Jak pachnie moje lato? Rześko, cytrusowo, ozonowo, morsko. Słodkie i duszne zapachy, które kocham przez resztę roku, odkładam na półkę na rzecz właśnie takich tryskających energią nut. W tej kategorii znajduje się choćby Moschino I Love Love, a od paru tygodni woda perfumowana Yves Rocher z letniej kolekcji, zresztą bliźniaczo podobna do ILL. Zapach jest niezwykle wakacyjny, lekki, ma w sobie nieco słodyczy, ale jest generalne cytrusowo – miętowy. Trwałością nie powala, jednak trzyma się na tyle dobrze, że czuję go delikatnie pod koniec dnia. Do kompletu dokupiłam mgiełkę zapachową, którą spryskuję włosy.

Para pięknych sandałków i stopy w opłakanym stanie? Taki widok chyba każdy z nas zna z codzienności. Szczególnie pięty często wołają o natychmiastowe SPA: namaczanie, ścieranie i nawilżanie. Niestety o stopach przez większość roku zapominamy, stąd potem taki niemiły widok. Ja o swoje staram się dbać regularnie, choć nie ukrywam, że wiosną i latem poświęcam im znacznie więcej czasu niż kiedy indziej. Moje odkrycie ostatnich tygodni to tarka Ewy Schmidt z Rossmanna, która cudownie wygładza skórę stóp. Jest elektryczna i posiada wałek ścierający pokryty prawdziwym korundem. Efekt? Stopy gładkie jak u dziecka. Po ścieraniu pozostaje tylko opłukać skórę i nasmarować kremem silnie odżywczym (najlepiej na noc zapakować nakremowane nogi w skarpetki).

A gdy zadbam już o skórę, przechodzę do jeszcze przyjemniejszej części: pedicure i malowania. Latem na stopach noszę soczyste kolory jak czerwienie, korale, pomarańcze, intensywna zieleń lub błękit. Wybieram je oczywiście z asortymentu Semilac, mojej ulubionej marki hybryd, która w tym momencie przygotowała dla swoich Klientek świetną promocję 4+1 (kupując 5 dowolnych lakierów hybrydowych w tym bazy, topy i lakiery budujące, za najtańszy z nich zapłacimy tylko 1 grosz). To dobry moment, żeby uzupełnić kolekcję o nowe kolory! 

Lato to także dobry moment, żeby zmobilizować się w dbaniu o ciało. Nie tylko wdrożyć na stałe ćwiczenia i odpowiednią dietę, ale też pomyśleć o pielęgnowaniu jej z zewnątrz. Moim codziennym rytuałem od kilku lat jest szczotkowanie skóry ostrą szczotką.

Nowym rytuałem w mojej pielęgnacji jest masaż rękawicą z metalowymi kulkami. Kuleczki masują skórę, pobudzając krążenie i pomagając lepiej wchłaniać się kosmetykom. Do tego chłodzą, co dodatkowo sprawia przyjemność podczas zabiegu.

Rękawicę znajdziecie w Rosmannie, podobnie jak kosmetyki, których możecie używać wspólnie: olejki i kremy ujędrniające.

Ostatni, ale nie mniej ważny: krem samoopalający. Wielokrotnie wspominałam, że unikam słońca i nie opalam się. Namiętnie za to używam wszelkich produktów brązujących. Wybór jest szeroki: od olejków, przez lekkie emulsje, kończąc na piankach i chusteczkach. Ja wypróbowałam mleczko Alterry i mogę je polecić z czystym sumieniem. Szybko się wchłania, nie bieli skóry, praktycznie nie pachnie jak typowy samoopalacz i nadaje skórze, już po jednej aplikacji, jednolite zabrązowienie. Aplikuję je dłonią (nie specjalną rękawicą) zaraz po peelingu. Jego zaletą jest także to, że równomierne znika ze skóry, nie tworząc nieestetycznych placków. Świetny produkt!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *