Beauty

Co nowego? :)

Daaawno nie było takiego chwalipięckiego posta, więc dobrze jest nadrobić zaległości 😉 A tak serio to poza samą prezentacją tego, co ostatnio zasiliło kosmetyczkę, pojawią się swatche oraz mini recenzje poszczególnych produktów, których używam od kilku tygodni. Będzie przede wszystkim kolorowo, bo pielęgnacji wpadło stosunkowo niewiele. Nie przedłużając, zapraszam na przegląd nowości z ostatnich… yyyyy…czterech miesięcy! 🙂

Jakiś czas temu urządziłam czystki w kuferku lakierowym i wyrzuciłam lub oddałam większą część zbiorku. W świat poleciały kolory, które albo nie podobały mi się albo które jakościowo znacznie odstawały od ulubionych Essie czy Sally Hansen Complete Salon Manicure.

Selekcja była ostra, bo pod uwagę brałam trzy warunki: świetną trwałość, dobrą pigmentację i wygodną aplikację. Po usunięciu ze stada słabych osobników 😉 w kuferku pojawiło się sporo miejsca na nowe odcienie. Ponieważ mam ogromną słabość do essiaków z tygodnia na tydzień gromadka zwiększała się o kolejne sztuki, aż z wishlisty mogłam skreślić 9 lakierów 🙂

Kolory od lewej do prawej: 
róże
  • Foot Loose – ciemna, kremowa fuksja, bardzo podobna do Big Spender [recenzja], 
  • Peach Daiquiri – kremowy, soczysty arbuzowy róż [recenzja],
  • Guilty Pleasures – żelek w odcieniu truskawkowego różu, słabo (jak na Essie) napigmentowany, potrzebuje trzech warstw, 

nudziaki
  • Spaghetti Strap – półtransparentny, blady róż, nie smuży, dobry do frencz manicure,
  • Mademoiselle – transparentny beż, efekt zadbanych paznokci,
  • Topless & Barefoot – kremowy beż, dobra jak na nudziaki pigmentacja, nie smuży, wystarczają dwie warstwy, 

chłodne kolory
  • Find Me An Oasis – blady, kremowy błękit, wymaga trzech warstw dla bardzo dobrego krycia (lub dwóch grubszych),
  • Fashion Playground – pistacjowy krem z dodatkiem srebrnego shimmeru (na paznokciach ledwo widoczny, w stylu Bikini So Teeny [recenzja]),
  • Under The Twilight – kremowy granat, dobrze kryje przy dwóch warstwach.

Wishlista lakierowa skróciła się znacząco i co jest fajne, nic nowego na razie dopisywać nie zamierzam. Ostatnio pojawiające się kolekcje Essie, np. neonowa, kompletnie mnie nie ruszają. I to nie tylko ze względu na kolory, lecz także z powodu słabej jakości (smużenie, słaba pigmentacja). Jeśli na coś się skuszę to ewentualnie na powiększenie gromadki żelowych lakierów Models Own HyperGel o mocnym połysku i bardzo dobrym nasyceniu kolorów. Posiadam dwa (blady fiolet Lilac Sheen, jasny róż Pin Veneer), rozważam dokupienie jeszcze jednego.

Poza lakierami kolorowymi uzupełniłam paznokciową pielęgnację o bazę Essie Grow Stronger. Co o niej sądzę? Jest ok, ale niczego nie urywa 😉 Szybko wysycha, lakiery (nie tylko tej samej marki) rozkładają się na niej bardzo ładnie. Nie jestem pewna czy działa jakoś wyjątkowo na paznokcie (ma nawilżać) oraz czy przedłuża szczególnie trwałość koloru. Wykończę ją i kolejny raz kupię inną, żeby mój porównać działanie.
Essie Good To Go całkowicie zgluciał, dlatego stanęłam przed koniecznością rozejrzenia się za nowym utwardzaczem. Wybór padł na nieco mniej popularny od Seche Vite czy GTG lakier nawierzchniowy Fast Drying Top Coat od Poshe. Jest odrobinę bardziej gęsty niż jego poprzednik, nie ściąga koloru, w ekspresowym tempie wysusza, utwardza i na niemal tydzień nabłyszcza. Mam nadzieję, że nie rozczaruje mnie w najbliższym czasie.
Ostatnim kosmetykiem wspomagającym mój paznokciowy rytuał [post o tym, jak krok po kroku dbam o paznokcie] jest odtłuszczacz do paznokci Sensique [recenzja] w nowej szacie, niezastąpiony, gdy używamy zmywaczy z dodatkiem olejków.

Czas na resztę kolorówki. Na pierwszy ogień cera.

Rok temu bardzo służył mi lekki, pielęgnujący, nawilżający podkład Lavery [recenzja] i w tym postanowiłam do niego powrócić. Jego cena jest stosunkowo wysoka (50-60 zł), dlatego polowałam na korzystną ofertę. Okazja nadarzyła się za sprawą współpracy z serwisem, który notabene polecam łowczyniom rabatów, Kupon.pl i kosmetyk wylądował w koszyku ze sporą zniżką (ok. 40 zł z przesyłką). Takie zakupy to ja lubię! 🙂
W czasie promocji w Rossmannie (wiem, odgrzewany kotlet ;)) skusiłam się na drobne i jednocześnie mocno przemyślane zakupy. Kupiłam między innymi korektor, który od dawna chodził mi po głowie, mianowicie Bourjois Healthy Mix w odcieniu 51 (jasny, w złotej tonacji). Jakie wywarł na mnie wrażenie? Początkowo bardzo pozytywne, lecz z tygodnia na tydzień jego działanie przestało mnie zadowalać, ponieważ zaczął mocno przesuszać moją cerę. Koszmarnie wygląda to przede wszystkim pod oczami (a przecież jest na tę okolicę dedykowany!), nie lepiej na twarzy. Może to ja trafiłam na felerny egzemplarz? Odnoszę takie wrażenie po przeczytaniu wielu peanów na jego temat. Jednym słowem – rozczarowanko.
Kolejny zawód to kosmetyk marki, która ma u mnie dużego plusa za jakość wypuszczanych produktów (nadal, mimo tego, co za chwilę napiszę). Zoeva i jej mineralny rozświetlacz okazał się nie do końca tym, czego po Mineral Highlighter w odcieniu Summer Light oczekiwałam. Gdzie to światło? Gdzie połysk? Gdzie rozświetlenie? W mojej ocenie puder ten nie dorasta do pięt pięknej tafli znanej chociażby z Mary – Lou Manizer theBalm [recenzja]. Po nałożeniu niemal całkowicie wtapia się w skórę (słaba pigmentacja i dość sucha konsystencja) i gdybym nie wyszła na mocne słońce to nie zauważyłabym tego półtransparentnego błysku na policzku. Co najwyżej może być to lekki puder rozjaśniający o satynowym wykończeniu (znacznie delikatniejszym niż i tak subtelny Star Dust Lily Lolo [recenzja]), który na zasadzie kontrastu będzie współgrał z bronzerem w konturowaniu twarzy. Być może to kwestia poziomu jasności mojej cery, być może sprawdziłby się u osób z ciemniejszą skórą? Sama nie wiem, co producent miał na myśli wypuszczając Summer Light.

No dobra, koniec tych narzekań. Czas na oczy i kilka zasłużonych pochwał 🙂

Cieni w toaletce mam sporo, ale tylko niektóre z nich są warte tego, by kupić je ponownie. Jednym z nich jest mój absolutny hit od Maybelline – Color Tattoo w odcieniu 35 On and On Bronze. Nie raz, nie dwa pisałam o nim na blogu. Wylądował w ulubieńcach miesięcy, a także poprzedniego roku. To drugie opakowanie i przeczuwam, że nie ostatnie. Gdybym miała wybrać jeden cień, którym mogłabym malować oczy do końca życia byłby to właśnie ten cień.
Kosmetyki do oczu zasiliły kolejne dwa cienie, ostatnie już, bo więcej nie planuję, Infaillible L’Oreal. Ciężko określić ich konsystencję jednym słowem. Mnie przychodzi do głowy prasowany pigment o lekko mokrej formule. Tym razem postawiłam na neutralny róż z odrobiną złota 004 Forever Pink oraz chłodny beż 002 Hourglass Beige. Na bazie są bardzo trwałe, przyjemnie się je aplikuje (ale trzeba chwili, by opakować ich sypko – mokrą postać) i miło też na nie patrzy. Oko z nimi na powiece wygląda na rozświetlone i wyspane. Polujcie na nie w Rossmannie (ostatnio widziałam je z „ceną na do widzenia” – czyżby zostały wycofywane?) lub na aukcjach internetowych (i w sklepach online), gdzie są dostępne za 7-10 zł (regularna to 40 zł za sztukę).
Co jeszcze? Z wishlisty wiosennej wykreśliłam bazę pod cienie Eye Primer Zoeva. Czytałam, że jest dobra i taka też okazała się w praktyce. Utrzymuje kolor na moich tłustych i opadających powiekach w bardzo dobrym stanie przez minimum 8 godzin (np. wspomniane Color Tattoo, Inaillible, Yves Rocher, Sleek czy Lily Lolo), posiada przyjemną kremową konsystencję i całkiem nieźle podbija barwę cieni. Nie mam jej na tę chwilę nic do zarzucenia.
Ostatnim kosmetykiem okołoocznym jest bezbarwna maskara Essence, która u mnie służy jako utrwalacz makijażu brwi. To tanie (i szybsze od spryskiwania szczoteczki od tuszu lakierem do włosów ;)) rozwiązanie, gdy włoski wykazują tendencję do czochrania się 😉


Kolorówkę zamykają produkty do ust.
O kosmetykach NYX naczytałam się sporo dobrego, szczególnie w kontekście pomadek. Chcąc sprawdzić, ile w internetowych opiniach prawdy, zrobiłam sobie urodzinowy prezent i zamówiłam The „it” List The Pinks, czyli zestaw różowych mazideł. W jego skład wchodzi:

  • Butter Gloss Éclair – błyszczyko – pomadka w odcieniu chodnego różu, przyjemna w noszeniu, lekko nawilża,
  • Mega Shine Lip Gloss Beige – błyszczyk w odcieniu neutralnego różu (nie sugerujcie się nazwą, koło beżu nawet nie stał ;)))
  • Pump It Up Lip Plumper Pamela – czyżby nazwa na cześć napompowanych ust ratowniczki ze Słonecznego Patrolu? 😉 Jeśli tak to bardzo trafna, bo wargi po umalowaniu wyglądają bardzo soczyście, są optycznie powiększone. Pamela to całkowicie transparentny błyszczyk, bez drobinek, o lekko mentolowym smaku i zapachu (a i dodam, że mrowi!).
  • Soft Matte Lip Cream Istanbul – matowa pomadka o konsystencji aksamitnego kremu w odcieniu ciepłego różu. Całkiem ładnie znika z ust, choć muszę przyznać, że lekko podkreśla skórki (ale to mat, więc do nich trzeba mieć zadbane usta).
  • Xtreme Shine Lip Cream Nude Peach Fuzz – nabłyszczająca różowo – koralowa pomadka w kremie.
Najbardziej spodobała mi się pozycja pierwsza i ostatnia, ale więcej na ich temat napiszę w osobnej recenzji. Dodam, że w sprzedaży jest także zestaw w wersji Natural (nudziaki). Możliwe, że wkrótce zapoznam się z nim bliżej 🙂

Poza zestawem NYX do kosmetyczki wpadły dwa inne kosmetyki naustne, mianowicie pomadka w płynie Rouge Shine Caresse L’Oreal 102 Romy i różowy balsam z serii Moisture Plus Carmex.
O ile pierwszy bardzo przypadł mi do gustu – szminka ma wygodny aplikator, jest trwała i posiada ładny odcień różu (mimo, że lekko ciemnieje po aplikacji) – to drugi jest mocno średni. W opakowaniu pachnie wanilią, a na ustach wyczuwam już mieszankę słodyczy i mentolu. Nie wiem czy carmexowy zapach mi się przejadł czy to specyfika tego konkretnego balsamu. W każdym razie nie mogę go ostatnio znieść i najchętniej wrzuciłabym go na dno szuflady. Druga sprawa – uważam, że nie nawilża ani trochę, a wręcz przeciwnie, pogarsza kondycję ust. Skórki są uwydatnione (również przez dodany pigment) i wcale nie znikają po kilku dniach stosowania kosmetyku. Uważam ten zakup za nieudany. A dodam, że klasyczny Carmex (oraz wersje truskawkowa i wiśniowa) sprawdziły się u mnie bardzo dobrze.

Ok, czas na pielęgnację. Jak już wspomniałam na początku posta, tu sięgam głównie po sprawdzone produkty, rzadziej eksperymentuję. Kolejny raz w koszyku doz.pl wylądował olejek z drzewa herbacianego, który, moim zdaniem, powinna mieć zawsze przy sobie osoba z cerą problematyczną. O licznych zaletach olejku pisałam w tym poście.
Znajomość kontynuuję także ze świetnie działającym, odżywczym serum Yves Rocher Elixir 7.9 [recenzja] oraz kremem przeciwzmarszczkowym pod oczy z serii Riche [recenzja]. W recenzjach znajdziecie moją opinię, dlatego nie będę się rozpisywać w tym poście.
Moje doświadczenia z Laverą nie ograniczają się jedynie do nawilżającego podkładu Natural Liquid Foundation. Rok temu miałam okazję do zapoznania się z kremami, m.in. z organicznym tonującym z wyciągiem z aloesu i karotenem. Jak na marchewkowy przystało jest lekko pomarańczowy, a dokładnie w kolorze zmiksowanej dyni 🙂 Mogłoby się wydawać, że nie jest odpowiednią opcją pod makijaż, ale niewielka ilość naprawdę wtapia się w cerę, lekko ją przyciemniając. Dlatego też znalazł się pośród zakupów właśnie letnich, gdy używam ciemniejszego podkładu (Fairest mieszam z Light), całkowicie kryjącego Laverę. Krem pozostawia skórę miękką, nawilżona a poza tym łagodzi lekkie problemy z cerą.

Do eksperymentów zaliczam spotkanie z błotem z Morza Martwego, o którym czytałam na blogach wiele dobrego. Przekonała mnie obietnica działania (m.in. oczyszczanie, ujędrnianie, nawilżanie), naturalny skład bez zbędnych dodatków, uniwersalne zastosowanie, ogromne opakowanie (pół kg!), proporcjonalnie do wagi niska cena (18 zł) i dostępność od ręki w Rossmannie. Użyłam błotka kilka razy (na twarz, ciało, włosy) i muszę przyznać, że jego działanie jest identyczne jak mojej ulubionej glinki marokańskiej rhassoul (ghassoul). Na stałe wchodzi do obowiązkowych kosmetyków pielęgnujących!

Jestem ciekawa, czy wśród wymienionych produktów znalazłyście coś, co znacie i lubicie? 🙂 A może czymś szczególnie Was zainteresowałam? 

Podzielcie się opinią na temat bohaterów dzisiejszego posta 🙂
Ps. udanego weekendu!

61 komentarzy

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: