Matowe pomadki Rimmel Lasting Finish Matte by Kate Moss

Mniej więcej od dwóch lat obowiązuje silny trend na matowe usta. Mam czasem wrażenie, że błyszczyki stały się wręcz passé. Producenci kolorówki co chwilę wypuszczają szminki o wykończeniu pozbawionym połysku. Tak zrobiła, na przykład,  marka Rimmel, która po sukcesie kremowych Lasting Finish zdecydowała się stworzyć linię Matte, również sygnowaną nazwiskiem Kate Moss.

 

Tym razem pomadki otrzymały matowe czerwone opakowania. Podobnie jak kremy, posiadają sprawdzoną nakrętkę na klik. Mocnemu plastikowi i solidnemu zamknięciu nie straszne upadki czy noszenie w torebce. Wizualnie jednak nie stanowią dla mnie obiektu zachwytu. Przede wszystkim dlatego, że nie przepadam za kolorem czerwonym, zwłaszcza w połączeniu z czernią. Zdecydowanie bardziej wolę szatę graficzną szminek kremowych. Czerń, mimo, że oklepana, sprawdza się tu lepiej.

Z linii Matte posiadam trzy szminki:
101 – jasny, chłodny róż
102 – ciepły, średni róż
103 – zgaszony, neutralny, średni róż.

 

 

Teoretycznie ich wykończenie powinno być matowe. Moim zdaniem jednak, jest satynowe – coś między matem a kremem. Zaraz po umalowaniu ust pomadka utrzymuje delikatny połysk, który znika dopiero po kilku minutach, gdy kosmetyk zaczyna wysychać. Uważam zatem, że Satin a nie Matte, byłoby lepszą nazwą dla tej serii.

Przyznam, że niedługo po zakupie szminek byłam nieco rozczarowana ich tępą konsystencją. Rozprowadzenie ich po wargach nie było lekkie, wręcz przeciwnie. Sztyft nie sunął płynnie, był jakby przyschnięty. Po kilku tygodniach jednak „wyrobił się”. Formuła pomadki pozostała delikatnie pudrowa, lecz uległa zdecydowanemu zmiękczeniu i jej aplikacja przestała być problematyczna.

Zauważyłam, że gdy mowa o szminkach matowych (satynowych) nierzadko pojawiają się zarzuty dotyczące wysuszania ust, podkreślania skórek i wchodzenia w załamania. Lasting Finish Matte też nie są od tego wolne. Wprawdzie jeśli chodzi o wysuszanie to, moim zdaniem, te pomadki tego nie robią, ale niestety wykazują sporą tendencję do podkreślania skórek już istniejących. Gdy wargom choć trochę brakuje nawilżenia, szminki łatwo to uwydatniają. Jeśli więc często borykacie się z przesuszeniami, wydaje mi się, że nie będziecie zadowolone z tego, jak pomadki zachowują się i wyglądają na ustach. Peeling i odżywczy balsam są w tym przypadku niezbędne.

Swatche na dłoni: od góry do dołu:

Airy Fairy z klasycznej serii Lasting Finish, następnie 101, 102 i 103 z serii Kate.

 

Co jeszcze o Lasting Finish Matte? W porównaniu z kremami posiadają delikatniejszy zapach (super!), ale podobną, 4-godzinną trwałość. Z ust schodzą raczej równomiernie, chyba, że ich kondycja pozostawia wiele do życzenia.Czas na prezentację kolorów na ustach. Od lewej do prawej: 101, 102 i 103. Zdjęcie można powiększyć.

https://i0.wp.com/idaliastyle.pl/wp-content/uploads/2015/05/4a.jpg?w=1000

 

Co sądzicie o matach od Kate? Macie może porównanie z innymi pomadkami o tym wykończeniu?

Matowe pomadki

66 thoughts on “Matowe pomadki Rimmel Lasting Finish Matte by Kate Moss

  1. Muszę poznać ta firme. Kupiłam już lakiery, to teraz pora na inne kosmetyki.

    Kolorki jako szminki nie do konca moje, bo w tej kwestii lubię jednak zlewające się bardziej z ustami. Bardziej stonowane.

    1. Kupiłam 2 z serii rita ora? Hehe sama nie wiem ale na ich miejsce teraz weszła inna seria. Niestety stoją już miesiąc jak nie dłużej, a jeszcze nie wypróbowałam… ale jak coś dam znać 🙂

  2. Uwielbiam. 103 tak męczyłam, że zużyłam do samego końca i pewnie kupię ją ponownie. Do tego mam jeszcze 102 i ubolewam nad ubogą kolorystyką w Polsce.

    1. 103 to też moja faworytka tego zestawienia i, podobnie jak Ty, ubolewam nad tak małą ilością odcieni. Zostaje nam zamawiać online. Czasem na Allegro pojawiają się pojedyncze sztuki kolorów dostępnych poza granicami PL.

  3. Aż łezka zakręciła mi się w oku. Nr 104 z tej serii był moją pierwszą poważną szminką w kosmetyczce – kupiłam ją jeszcze w liceum i pamiętam, jak długo zajęło mi przyzwyczajenie się do takiego (wówczas!) szalonego odcienia noszonego co jakiś czas do szkoły lub na imprezy, Dziś kończę już trzecie opakowanie tego odcienia i chociaż zdecydowanie nie jest to najlepszy odcień mojej kolekcji, trwałość oraz wykończenie (wolę całkowity matt) pozostawiają wiele do życzenia, to sentyment pozostał 🙂 A akurat 104 to kolor, który podbija jedynie kolor moich ust, więc jest idealny w dni 'make-up no make-up".

    1. Mjks, to ja mam podobnie z Airy Fairy. Pierwsza poważna pomadka, potem nosiłam ją na swoim ślubie. Do tej pory jest ważna i zawsze mam w kosmetyczce jeden egzemplarz.:)
      104 oglądałam w drogerii, ale wydała mi się dość ciemna i ze sporą ilością brązu.

  4. Chciałam dorwać 104 na promocji w rossmannie, ale nie było. Nie ma ich na stronie rimmel. Sprawdziłam też w hebe i drogerii natura. Nigdzie nie ma, więc chyba je po prostu wycofali 🙁

  5. Ja z tej serii mam 103 i nie wiem czy to tylko mój egzemplarz, ale na pomadce ciagle coś sie wałkuje i jest to strasznie denerwujące. Poza tym uczucie przy nakładaniu pomadki jest irytujące, mam wrażenie jakbym nakładała coś bardzo pudrowego. To mi sie kompletnie nie podoba i na pewno nie kupie tych pomadek ponownie.

  6. Najbardziej podoba mi się 103, uwielbiam zgaszone róże na ustach i na policzkach 🙂 tych matowych pomadek nie miałam i raczej nie kupię bo muszę zużywać Golden Rose.
    Błyszczyków coraz mniej, to fakt, ale latem może powyjmuje moje zakurzone sztuki i kupię parę dodatkowych kolorków, już nawet się rozglądam za kryjącymi i bez drobinek:-)

    1. Ja także.:) Z takich zgaszonych róży polecam Ci Lily Lolo Sunset – cuudo <3
      A co do błyszczyków to, mimo sympatii do pomadek, nadal są ważnymi kosmetykami w moim codziennym makijażu. Mam kompleks małych ust i uważam, że nic lepiej niż błyszczyki nie da mi złudzenia, że są większe.:)

    2. W takim razie Idalio polecam Ci błyszczyk mentolowy Bourjois Gloss Menthol – baaardzo powiększa usta, efekt tafli wody gwarantowany i lustrzany blask bez drobinek, to mój ukochany błyszczyk. Trochę się klei, ale dzięki temu dłużej się trzyma, jest cudowny i niezastąpiony pod względem uwydatniania ust 🙂 choć uważam, że Twoim ustom absolutnie niczego nie brakuje 🙂
      Lily Lolo Sunset wpisuję na swoją listę 🙂

  7. mam 102, ale jakoś maty do mnie nie przemawiają, poza tym ten kolor już mi się nie podoba, w internecie całkiem spoko wygląda, ale na moich ustach prezentuje się dość tanio.

  8. Bardzo podoba mi się szczególnie numer 1. 🙂 Lubię efekt matowych ust, ale ostatnio mam problemy ze skórą na wargach, więc nawet nie oglądałam w Rossmannie pomadek o wykończeniu matte.

  9. Ja je uwielbiam, mam narazie tylko dwie, teraz na promocję się nie załapałam ale następnym razem jak fundusze pozwolą to napewno będzie więcej!;)
    Ładne odcienie te które masz takie muszę sobie kupić, bo mój ostry róż i krwista czerwień nie nadają się na codzień 😉

  10. nie ma co ukrywać, że te pomadki są świetne.Kolory maja przesliczne! Dodatkowo można je upolować w ciekawej promocji 🙂
    u mnie na blogu pokazywałam numer 110, który zupełnie odbiega od kolorów, które pokazałaś 🙂
    ja osobiście lubie matowe pomadki Mac, Golden Rose, Rimmel. Ostatnim moim matowym nabytkiem są matowe kredki pomadki Astor 🙂

  11. Airy Fairy <3 Jak dla mnie jednak najładniejszy odcień 🙂 nie miałam nigdy pomadki z tej 'matowej' serii, jakoś nigdy nie mogę trafić na ciekawy odcień w rossmannie.

  12. Z tej serii mam 103 i 104, w internetach widziałam 107, która zwróciła moją uwagę, ale chyba nie są dostępne w Polsce 🙁
    Za to 101 i 102 ładnie prezentują się na ustach, a jak na nie patrzyłam w drogerii to nie zachwyciły.

  13. Posiadam 102. Zapach nieszczególnie przypadł mi do gustu niestety. Rzeczywiście jest tak, że nie jest to taki tępy mat, niemniej jednak mimo szczególnej pielęgnacji ust matowe pomadki Rimmel wysuszają mi usta. Sięgam przez to po swoją 102 naprawdę rzadko. Dużo lepiej nosi mi się maty od Golden Rose.

    1. Też miałam 102 i niestety była okropna… Wchodziła w załamania i nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia. Maty z Golden Rose to klasa sama w sobie, czego o Rimmelach nie mogę powiedzieć.

Dodaj komentarz