Momenty #11
Beauty,  Lifestyle

Momenty #11

Tegoroczny listopad upłynął zdecydowanie szybko. Ale może to i dobrze? Szybciej będą święta, na które, nie ukrywam, bardzo czekam. Ubieranie choinki pierwszy raz we trójkę będzie pewnie momentem, który zapamiętam na długo. W klimat świąteczny powoli wprowadzam się drobnymi dekoracjami w domu, tworzeniem listy prezentów i w ogóle planowaniem grudnia pod kątem wolnych dni.

Wracając jeszcze na chwilę do minionego miesiąca – listopad nie zachęcał do długich spacerów, dlatego większość wolnego czasu spędziłam w domu. Miałam możliwość sięgnięcia po kilka tytułów, które już od dawna chodziły mi po głowie. Mogłam też oddać się relaksowi w kuchni z książką Jadłonomii, pełną rozgrzewających, aromatycznych przypraw. Listopad był więc bardzo dobrym wstępem do pachnącego i obfitującego w wypoczynek grudnia.

  1. Najważniejsza rzecz ostatnich tygodni, pod kątem urody oczywiście, to powrót do ciemniejszego koloru włosów. Blond, który wymaga częstego odświeżania, z powodu pociążowego wypadania musiałam niestety na jakiś czas odstawić. Ponieważ nie chciałam wyglądać jak zaniedbana mamuśka z odrostami do połowy głowy, postawiłam na kolor zbliżony do mojego naturalnego – chłodny, średni brąz. Wypadanie praktycznie już opanowałam, ale nadal stosuję wcierki. Uzbrojona w trzy buteleczki nowego preparatu Garnier Grow Strong Kuracja Odnawiająca ze Stemoxydine liczę, że szybko pojawi się mnóstwo baby hair. Co koloru – wyszedł wprawdzie ciut za ciemno niż to planowałam, ale sprawę udało mi się uratować szamponem przeciwłupieżowym z dodatkiem sody oczyszczonej. Ten miks świetnie wymywa pigment, rozjaśniając świeżo farbowane włosy co najmniej o ton.
  2. Zimowe miesiące kojarzą się z picie hektolitrów kawy i herbaty. Mimo, że oba napoje bardzo lubię, to staram się je ograniczać na rzecz czystej wody z dodatkami. Ostatnio najczęściej wrzucam plaster cytryny lub grejpfruta i przyprawiam całość imbirem oraz miodem. Pobudza, rozgrzewa i nawadnia ♥ O sposobach na regularne picie wody pisałam w poście: 5 sposobów na picie wody – jak robić to systematycznie?
  3. Na paznokciach bez zmian królują hybrydy. Dość często zmieniałam kolor, ale tylko do jednego mam ochotę wrócić – mowa o przepięknym, głębokim burgundzie Burgundy Wine Semilac. Wygląda obłędnie w towarzystwie swetrów i ciepłych, dzianinowych sukienek. Zdecydowanie hit!
  4. Będąc jeszcze blondynką, napisałam post podsumowujący ulubione kosmetyki do rozjaśnianych włosów. Zajrzyjcie, jeśli macie ochotę. Pojawiło się w nim kilka wartych uwagi perełek, które sprawdzą się na włosach wymagających, średnio – i wysokoporowatych.

Momenty_11_

Listopadowy relaks stał pod znakiem książki. Właściwie każdy wieczór starałam się poświęcić na ten rodzaj odpoczynku. Nie wiem, jak Wam, ale po przeczytaniu nawet kilku stron, lepiej mi się zasypia.

Po jakie tytuły sięgnęłam? Między innymi, po Katarzynę Wielką (Gra o władzę) Ewy Stachniak, która okazała się całkiem wciągającym portretem tytułowej cesarzowej Rosji. Wprawdzie to nie do końca moje klimaty, jeśli chodzi o poziom napięcia, ale nie mogę powiedzieć, że się nudziłam. Za to zdecydowanie bardziej w moje upodobania trafiła czarna seria Camilli Läckberg. Jestem po przeczytaniu pierwszej części i za chwilę zaczynam kolejną. Zapowiada się interesująco.

A Wy co czytałyście ostatnio, co możecie polecić na zimowe wieczory?

Momenty_11__

  1. Relaksu ciąg dalszy. Ulubiony fotel, koc i książka. Jeszcze w wydaniu papierowym, bo już wkrótce przerzucam się na czytnik. Kindle w pięknym, białym wydaniu to jest to, na co czekam!
  2. Nie jestem mistrzynią wypieków, ale wegańskie ciasto marchewkowe (albo dyniowe,  w obu wariantach przepyszne!) Jadłonomii jest tak proste w wykonaniu, że naprawdę nie trzeba posiadać większych umiejętności, by je zrobić. Choć muszę się przyznać, że mnie udało się dwa razy upiec zakalca 😉 Mimo to nadal w smaku obłędne: bardzo słodkie, aromatyczne i warte zapomnienia o diecie. 🙂
  3. Wieczory zaczęłam umilać sobie także zapachowymi świecami i woskami. Na zdjęciu jeden z moich ulubionych, Fireside Treats, pachnący piankami z ogniska lub po prostu palonym cukrem.
  4. Listopad to również (niestety) chłód, a to oznacza suchą skórę. Przez niemal cały rok nie mam z nią żadnych problemów, aż przychodzą zimowe miesiące i nie ma siły, z szafki wyciągam zachomikowane balsamy i masła. Jest jedno, do którego wracam regularnie i którego zużywam naprawdę dużo. To Body Butter Shea od The Body Shop. Nie tylko rewelacyjnie i długotrwale działa, ale też pachnie niczym ekskluzywne perfumy – zmysłowo i słodko. Obowiązkowy punkt mojej obecnej pielęgnacji ciała!

I na koniec coś ładnego, mianowicie naszyjnik Królewny Śnieżki z Happiness Boutique. Cudo! Będzie idealny do białej koszuli na święta ♥

Happiness Boutique Snow White Statement Necklace
Snow White Statement Necklace

Podzielcie się Waszymi momentami listopada. Wydarzyło się coś szczególnie ważnego w minionym miesiącu? Odkryłyście jakieś fajne miejsca, książki, muzykę lub kosmetyki? 🙂

78 komentarzy

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: