Inspiracje Makijaż

Gosh – makijaż w rytmie hygge

Najpopularniejsza koncepcja lifestylowa ostatnich miesięcy, hygge, to nie tylko styl życia, jedzenie czy sposób wypoczywania. Marka Gosh postanowiła przyjąć tę filozofię za kierunek w tworzeniu swoich kosmetyków. Produkty mają łączyć w sobie minimalizm z przyjemnością stosowania. Czy tak jest, mogłam przekonać się dzięki kilku wybranym kosmetykom: do twarzy, oczu i ust, które otrzymałam do wypróbowania i podzielenia się z Wami opinią.

A zanim opowiem Wam o makijażu w rytmie hygge, zaznaczę, że z kosmetykami Gosh Copenhagen możecie zapoznać się w drogerii Hebe, która posiada wyłączność na ich dystrybucję.

Kosmetyki Gosh, poza tym, że są hyggelig (norw. przyjemny), mają charakteryzować się wysoką jakością i trwałością, tak by zdać egzamin w niesprzyjających skórze skandynawskich warunkach. Polska pogoda również potrafi płatać figle, co możemy aktualnie odczuć, dlatego produkty tej marki powinny wpisać się w polskie realia doskonale. Jak więc Gosh wypada w praktyce?

Do wypróbowania otrzymałam cztery różne kosmetyki: nawilżająco – wygładzający podkład #Foundation Drops, rozświetlacz w płynie Lumi Drops, pogrubiająco – podkręcający tusz do rzęs Rebel Eyes oraz olejek do ust Lip Oil.

Nawilżająco – wygładzający podkład #Foundation Drops

Podkład #Foundation Drops to przykład płynnego, lekkiego i delikatnego w formule kosmetyku. Nie jest perfumowany i został wzbogacony o olej arganowy oraz Antiderm – składnik, który ma działać kojąco na niedoskonałości cery. Nie bez powodu nosi nazwę podkładu w kropelkach – jest emulsyjny, dlatego aplikacja za pomocą dołączonej pipety to najlepsze z możliwych rozwiązań. Jest higieniczne, precyzyjne i przede wszystkim bardzo wygodne.

Muszę przyznać, że nakładanie #Foundation Drops należy do przyjemnych przede wszystkim za sprawą nawilżającej i jednocześnie delikatnie pudrowej konsystencji, która wtapia się w skórę jak krem. Najlepiej wygląda aplikowany wilgotną gąbeczką do makijażu lub pędzlem typu flat top. Obie opcje pozwalają stopniować krycie, które przy jednej warstwie i tak potrafi już zaskoczyć. Wspominałam Wam, że czas zarówno mojej pierwszej jak i drugiej ciąży to moment nawrotu przebarwień. Nawet nie wiecie, jak bardzo byłam zaskoczona, że #Foundation Drops bardzo przyzwoicie poradził sobie z zatuszowaniem plamek na czole i policzkach, bez dodatkowej pomocy baz korygujących czy kamuflażu. Widać to zresztą na zdjęciu w pełnym makijażu – plamki są praktycznie niewidoczne, a na twarzy, w miejscach przebarwień, mam jego dwie cieniutkie warstwy nałożone gąbeczką.

Słowo jeszcze o wykończeniu, trwałości i kolorze. Podkład pozostawia ciekawy efekt – cera wygląda świeżo, promiennie, ale pozbawiona jest nadmiernego błysku lub wręcz przeciwnie – pudrowości. Nazwałabym to satynowym blaskiem. Podkład w przypadku cery mieszanej i tłustej warto utrwalić w problematycznych miejscach, jak czoło, nos i broda, sypkim pudrem. Jego trwałość wypróbowałam ostatnio w prawie 30 stopniowym upale i pierwsze poprawki musiałam wykonać po około 3 godzinach przy nosie i na brodzie, tam gdzie zazwyczaj najszybciej się ściera. W czasie średnich temperaturach spokojnie wytrzymuje w nienaruszonym stanie co najmniej 5 godzin. Całkiem niezły wynik, jak na tak lekki podkład. Natomiast jeśli chodzi o odcień, posiadam podkład w wersji 002 Ivory. To jasny, lekko żółtawy beż, który nie odcina się od koloru mojej szyi oraz po aplikacji nie ciemnieje. Podkład dostępny jest w 5 odcieniach.

I na koniec ciekawostka: #Foundation Drops otrzymał w minionym roku nagrodę Danish Beauty Award dla najlepszego kosmetyku do makijażu.

Rozświetlacz w płynie Lumi Drops

Drugim kosmetykiem do twarzy, choć nie tylko, bo można stosować go także do powiek czy do ciała, jest płynny rozświetlacz Lumi Drops. Wyróżnia go lekkość oraz średnia pigmentacja, które zapewniają równomierną taflę i brak smug. Efekt jaki daje, a posiadam szampański odcień 002 Vanilla, wygląda bardzo naturalnie i subtelnie. Trudno nim przesadzić (to nie jest pozycja dla fanek szałowego, srebrzystego błysku), dlatego uważam, że to idealny kandydat na rozświetlacz dzienny, do pracy czy szkoły. Nadaje cerze efekt skóry zdrowej, wypoczętej i wyspanej. Z powodzeniem służy jako baza pod fluid oraz łączy się z podkładem, kremem do twarzy lub nawet balsamem. Mnie zachwyca aplikowany jako cień na powiece, jako baza pod matowy podkład lub na dekolcie. Policzek czy łuk brwiowy muśnięte Lumi Drops nadają twarzy promiennego wyglądu i podkręcają świeży efekt makijażu. Tego typu rozświetlacz przekonuje mnie bardziej niż niektóre sypkie czy w kamieniu, ponieważ pozostawia bardziej naturalne i „mokre” wykończenie.

Gosh przygotował trzy odcienie Lumi Drops – 002 Vanilla, 004 Peach 0raz 006 Bronze. O ile pierwszy jest typowym rozświetlaczem, o tyle dwa pozostałe można stosować jako rozświetlający róż lub bronzer. W moim odczuciu to must have letniej kosmetyczki.

Pogrubiająco – podkręcający tusz do rzęs Rebel Eyes

W kategorii kosmetyków do oczu miałam okazję poznać tusz Rebel Eyes, którego zadaniem jest pogrubienie oraz podkręcenie rzęs. Maskara posiada mój ulubiony typ aplikatora – wąską, silikonową szczoteczkę zakończoną haczykami, unoszącymi włoski. Idealnie wpasowuje się w potrzeby moich całkiem długich, ale niezbyt gęstych rzęs. Dobrze je rozdziela, zwiększa ich objętość i przede wszystkim odpowiednio pogrubia, bez śladu sklejania. Na zdjęciach posiadam jedną warstwę. Efekt, jaki daje jest sporym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę, że tusz nadal należy do tych świeżych i kremowych. Nie potrzebował czasu, by zgęstnieć i dopiero wtedy nadać włoskom odpowiednie pogrubienie. Jeśli chodzi o obiecywane podkręcenie – tak, lekko unosi rzęsy, choć wiadomo, że nie jest to efekt przypominający skutek użycia zalotki. Niemniej mnie zadowala i jest w sam raz do codziennego makijażu.

W przypadku maskar na równi z efektem ważna jest dla mnie trwałość – czy się rozmazuje, czy szybko zasycha na rzęsach, czy kruszy się i odbija oraz łatwość zmycia podczas wieczornego demakijażu. Jeśli chodzi o to pierwsze to na pewno nie zauważyłam kruszenia się i odbijania. Po zaschnięciu na rzęsach z tuszem nic się nie dzieje. Nie straszne mu było też lekkie łzawienie oczu od słońca, nie rozmazał się. Natomiast, jeśli chodzi o demakijaż – lepiej mieć przy sobie płyn dwufazowy, bo to twardy zawodnik, który szybko rzęs opuścić nie chce.

Olejek do ust Lip Oil

Na koniec zostawiłam sobie smakowity kąsek w postaci błyszczyka w formie żelowego olejku. Nie wiem, jak Wy, ale mam sentyment do tego typu produktów do ust. Pewnie dlatego, że błyszczykami w kulce malowałam się przez co najmniej pół podstawówki. 🙂 Ten jednak tylko z pozoru przypomina wspomniane kulki. Po pierwsze nie jest tak tłusty, nie wypływa za kontur warg, faktycznie nawilża i smakuje o niebo lepiej.

Lip Oil Gosh posiada formułę żelową, co znaczy, że dobrze trzyma się ust, jest przyjemnie śliski i nie lepi się, jak typowe olejki. Został wzbogacony o olej z rokitnika, olej arganowy, olej macadamia, olej moringa oraz tajemniczo brzmiący składnik – Cosphaderm® MultiMEG. To ekstrakt z kory z drzewa Magnolii, który ma działać antybakteryjnie i przeciwstarzeniowo.

Plusem błyszczyka, poza bardzo udaną formułą, jest płaski, lekko włochaty aplikator oraz niemalże całkowity brak zapachu i smaku. Efekt, jaki daje jest kwintesencją naturalnego połysku. Mój odcień 004 Raspberry jedynie subtelnie podkreśla malinową czerwień ust. Do wyboru są jeszcze trzy inne warianty: bezbarwny Clear, morelowy Sea Buckthorn i różany Rose.

Chciałabym napisać, że Gosh mile mnie zaskoczył jakością kosmetyków, ale tak nie jest. Nie jest, ponieważ to nie pierwsze nasze spotkanie, a kolejne. Cieszę się, że potwierdziły się moje dotychczasowe doświadczenia z kosmetykami tej marki i mogę napisać Wam o nich głównie w samych pozytywach. Marka trzyma wysoki poziom, wpisuje się w odpowiednie potrzeby skóry czy oczekiwania pod kątem makijażu. Na uwagę i pochwałę zasługuje także fakt, iż nadal pozostaje marką nietestującą swoich produktów na zwierzętach.

