Beauty

Lśniący cukiereczek | 230 Rush of Pink, Color Crush, The Body Shop

Po przejrzeniu przegródki z mazidłami do ust podczas ostatnich kosmetycznych porządków stwierdziłam, że różowe szminki stanowią większość wśród moich pomadek. Nie o wszystkich jednak miałam okazję wspomnieć na blogu, a tak się składa, że niektóre z nich, na przykład bohater dzisiejszego posta, na to zasługują. 

Dlaczego uważam, że warto wspomnieć o jednej ze szminek The Body Shop z serii Color Crush? Powodów jest kilka.
Pomadka została umieszczona w przyjemnym dla oka i jednocześnie funkcjonalnym opakowaniu. Przemawia do mnie kolorystyka – w przypadku mojej szminki to intensywnie różowa transparentna zatyczka (Rush of Pink należy do rodziny różów, odpowiednio czerwienie powiadają nakrętki czerwone itd.), połączona ze srebrnym, metalowym dołem. Poza tym na pochwałę zasługuje solidne zamknięcie „na klik”. Pomadka ze względu na projekt zdecydowanie wyróżnia się pośród innych sztyftów, które posiadam. 
Kosmetyk oryginalnie opakowany jest w folię z naklejką, na której widnieje między innymi nazwa i numer szminki. Po wyrzuceniu jej pozostaje nam tylko numerek na spodzie pomadki.

Kolejną zaletą jest konsystencja – fantastycznie kremowa, śliska, sunie z lekkością po wargach. I, co bardzo dla mnie istotne, sztyft nadal trzyma fason. Nie zdarzyło mu się rozpaćkać, jak na przykład Eliksirom Wibo {klik} czy pomadce Celii {klik}.
Szminka posiada subtelny, kwiatowy zapach, którego ja na ustach podczas noszenia nie wyczuwam.
Spośród proponowanych przez The Body Shop odcieni wybrałam dla siebie chłodny róż ze srebrnym pyłkiem odbijającym światło. Kolor całkiem nieźle komponuje się z moją cerą, choć byłby lepszy, gdyby posiadał kroplę czerwieni więcej. 230 Rush of Pink nadaje ustom lekko mokre, lśniące, ale dalekie od tandety wykończenie, gdyż drobinki nie są (na szczęście!) widoczne na ustach.
Formuła Color Crush pozwala stopniować intensywność różu. Jedno pociągnięcie to jedynie lekki połysk bez wyraźnego koloru (efekt jak przy barwionych nawilżających balsamach), dwa – połysk + lekki kolor, trzy i więcej – wargi mocno błyszczą i są różowe jak landrynka. Najczęściej wybieram opcję pierwszą, ponieważ nie lubię zbyt nachalnej barwy na ustach (szczególnie, gdy mowa o jasnym różu).

Pigment rozkłada się na skórze w sposób jednolity i równomiernie też z warg schodzi (bez białej kreski na złączeniu).

Porównanie 230 Rush of Pink z kilkoma szminkami:


Ostatnim powodem, dla którego z przyjemnością sięgam po Rush of Pink są właściwości nawilżające. Kremowa konsystencja sprawdza się nawet wtedy, gdy moje usta są mocno spierzchnięte. Szminka lekko zmiękcza suche skórki niczym odżywczy, barwiony balsam.

Jeśli chodzi o trwałość to muszę stwierdzić, że nie jest ona mocną stroną omawianego kosmetyku. Pomadka zachowuje się jak większość lekkich szminek nawilżających – znika po jednym posiłku. Nie będą z niej zadowolone fanki trwałego makijażu ust.
Pojemność szminki to 3,5 g, cena: 39 zł.

Czy miałyście już okazję wypróbować szminkę z serii Color Crush? Jaka jest Wasza opinia?

P.s. Drogie Kobietki, późne, ale szczere życzenia z okazji naszego dzisiejszego święta 🙂 Mam nadzieję, że byłyście dziś rozpieszczane z każdej strony 🙂

36 komentarzy

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: