bez zabezpieczenia, co dodatkowo wzmacnia działanie. Sztyft pozostawia pachy suche i odświeżone. Dezodorant nie wysusza ich ani nie podrażnia (aczkolwiek nie próbowałam smarować skóry po depilacji). Jego plusem jest przyjemny, długo utrzymujący się zapach (wypróbowałam Clean Scent i Sensitive Dry). Jego cena może wydawać się wysoka, dlatego warto kupować go w promocjach (po 16-18 zł). Podobne działanie mają odpowiedniki Dove i Lady Speed Sick (Clinical Protection).

Z pielęgnacji ciała zachwyciło mnie mleczko Yves Rocher Un Matin Au Jardin Kwiaty Wiśni. Kosmetyk nie tylko pięknie i długo na skórze pachnie, ale przede wszystkim bardzo dobrze nawilża. Zerknęłam w skład i myślę, że za odżywcze właściwości odpowiada wysoko umieszczony mocznik. Jak przystało na mleczko, kosmetyk ma emulsyjną, szybko wchłaniającą się konsystencję. Na ciepłe dni okazał się idealny, bo nie pozostawiał lepkiej czy tłustej warstwy i pozwalał od razu po posmarowaniu się ubrać. Właśnie kupiłam kolejne opakowanie, które mam nadzieję, posłuży mi do pierwszych typowo chłodnych, jesiennych dni, gdy w ruch pójdą cięższe masła.

Jeśli myślę o dobrym płynie micelarnym, pierwszym skojarzeniem jest… Bioderma Sensibio H2O. Jest delikatny, nie wysusza, nie pozostawia lepkiej warstwy i nie pieni się. Mnie w zupełności wystarcza do zmycia lekkiego makijażu mineralnego, ale i z mocniejszym spokojnie daje sobie radę. Po dobrym stanie cery – braku nowych zaskórników i wyprysków, widzę, że sprawdza się w codziennej pielęgnacji jako kosmetyk oczyszczający i usuwający makijaż. Nie sięgam dodatkowo po wodę i żel.

Last but not least, czyli jedyny kosmetyk do włosów – maska Absolut Repair Lipidium L’oreal Paris. Razem z maską głęboko odżywczą Macadamia Natural Oil stanowią dream team w pielęgnacji ratującej moje wysuszone i zniszczone farbowaniem włosy. Gęsta, zbita, maślana konsystencja sprawia, że kosmetyk jest wydajny – odrobina wystarcza, by pokryć każde pasmo z osobna. Jej stosowanie jest bardzo przyjemne także za sprawą intensywnego, perfumeryjnego zapachu, który pozostaje na włosach do kolejnego mycia. I najważniejsze – działanie. Włosy po jej użyciu wyglądają jak po wyjściu z salonu fryzjerskiego – są dociążone, wygładzone, mięsiste, pełne objętości i pięknie się błyszczą. Łatwiej jest je również układać. Fantastyczny produkt i to za niewygórowaną cenę!

Najlepsze kosmetyki

Ulubione kosmetyki

Miałyście już okazję wypróbować któryś z wymienionych kosmetyków? Co o nich sądzicie?
A może macie w danej kategorii innego faworyta? Podzielcie się! 🙂

47 thoughts on “Najlepsze kosmetyki ostatnich tygodni

  1. Biodermy używam praktycznie cały czas, prócz przerw jak sprawdzam coś co byłoby równie dobre ale i tanie 🙂 ale jestem bardzo zadowolona z niego, w żaden sposób nie podrażnia skóry.

  2. Ciągle zastanawiam się nad pudrem wykańczającym matującym od Annabelle. Używam dość tłustego kremu pod podkład matujący Annabelle i przed ich nałożeniem muszę zmatowić twarz- inaczej plamy murowane. Czy ten puder nie zrobi na tłustym kremie żadnych plam, smug? Obecnie używam transparentnego pudru Angel Dust od Amillie, jednak ma on bardzo duszący zapach który mi przeszkadza. Puder matujący od Annabelle ma delikatny kolor dlatego obawiam się, że może narobić mi plam nakładany na tłusty krem 🙁

  3. Miałam mleczko do ciała od YR tylko w innym wariancie zapachowym i też byłam z niego bardzo zadowolona 🙂 Super, że zapach tak długo utrzymuje sie na ciele. Uwielbiam takie połączenie przyjemnego z pożytecznym. Eyelinery od Loreal są moimi ulubieńcami drogeryjnymi w tej kwestii 🙂 Chociaż wspomnianego przez Ciebie jeszcze nie miałam, ale na pewno spróbuje

  4. Też jestem ciekawa tej maski od Loreal'a, coraz więcej pozytywnych recenzji o niej widzę, ale poczekam aż wykończę inne produkty. Co do higieny okolic intymnych akurat jestem wierna Ziaji, ale mama używa Jelenia i też sobie chwali 🙂

  5. bardzo zainteresował mnie ten antyperspirant :> ogólnie używam rexony ale tej w spray'u i również jestem bardzo zadowolona 🙂 ich zapachy bardzo mi odpowiadają i to że świeżość tego zapachu utrzymuje się stosunkowo długo, ale mimo to nie gryzie się z moimi ulubionymi perfumami 🙂

    zazdroszczę Ci poprawy cery… pamiętam jak pisałaś o swoich problemach z nią związanych… powiedz kochana czym udało Ci się je zlikwidować? u mnie ciągle mnóstwo zaskórników i małych wrednych grudek… pojawiają się w zastraszająco szybkim tempie 🙁

    pozdrawiam, Majka

  6. Nigdy nie zdecydowałabym się używać kosmetyków Biały Jeleń, szczególnie do okolic intymnych. W medycznym światku uchodzą one za najbardziej uczulające.

    Bardzo podoba mi się patent przedstawiania obrazów jako produkty z gazetki.

  7. AM i Semilac uwielbiam, a Rexonę Maximum Protection mam na chciejliście, ale poczekam na promocję bo to nie jest coś, co potrzebuję natychmiast, mam inne antyperspiranty do zużycia 🙂

  8. Uwielbiam micela Biodermy <3 Próbowałam tańszych zamienników z L'Oreala i Garniera, ale moim zdaniem nie dorównują Sensibio H2O do pięt.

    1. Dla mnie są porównywalne jeśli chodzi o zmywanie, ale nie jeśli mowa o delikatności. Czasem Garnier, L'Oreal czy Bourjois lekko szczypały w oczy, w przypadku Biodermy tego nie ma. Z delikatnych płynów lubię też Sylveco.

  9. Zawsze wchodzę na 'ulubieńców' by pozachwycać się tymi pięknymi kolażami! Niejedna redakcja urodowa powinna się od Ciebie uczyć 🙂

  10. Cześć. Używam hybryd Semilac, ale mam problem ze ściąganiem. Waciki (zwykłe) namaczam w acetonie (też tej firmy) i owijam paznokcie wacikami i na to jeszcze folią aluminiową, trzymam 25min a lakier i tak ciężko schodzi, trzeba go zdrapać patyczkiem drewnianym, a i tak wszystko nie schodzi, bo zostaje baza częściowo na paznokciach, potem próbuję blokiem polerskim to usunąć, ale nie da rady, jedynie się wygładza wraz z płytką paznokcia. Co robię źle? Mogłabyś mi coś doradzić? Pozdrawiam, Donia.

    1. Donia, niczego nie robisz źle 🙂 Ściągasz je tak, jak należy. Niektóre paznokcie, zwłaszcza jeśli je dobrze zmatowimy przed nałożeniem bazy, są bardzo podatne na hybrydy i trudno je w całości ściągnąć. Dodatkowo baza Semilac jest jedną z najtrwalszych i tak już ma, że trudno zdjąć ją w 100%. Mnie samej czasem zostają fragmenciki podkładu, ale nie martwię się tym. Po prostu matuję je blokiem na gładko i tak jak zawsze zaczynam od nowa manicure.

  11. Matowa szminka Provoke jest naprawdę super. Ja też posiadam i bardzo ją sobie chwalę. Jak dla mnie mogliby poszerzyć paletę kolorów i byłoby idealnie :).

  12. Ah, balsam o zapachu kwiatu wiśni, marzenie! 😀 Jak będę miała okazję być w salonie YR, to zetknę na skład. Jeśli nie będzie parafiny, to chyba kupię.. 😉
    Według mnie H2O Biodermy jest przereklamowany. Miałam okazję go wypróbować i nie zachwycił mnie – zaszczypał, nie zmył do końca makijażu, musiałam trzeć po buzi płatkami, żeby w ogóle "zajął się" najgłębszymi warstwami podkładu. Do tego ta cena…
    Szukam właśnie zamiennika Lactacydu, bo chyba przestał mi pasować. Coraz częściej łapię infekcje i zauważyłam, że jakby przestał być taki delikatny jak kiedyś (czyżby coś zmienili?)… Muszę się rozejrzeć i przyjrzeć tym żelom z BJ. 🙂

    1. Nie ma parafiny 🙂

      Alessa, miałaś wersję różową Biodermy?

      U mnie Lactacyd nie sprawdził się. Wydaje mi się, że właśnie po nim pojawiały się nieprzyjemne objawy, typu swędzenie i wysuszenie. Odstawiłam i jak ręką odjął. Resztką płynu myłam wannę. 😀

    2. Ooo nie! Czyli mogę już pożegnać się z 2 dyszkami! ;D

      Tak, próbowałam różowej, takiej jak na zdjęciu. Przyjaciółka używa i spróbowałam. A ostatnio moja mama sobie kupiła, więc miałabym okazję znów użyć, ale jakoś mnie nie kusi po pierwszym wrażeniu…

      Ano widzisz! Ja się długo nie mogłam domyślić, co może powodować takie wlasnie m. in. nieprzyjemne objawy (od lat go używam, mama także i służył), dopiero jak mi lekarz rodzinny zaproponował, podczas kolejnej wizyty z okazji infekcji tych właśnie okolic, żebym zrobiła "detoks" i podmywała się jedynie wodą i wywarami z ziół, np. rumianku. I faktycznie okazuje się, że to chyba właśnie Lactacyd zaczął mnie podrażniać. Rozważam aktualnie, co kupić zamiast niego.
      A tak btw ta pani doktor mi jeszcze powiedziała, żebym nie przesadzała i nie myła okolic intymnych zbyt często, bo nie daję możliwości mojej florze bakteryjnej na rozwinięcie się i działanie ochronne. Jakież jest moje zdziwienie, gdy minęło od tamtej wizyty 16 miesięcy i dopiero teraz miałam mały problem, który opanowałam naturalnymi środkami, bez antybiotyku! Wcześniej łapałam infekcje co chwilę i długo się z nimi biłam… A wychodząc z gabinetu po tamtej wizycie nie umiałam sobie wyobrazić ograniczenia kontaktów stref intymnych z wodą i środkami myjącymi, sądziłam wręcz, że to mi zaszkodzi jeszcze bardziej. A tu proszę…

    3. Tak, tak skład Lactacydu zmienili jakiś czas temu, zlikwidowali też tę super delikatną wersję, którą można było używać nawet po operacjach ginekologicznych. Nowa wersja jest moim zdaniem słaba, po wielu latach wiernego używania Lactacydu musiałam znaleźć coś innego – mi akurat pasuje Pliva Fem choć jest droga.

Dodaj komentarz