Jestem ciekawa, jakie są Wasze odczucia względem kosmetyków Gosh? Czy trafiłyście na perełki pośród produktów tej duńskiej marki? Co o nich sądzicie? 🙂

Wpisy, które mogą Ci się podobać

19 komentarzy

  • Odpowiedz Ola 29 sierpnia 2017 o 13:28

    Mi rowiez makijaż bardzo się podoba. Jest delikatny, podkreśla urodę i jest to miłe urozmaicenie. Aktualnie większośc makijaży prezentowanych na tutorialach kosmetycznych jest moim zdaniem zbyt przesadzonych, Zamiast podkreślać piękno kobiety dodaje lat….
    Bardzo podobny makijaż sama nosze na co dzień 🙂

  • Odpowiedz Tomasz K. 14 lipca 2017 o 12:34

    Przepiękny makijaż. Delikatny, uwodzicielski. Chciałbym, by więcej kobiet się tak malowało 🙂

  • Odpowiedz Marta 13 lipca 2017 o 11:47

    Piękny makijaż, w takiej kolorystyce czuję się najlepiej 🙂
    Marzy mi się ten podkład, słyszałam o nim wiele dobrego

    • Odpowiedz Magda • IdaliaStyle.pl 18 lipca 2017 o 18:56

      Marta, dziękuję, ja także w takiej odsłonie czuję się najlepiej. Lekko, makijaż podkreśla to, co trzeba. 🙂
      A podkład polecam, jeśli lubisz delikatne konsystencje i bardzo przyzwoitą, jak na tak płynną formułę, trwałość.

  • Odpowiedz Cosmetics Freak 11 lipca 2017 o 21:42

    Oj sto lat nie miałam nic z Gosha.. Ale podkład brzmi kusząco 😀

  • Odpowiedz Agulek 11 lipca 2017 o 19:47

    A ja kupiłam z pół roku temu pomadkę Gosh, którą kiedyś pokazywałaś na blogu i to jedna z moich ulubionych na lato. Koralowa, bardzo kremowa, naprawdę fajna. Jeśli inne kosmetyki są równie dobre to chętnie się nimi zainteresuję 🙂 P.S. ślicznie tu wyglądasz 🙂

    • Odpowiedz Magda • IdaliaStyle.pl 18 lipca 2017 o 18:57

      Agulek, dziękuję! 🙂 Również za przypomnienie o pomadce, podlinkowałam ją, gdyby ktoś chciał poczytać. Piękny kolor, świetnie ją wspominam.

  • Odpowiedz Pola 11 lipca 2017 o 16:22

    A ja mam puder matujący z Gosha i sobie chwalę.
    Śliczne zdjęcia ❤

  • Odpowiedz Emi 11 lipca 2017 o 16:18

    Madziu, pięknie wyglądasz! W makijażu użyłaś tylko goshowych kosmetyków? A co masz na powiekach?

    • Odpowiedz Magda • IdaliaStyle.pl 18 lipca 2017 o 19:00

      Emi, dziękuję. :*
      Głównie goshowych. Poza tymi z wpisu mam na oczach złoty i brązowy cień z paletki Maybelline The Blushed Nudes i odrobinę różu Annabelle Minerals Nude.

  • Odpowiedz KARINA 11 lipca 2017 o 14:29

    A mnie spodobał się rozświetlacz, bo ich nigdy w mojej kosmetyczce dość, mam już chyba z 20 😀 Prym wiedzie nadal Mary Lou, ale chętnie spróbowałam jakiś w płynie, zwłaszcza jeśli daje stonowany efekt (moje rozświetlacze to raczej takie z mocną taflą połysku). P.S. Piękne zdjęcia!
    Pozdrawiam cieplutko, Kari

    • Odpowiedz Magda • IdaliaStyle.pl 18 lipca 2017 o 19:02

      Karina, moja Mary niestety stłukła się, ale mam pięknego następcę. Rozświetlacz Gosh daje nieco delikatniejszy efekt, ale na co dzień właśnie takiego oczekuję, więc używam z przyjemnością.
      Dziękuję. 🙂

  • Odpowiedz Marta 11 lipca 2017 o 14:24

    Kochana, wyglądasz kwitnąco ❤
    Ja też Gosh już miałam okazję poznać, to bardzo dobra marka, szkoda, że tak mało znana w Polsce. Ja jesten fanką ich kryjącego podkładu i powiem Ci, że chyba rozejrzę się za tym lżejszym, jeśli tak ładnie kryje.

  • Odpowiedz Blanka 11 lipca 2017 o 14:14

    Kosmetyki wyglądają pięknie, bardzo lubię taki minimalistyczny styl opakowań. Najbardziej kusi mnie z opisu olejek do ust i rozświetlacz Lumi Drops – skuszę się na nie w wakacje 😉 No i informacja że nie testują produktów na zwierzetach bardzo mnie cieszy! 🙂

    • Odpowiedz Magda • IdaliaStyle.pl 18 lipca 2017 o 19:05

      Blanka, mnie także cieszy, że z dobrą jakością i ciekawą filozofią ramię w ramię stoi etyka. Wielkie koncerny kosmetyczne powinny brać przykład.

    Dodaj komentarz

    %d bloggers like this: