Weekendowe menu makijażowe - nowości w makijażu
Beauty,  Makijaż,  Nowość

Makijażowe menu weekendowe

Weekend, zwłaszcza niedziela, to jedyny moment w tygodniu, gdy mogę wykonać nieśpieszny makijaż, poprzyglądać się kosmetykom i przetestować nowości, które kupiłam lub dostałam w ramach blogowych współprac. Miniony weekend sprzyjał takiej chwili, a dodatkowo złożył się na nią fakt, że pokończyło się większość kosmetyków, które używałam przez ostatni rok. To idealna okazja, żeby opowiedzieć Wam o kilku świetnie zapowiadających się produktach.

Eveline Contour Sensation 3w1, prasowane trio: róż, bronzer i rozświetlacz, odcień 02 Peach Beige

Lubię kosmetyki kompaktowe. To przede wszystkim oszczędność miejsca w kosmetyczce i odciążenie torebki, gdy chcę zabrać ją ze sobą. Takim jest właśnie trio Contour Sensation, na które składają się trzy produkty: brąz w neutralnym odcieniu z subtelnym złotym pyłkiem (pyłek dojrzałam dopiero po kilku dniach używania i to w pełnym słońcu!), matowy morelowy róż oraz chłodny rozświetlacz w różowej tonacji. W trio podoba mi się dobór kolorów – róż dobrze naśladuje naturalny rumieniec, bronzer ładnie zgrywa się z ciepłą, złotą karnacją, natomiast rozświetlacz odświeża makijaż a całość nadal wygląda naturalnie. Poza tym plusem jest dobra pigmentacja oraz jedwabista, niesucha konsystencja. Do ideału brakuje mi tylko lusterka na klapce. 🙂

Laura Mercier, Candleglow Sheer Perfecting Powder

Jestem ostatnio totalnie zafiksowana na rozświetlającym wykończeniu makijażu. I nie chodzi tu nawet o silny połysk na powiekach czy ustach albo lustrzaną taflę na policzku. Raczej o coś bardzo subtelnego, o coś, co daje ogólny efekt promiennej i wypoczętej skóry. Ten efekt znalazłam w najnowszym, wielofunkcyjnym pudrze Laura Mercier z serii Candleglow. To puder, który posiada rozświetlające wykończenie, efekt rozproszonego, ciepłego światła świec. Stosuje się go na całą twarz w celu utrwalenia makijażu i nadania mu właśnie tego pięknego finiszu. I uprzedzam pytania o podkreślanie porów czy wchodzenie w zmarszczki – to się nie dzieje, dzięki wysokiej miałkości kosmetyku. Puder jest sprasowany na kamień, ale po delikatnym potarciu palcami okazuje się, że w rzeczywistości jest jedwabisty i lekko kremowy. To sprawia, że nie osadza się w zagłębieniach skóry jak typowy puder tylko ładnie z nią stapia. A wielofunkcyjny jest dlatego, że można go używać również na powieki w roli delikatnie połyskującego cienia. I ma lusterko w klapce, na tę chwilę mój pudrowy ideał. 🙂

Lirene, No dark circle, korektor rozświetlający

Jeśli rozświetlenie to pełną parą. Do pudru Candleglow dołącza rozświetlający korektor Lirene – bardzo lekki, półtransparentny, nawilżający i ładnie odbijający światło. Nie zakryje zbyt wiele, ale nie od tego jest. Stosuję go na kryjący kamuflaż Emani HD Concealer, odkrycie ubiegłego roku. Wspólnie tworzą duet, który daje radę nawet po kilku nieprzespanych nocach ząbkującego malucha. Jedyną rzeczą, która jest w nim do poprawy to opakowanie. Z jednej strony gąbeczka – jest delikatna dla skóry, ale może być w dłuższej perspektywie rozwiązaniem mało higienicznym, gdy lubimy dozować prosto z opakowania. Z drugiej miękka tubka, którą przy każdym otwarciu korektora mimowolnie muszę ścisnąć, żeby go odbezpieczyć i w rezultacie z otworu w gąbce wydostaje się sporo kosmetyku. Więcej niż potrzebuję do jednorazowego makijażu. Korek jest nieustannie zalany, co mi osobiście przeszkadza i irytuje.

Lirene, Be Glam, baza rozświetlająca

Teraz powinnam pisać już o trio. 🙂 Nowa baza rozświetlająca Lirene to kosmetyk naprawdę udany. Baza posiada kremowo – żelową konsystencję, jest lekka, bardzo szybko się wchłania, pozostawia uczucia lepkości ani tłustości. Nie jest też typową bazą o wykończeniu silikonowym. Owszem, skóra w dotyku jest gładka i miękka, ale nie jest śliska jak jedwab. Efekt rozświetlenia jest subtelny, ale nie ginie pod podkładem. Dla mnie jednak najważniejszy jest komfort aplikacji kosmetyków kolorowych oraz trwałość, jaką zapewnia im baza. W moim odczuciu cera mniej się przetłuszcza, a podkład, róż i inne stosowane pudry trzymają się lepiej średnio o 2 godziny.

Lirene, Perfect Tone, fluid dopasowujący się do koloru cery

Paczka od Lirene, poza korektorem i bazą, kryła jeszcze jedną perełkę. Dla mnie absolutnie zaskoczenie, mianowicie fluid dopasowujący się do koloru cery Perfect Tone. Fluid, który z miejsca chciałam skreślić ze względu na odrobinę za ciemny (już w opakowaniu) odcień beżu 120 Natural. Na próbce na dłoni też nie zapowiadał koloru odpowiedniego dla mojej jasnej, złotawo – oliwkowej karnacji. Odczarowany został dopiero na twarzy. Nie mam pojęcia, jak to robi, ale po rozsmarowaniu wtapia się w cerę i udaje jej naturalny kolor. Poza tym zapewnia przyzwoite, średnie krycie, dobry poziom nawilżenia oraz ładne, matowe wykończenie. Naprawdę miłe zaskoczenie!

Odkryłyście ostatnio jakiś ciekawy kosmetyk? A może miałyście okazję poznać któryś z powyższych? Chętnie poczytam o Waszych obecnych ulubieńcach w makijażu oraz Waszych ostatnich odkryciach. 🙂

15 komentarzy

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: