Co nowego? :)

Daaawno nie było takiego chwalipięckiego posta, więc dobrze jest nadrobić zaległości 😉 A tak serio to poza samą prezentacją tego, co ostatnio zasiliło kosmetyczkę, pojawią się swatche oraz mini recenzje poszczególnych produktów, których używam od kilku tygodni. Będzie przede wszystkim kolorowo, bo pielęgnacji wpadło stosunkowo niewiele. Nie przedłużając, zapraszam na przegląd nowości z ostatnich… yyyyy…czterech miesięcy! 🙂

Jakiś czas temu urządziłam czystki w kuferku lakierowym i wyrzuciłam lub oddałam większą część zbiorku. W świat poleciały kolory, które albo nie podobały mi się albo które jakościowo znacznie odstawały od ulubionych Essie czy Sally Hansen Complete Salon Manicure.

Selekcja była ostra, bo pod uwagę brałam trzy warunki: świetną trwałość, dobrą pigmentację i wygodną aplikację. Po usunięciu ze stada słabych osobników 😉 w kuferku pojawiło się sporo miejsca na nowe odcienie. Ponieważ mam ogromną słabość do essiaków z tygodnia na tydzień gromadka zwiększała się o kolejne sztuki, aż z wishlisty mogłam skreślić 9 lakierów 🙂

Kolory od lewej do prawej: 
róże
  • Foot Loose – ciemna, kremowa fuksja, bardzo podobna do Big Spender [recenzja], 
  • Peach Daiquiri – kremowy, soczysty arbuzowy róż [recenzja],
  • Guilty Pleasures – żelek w odcieniu truskawkowego różu, słabo (jak na Essie) napigmentowany, potrzebuje trzech warstw, 

nudziaki
  • Spaghetti Strap – półtransparentny, blady róż, nie smuży, dobry do frencz manicure,
  • Mademoiselle – transparentny beż, efekt zadbanych paznokci,
  • Topless & Barefoot – kremowy beż, dobra jak na nudziaki pigmentacja, nie smuży, wystarczają dwie warstwy, 

chłodne kolory
  • Find Me An Oasis – blady, kremowy błękit, wymaga trzech warstw dla bardzo dobrego krycia (lub dwóch grubszych),
  • Fashion Playground – pistacjowy krem z dodatkiem srebrnego shimmeru (na paznokciach ledwo widoczny, w stylu Bikini So Teeny [recenzja]),
  • Under The Twilight – kremowy granat, dobrze kryje przy dwóch warstwach.

Wishlista lakierowa skróciła się znacząco i co jest fajne, nic nowego na razie dopisywać nie zamierzam. Ostatnio pojawiające się kolekcje Essie, np. neonowa, kompletnie mnie nie ruszają. I to nie tylko ze względu na kolory, lecz także z powodu słabej jakości (smużenie, słaba pigmentacja). Jeśli na coś się skuszę to ewentualnie na powiększenie gromadki żelowych lakierów Models Own HyperGel o mocnym połysku i bardzo dobrym nasyceniu kolorów. Posiadam dwa (blady fiolet Lilac Sheen, jasny róż Pin Veneer), rozważam dokupienie jeszcze jednego.

Poza lakierami kolorowymi uzupełniłam paznokciową pielęgnację o bazę Essie Grow Stronger. Co o niej sądzę? Jest ok, ale niczego nie urywa 😉 Szybko wysycha, lakiery (nie tylko tej samej marki) rozkładają się na niej bardzo ładnie. Nie jestem pewna czy działa jakoś wyjątkowo na paznokcie (ma nawilżać) oraz czy przedłuża szczególnie trwałość koloru. Wykończę ją i kolejny raz kupię inną, żeby mój porównać działanie.
Essie Good To Go całkowicie zgluciał, dlatego stanęłam przed koniecznością rozejrzenia się za nowym utwardzaczem. Wybór padł na nieco mniej popularny od Seche Vite czy GTG lakier nawierzchniowy Fast Drying Top Coat od Poshe. Jest odrobinę bardziej gęsty niż jego poprzednik, nie ściąga koloru, w ekspresowym tempie wysusza, utwardza i na niemal tydzień nabłyszcza. Mam nadzieję, że nie rozczaruje mnie w najbliższym czasie.
Ostatnim kosmetykiem wspomagającym mój paznokciowy rytuał [post o tym, jak krok po kroku dbam o paznokcie] jest odtłuszczacz do paznokci Sensique [recenzja] w nowej szacie, niezastąpiony, gdy używamy zmywaczy z dodatkiem olejków.

Czas na resztę kolorówki. Na pierwszy ogień cera.

Rok temu bardzo służył mi lekki, pielęgnujący, nawilżający podkład Lavery [recenzja] i w tym postanowiłam do niego powrócić. Jego cena jest stosunkowo wysoka (50-60 zł), dlatego polowałam na korzystną ofertę. Okazja nadarzyła się za sprawą współpracy z serwisem, który notabene polecam łowczyniom rabatów, Kupon.pl i kosmetyk wylądował w koszyku ze sporą zniżką (ok. 40 zł z przesyłką). Takie zakupy to ja lubię! 🙂
W czasie promocji w Rossmannie (wiem, odgrzewany kotlet ;)) skusiłam się na drobne i jednocześnie mocno przemyślane zakupy. Kupiłam między innymi korektor, który od dawna chodził mi po głowie, mianowicie Bourjois Healthy Mix w odcieniu 51 (jasny, w złotej tonacji). Jakie wywarł na mnie wrażenie? Początkowo bardzo pozytywne, lecz z tygodnia na tydzień jego działanie przestało mnie zadowalać, ponieważ zaczął mocno przesuszać moją cerę. Koszmarnie wygląda to przede wszystkim pod oczami (a przecież jest na tę okolicę dedykowany!), nie lepiej na twarzy. Może to ja trafiłam na felerny egzemplarz? Odnoszę takie wrażenie po przeczytaniu wielu peanów na jego temat. Jednym słowem – rozczarowanko.
Kolejny zawód to kosmetyk marki, która ma u mnie dużego plusa za jakość wypuszczanych produktów (nadal, mimo tego, co za chwilę napiszę). Zoeva i jej mineralny rozświetlacz okazał się nie do końca tym, czego po Mineral Highlighter w odcieniu Summer Light oczekiwałam. Gdzie to światło? Gdzie połysk? Gdzie rozświetlenie? W mojej ocenie puder ten nie dorasta do pięt pięknej tafli znanej chociażby z Mary – Lou Manizer theBalm [recenzja]. Po nałożeniu niemal całkowicie wtapia się w skórę (słaba pigmentacja i dość sucha konsystencja) i gdybym nie wyszła na mocne słońce to nie zauważyłabym tego półtransparentnego błysku na policzku. Co najwyżej może być to lekki puder rozjaśniający o satynowym wykończeniu (znacznie delikatniejszym niż i tak subtelny Star Dust Lily Lolo [recenzja]), który na zasadzie kontrastu będzie współgrał z bronzerem w konturowaniu twarzy. Być może to kwestia poziomu jasności mojej cery, być może sprawdziłby się u osób z ciemniejszą skórą? Sama nie wiem, co producent miał na myśli wypuszczając Summer Light.

No dobra, koniec tych narzekań. Czas na oczy i kilka zasłużonych pochwał 🙂

Cieni w toaletce mam sporo, ale tylko niektóre z nich są warte tego, by kupić je ponownie. Jednym z nich jest mój absolutny hit od Maybelline – Color Tattoo w odcieniu 35 On and On Bronze. Nie raz, nie dwa pisałam o nim na blogu. Wylądował w ulubieńcach miesięcy, a także poprzedniego roku. To drugie opakowanie i przeczuwam, że nie ostatnie. Gdybym miała wybrać jeden cień, którym mogłabym malować oczy do końca życia byłby to właśnie ten cień.
Kosmetyki do oczu zasiliły kolejne dwa cienie, ostatnie już, bo więcej nie planuję, Infaillible L’Oreal. Ciężko określić ich konsystencję jednym słowem. Mnie przychodzi do głowy prasowany pigment o lekko mokrej formule. Tym razem postawiłam na neutralny róż z odrobiną złota 004 Forever Pink oraz chłodny beż 002 Hourglass Beige. Na bazie są bardzo trwałe, przyjemnie się je aplikuje (ale trzeba chwili, by opakować ich sypko – mokrą postać) i miło też na nie patrzy. Oko z nimi na powiece wygląda na rozświetlone i wyspane. Polujcie na nie w Rossmannie (ostatnio widziałam je z „ceną na do widzenia” – czyżby zostały wycofywane?) lub na aukcjach internetowych (i w sklepach online), gdzie są dostępne za 7-10 zł (regularna to 40 zł za sztukę).
Co jeszcze? Z wishlisty wiosennej wykreśliłam bazę pod cienie Eye Primer Zoeva. Czytałam, że jest dobra i taka też okazała się w praktyce. Utrzymuje kolor na moich tłustych i opadających powiekach w bardzo dobrym stanie przez minimum 8 godzin (np. wspomniane Color Tattoo, Inaillible, Yves Rocher, Sleek czy Lily Lolo), posiada przyjemną kremową konsystencję i całkiem nieźle podbija barwę cieni. Nie mam jej na tę chwilę nic do zarzucenia.
Ostatnim kosmetykiem okołoocznym jest bezbarwna maskara Essence, która u mnie służy jako utrwalacz makijażu brwi. To tanie (i szybsze od spryskiwania szczoteczki od tuszu lakierem do włosów ;)) rozwiązanie, gdy włoski wykazują tendencję do czochrania się 😉


Kolorówkę zamykają produkty do ust.
O kosmetykach NYX naczytałam się sporo dobrego, szczególnie w kontekście pomadek. Chcąc sprawdzić, ile w internetowych opiniach prawdy, zrobiłam sobie urodzinowy prezent i zamówiłam The „it” List The Pinks, czyli zestaw różowych mazideł. W jego skład wchodzi:

  • Butter Gloss Éclair – błyszczyko – pomadka w odcieniu chodnego różu, przyjemna w noszeniu, lekko nawilża,
  • Mega Shine Lip Gloss Beige – błyszczyk w odcieniu neutralnego różu (nie sugerujcie się nazwą, koło beżu nawet nie stał ;)))
  • Pump It Up Lip Plumper Pamela – czyżby nazwa na cześć napompowanych ust ratowniczki ze Słonecznego Patrolu? 😉 Jeśli tak to bardzo trafna, bo wargi po umalowaniu wyglądają bardzo soczyście, są optycznie powiększone. Pamela to całkowicie transparentny błyszczyk, bez drobinek, o lekko mentolowym smaku i zapachu (a i dodam, że mrowi!).
  • Soft Matte Lip Cream Istanbul – matowa pomadka o konsystencji aksamitnego kremu w odcieniu ciepłego różu. Całkiem ładnie znika z ust, choć muszę przyznać, że lekko podkreśla skórki (ale to mat, więc do nich trzeba mieć zadbane usta).
  • Xtreme Shine Lip Cream Nude Peach Fuzz – nabłyszczająca różowo – koralowa pomadka w kremie.
Najbardziej spodobała mi się pozycja pierwsza i ostatnia, ale więcej na ich temat napiszę w osobnej recenzji. Dodam, że w sprzedaży jest także zestaw w wersji Natural (nudziaki). Możliwe, że wkrótce zapoznam się z nim bliżej 🙂

Poza zestawem NYX do kosmetyczki wpadły dwa inne kosmetyki naustne, mianowicie pomadka w płynie Rouge Shine Caresse L’Oreal 102 Romy i różowy balsam z serii Moisture Plus Carmex.
O ile pierwszy bardzo przypadł mi do gustu – szminka ma wygodny aplikator, jest trwała i posiada ładny odcień różu (mimo, że lekko ciemnieje po aplikacji) – to drugi jest mocno średni. W opakowaniu pachnie wanilią, a na ustach wyczuwam już mieszankę słodyczy i mentolu. Nie wiem czy carmexowy zapach mi się przejadł czy to specyfika tego konkretnego balsamu. W każdym razie nie mogę go ostatnio znieść i najchętniej wrzuciłabym go na dno szuflady. Druga sprawa – uważam, że nie nawilża ani trochę, a wręcz przeciwnie, pogarsza kondycję ust. Skórki są uwydatnione (również przez dodany pigment) i wcale nie znikają po kilku dniach stosowania kosmetyku. Uważam ten zakup za nieudany. A dodam, że klasyczny Carmex (oraz wersje truskawkowa i wiśniowa) sprawdziły się u mnie bardzo dobrze.

Ok, czas na pielęgnację. Jak już wspomniałam na początku posta, tu sięgam głównie po sprawdzone produkty, rzadziej eksperymentuję. Kolejny raz w koszyku doz.pl wylądował olejek z drzewa herbacianego, który, moim zdaniem, powinna mieć zawsze przy sobie osoba z cerą problematyczną. O licznych zaletach olejku pisałam w tym poście.
Znajomość kontynuuję także ze świetnie działającym, odżywczym serum Yves Rocher Elixir 7.9 [recenzja] oraz kremem przeciwzmarszczkowym pod oczy z serii Riche [recenzja]. W recenzjach znajdziecie moją opinię, dlatego nie będę się rozpisywać w tym poście.
Moje doświadczenia z Laverą nie ograniczają się jedynie do nawilżającego podkładu Natural Liquid Foundation. Rok temu miałam okazję do zapoznania się z kremami, m.in. z organicznym tonującym z wyciągiem z aloesu i karotenem. Jak na marchewkowy przystało jest lekko pomarańczowy, a dokładnie w kolorze zmiksowanej dyni 🙂 Mogłoby się wydawać, że nie jest odpowiednią opcją pod makijaż, ale niewielka ilość naprawdę wtapia się w cerę, lekko ją przyciemniając. Dlatego też znalazł się pośród zakupów właśnie letnich, gdy używam ciemniejszego podkładu (Fairest mieszam z Light), całkowicie kryjącego Laverę. Krem pozostawia skórę miękką, nawilżona a poza tym łagodzi lekkie problemy z cerą.

Do eksperymentów zaliczam spotkanie z błotem z Morza Martwego, o którym czytałam na blogach wiele dobrego. Przekonała mnie obietnica działania (m.in. oczyszczanie, ujędrnianie, nawilżanie), naturalny skład bez zbędnych dodatków, uniwersalne zastosowanie, ogromne opakowanie (pół kg!), proporcjonalnie do wagi niska cena (18 zł) i dostępność od ręki w Rossmannie. Użyłam błotka kilka razy (na twarz, ciało, włosy) i muszę przyznać, że jego działanie jest identyczne jak mojej ulubionej glinki marokańskiej rhassoul (ghassoul). Na stałe wchodzi do obowiązkowych kosmetyków pielęgnujących!

Jestem ciekawa, czy wśród wymienionych produktów znalazłyście coś, co znacie i lubicie? 🙂 A może czymś szczególnie Was zainteresowałam? 

Podzielcie się opinią na temat bohaterów dzisiejszego posta 🙂
Ps. udanego weekendu!

Wpisy, które mogą Ci się podobać

61 komentarzy

  • Odpowiedz StellaLily 1 lipca 2014 o 23:19

    Też ostatnio dumałam nad tym błotem, super, że się sprawdziło 😉
    Co do zakupów to ja wpadłam w szał perfumowy i dzisiaj zamówiłam już 3 w przeciągu miesiąca, portfel cierpi :/

  • Odpowiedz lovely. 1 lipca 2014 o 20:49

    Same wspaniałe rzeczy, aż cieszą oko kiedy się na nie patrzy 🙂 Bardzo mnie zainteresowało to błotko

  • Odpowiedz katarzyna.marika 28 czerwca 2014 o 23:54

    Widzę mój ulubiony top 🙂 U mnie wygrał z Seche Vite i Good To Go, o czym pisałam na blogu na jakiś czas temu 🙂

  • Odpowiedz Maalinova 28 czerwca 2014 o 23:15

    Te błotko musi być moje!:)

  • Odpowiedz Southgirl 28 czerwca 2014 o 20:18

    Ales poszalala, kilka rzeczy ktore przedstawilas rowniez chetnie bym przygarnela, zwlaszcza Essiaki ♥

  • Odpowiedz karminowe.usta 28 czerwca 2014 o 19:50

    Podobnie jak Ty zdążyłam zaprzyjaźnić się z błotem z Morza Martwego:) Przypomniałaś mi, że muszę odwiedzić Rossmanna i przygarnąć cienie L`Oreala. Czytałam o nich wiele dobrego, a wiele wskazuje na to, iż niebawem znikną z drogerii.

  • Odpowiedz Maxi 28 czerwca 2014 o 17:17

    Tak mnie strasznie kusisz tymi Essie ze nie masz pojęcia!! 🙂

  • Odpowiedz Alena 28 czerwca 2014 o 16:40

    A co z glinka multani mati? Pamietam, ze kupilam ja zachecona Twoja opinia.
    Glinki mam rozne, ale chyba i tak zawsze wygrywa zolta glinka z zsk- nie jest zbyt sciagajaca, za to najbardziej odzywcza dla mojej skory.
    A na chciejliscie mam rozne glinki z mazidel, takie mniej znane- jakas brazowa, fioletowa itp.

  • Odpowiedz Złota Orchidea 28 czerwca 2014 o 11:32

    Wszystko takie śliczne <3
    uwielbiam pastelowe kolory

  • Odpowiedz Zuzia Kopytkowa 28 czerwca 2014 o 11:23

    Zdecydowanie jestem fanka lakierów essie i rzeczywiście trudno znaleźć takie, które były by porównywalne z nimi jakościowo. Bardzo dobrze kryją, dobrze się nimi maluje i mają świetne kolory. Najwazniejsza jest jednak trwałość. W moim przypadku wytrzymują spokojnie tydzień Pozdrawiam!

    kopytkowa.blogspot.com

  • Odpowiedz Retromoderna 28 czerwca 2014 o 09:56

    Właśnie dziś oglądałam jakiś program, gdzie zachwalano błoto z Morza Martwego – tez muszę wypróbować

  • Odpowiedz Arnell 28 czerwca 2014 o 09:32

    WoW, sporo tego! Najbardziej podobają mi się Essiaki!

  • Odpowiedz One_LoVe 28 czerwca 2014 o 07:26

    Chodziłam kilka razy obok tego błotka, fajnie że się u Ciebie sprawdza! Jeśli ma działanie takie jak Ghassoul to na razie się wstrzymuję bo mam jeszcze trochę glinki. 🙂 Piękne lakiery i ile błyszczyko-pomadek. 🙂
    Lavera mnie ciekawi.

  • Odpowiedz Zielone Serduszko 28 czerwca 2014 o 00:18

    Przepiękne lakiery! Dostałam oczopląsu 🙂
    Odtłuszczacz Sensique od niedawna pomaga mi przy wykonywaniu manicure i jestem z niego bardzo zadowolona 🙂

  • Odpowiedz Alicja 27 czerwca 2014 o 18:43

    fajne te błyszczyki z nyx;))

  • Odpowiedz setfiretotherain 27 czerwca 2014 o 18:23

    Piękne te Twoje nowości 🙂

  • Odpowiedz Ania 27 czerwca 2014 o 17:26

    Muszę przyznać, że kilka produktów chętnie bym sama przygarnęła z tej gromadki:) Błoto z Morza Martwego kupiłam ostatnio z Organique, ale jeszcze nie używałam. Ciekawa jestem jak się sprawdzi i pewnie będę wypatrywała też Twojej recenzji, żeby porównać działanie:)

  • Odpowiedz Karolina W 27 czerwca 2014 o 17:06

    :O Tyyyyyle cudownych rzeczy. Lakiery <3 Pomadki <3 Cienie <3

  • Odpowiedz Blogerka Justyna 27 czerwca 2014 o 16:58

    Wspaniałe rzeczy 😉
    http://kosme-teria.blogspot.com

  • Odpowiedz zoila 27 czerwca 2014 o 16:42

    Jezus Maryja, sklep trzeba otwierać :).
    Piękna kolekcja Essiaków :).
    Dobrze, że piszesz o tym korektorze HM, miałam na niego ochotę. Skoro niekoniecznie sprawdza się pod oczami to sobie podaruję.
    Mam te dwa odcienie cieni L'oreal, są piękne, jednak na co dzień wolę Coconut Shake i Endless Chocolate – od prawie miesiąca codziennie się nimi maluję. Odtłuszczacz z Sensique to mój ulubieniec.

  • Odpowiedz kommo 27 czerwca 2014 o 16:39

    Ojojoj aż nie wiadomo co skomentować i o czym napisać 🙂 Mnie ze wszystkiego najbardziej podobają się błyszczyki i produkty do ust – wszystkie bym przygarnęła bo zdecydowanie wpadają w moje ulubione odcienie. Co do lakierów to u siebie wyłuskałam ze wszystkich chyba z 10 sztuk, których chcę się pozbyć i nie wiem co z nimi zrobić. Na taką kolekcję Essie póki co się nie skuszę, do końca roku nie zamierzam kupować żadnych lakierów i stosować te, które mam a i tak mam ich o całe mnóstwo za dużo. Docelowo chciałabym mieć około 20-30 sztuk, które regularnie bym używała. Jeden by się kończył i wtedy mogłabym kupować następny. W pewnej chwili (w zeszłym roku) poniosło mnie i kupowałam zdecydowanie za dużo lakierów 🙂

  • Odpowiedz Wiola N. 27 czerwca 2014 o 14:46

    Świetne zakupy:) Ładne te lakiery do paznokci 😉

  • Odpowiedz kirei 27 czerwca 2014 o 14:45

    Ja też dość niedawno skusiłam się na Spaghetti Strap i Under The Twilight 🙂 Muszę przyznać, że odkąd polubiłam Essie, coraz rzadziej sięgam po inne marki. Teraz inne lakiery strasznie mnie denerwują, bo w porównaniu z Essie ciężko się je nakłada, długo wysychają, albo krótko się utrzymują…W sumie przestałam kupować inne lakiery.

  • Odpowiedz Oliwka 27 czerwca 2014 o 13:49

    Wow! Kolory lakierów cudne 🙂 U mnie też przydałyby się porządki 🙂

  • Odpowiedz Wena 27 czerwca 2014 o 13:45

    Lepiej dobrze schowaj te wspaniałości, bo włamię Ci się do domu i je buchnę 😀

  • Odpowiedz Ev 27 czerwca 2014 o 13:19

    Ile dobroci! Lakiery z wielką przyjemnością bym przygarnęła 😀 Muszę też zaopatrzyć się jakoś w nową butelkę odtłuszczacza z Sensique, szkoda, że do Natury tak bardzo nie po drodze…

  • Odpowiedz Alapadma 27 czerwca 2014 o 12:01

    I mnie ten korektor od Bourjois też nie przypadł do gustu – również wyruszył i wcale nie krył najlepiej.

    Mogłabyś dać znać, jak używasz tego błotka na włosy? Zaintrygowałaś mnie 🙂

  • Odpowiedz Natalia ciszaaaaa 27 czerwca 2014 o 11:38

    Wow sporo tego !!!! piękne kolorki lakierów!!!!

  • Odpowiedz Enka 27 czerwca 2014 o 11:25

    Przepiękne naustne mazidła, zwłaszcza matowa pomadka NYX. Zaciekawiłaś mnie też błotem z Morza Martwego, chętnie wypróbuję, cena faktycznie jest atrakcyjna 🙂

  • Odpowiedz Madame Anne 27 czerwca 2014 o 10:25

    Biorę wszystkie lakiery! 🙂

  • Odpowiedz Kamyczek 27 czerwca 2014 o 10:23

    Nie powinnam oglądać zakupowych wpisów 😀 Piękne wszystkie błyszczyki Nyxa :))

  • Odpowiedz kosmetyczna24 27 czerwca 2014 o 10:11

    Piękna jest ta różowa pomadka z NYX chyba się w nią zaopatrzę;)

  • Odpowiedz Dimipedia 27 czerwca 2014 o 10:02

    ładnie! 🙂 essiaki wszystkie piękne:) u mnie też szał i jeszcze kilka mam na liście do zakupu (chociaż ciągle ta lista się powiększa;)), ale najpierw muszę zrobić porządki w lakierach i tak jak Ty pozbyć się tych, które leżą i tylko się kurzą;)
    Tej maski z błotnej z morza martwego nie widziałam jeszcze w Rossie, ale może ją przeoczyłam;) pewnie niedługo kupię jak tylko wykończę resztkę mojej glinki! 🙂

  • Odpowiedz bonjourdisko 27 czerwca 2014 o 09:20

    ja myslę o blyszczykach nyxa 🙂

  • Odpowiedz n. 27 czerwca 2014 o 09:15

    Cudowna gromadka Essie 🙂 <3

  • Odpowiedz BERY 27 czerwca 2014 o 09:13

    wow ale łowy !błyszczyki z NYXA to must have w który musze sie zaopatrzyc hehe

  • Odpowiedz Pepa 27 czerwca 2014 o 08:51

    O jejku ile fajnych rzeczy! Co do cieni z Loreala, to mam ten rózowy. Polowałam też na ten drugi odcień, który masz, ale chyba się spóźniłam… bo nigdzie już nie było. Według mnie są świetne! Ładna kolekcja Essie 🙂

  • Odpowiedz Donia 27 czerwca 2014 o 08:46

    No sporo tego 🙂 ja coraz bardziej przekonuję się lakierów Essie chociaż przyznaję, że seria profesjonalna jest dużo gorsza w obsłudze niż standardowa. Uwielbiam swoje lakiery na usprawiedliwienie powiem, że przestałam już wrzucać do koszyka wszystkie pojawiające się lakierowe nowości 😀

  • Odpowiedz Anna 27 czerwca 2014 o 08:38

    Ta maseczka to mój hit, mam od roku i doszłam do połowy opakowania, a stosuję raz w tygodniu. Tylko ważne, żeby nie używać jej przed wyjściem, bo skóra jest po niej strasznie czerwona 😛

  • Odpowiedz elle 27 czerwca 2014 o 08:34

    Butterkowy Nyx jest przecudny!

  • Odpowiedz nika88 27 czerwca 2014 o 08:28

    Świetne nowości, na cień L'oreal 004 Forever Pink i złoty z Color Tattoo też mam ochotę. Z pozostałych kosmetyków moją uwagę przyciągnęły błyszczyki z NYX, wszystkie naprawdę pięknie się prezentują. Czytałam też dużo dobrego o tym błotku z Rossmanna na innych blogach, skuszę się i ja. 🙂

  • Odpowiedz Paulina 27 czerwca 2014 o 08:23

    Mega zakupy <3 kolory produktów do ust przepiękne! :))

  • Odpowiedz Czella 27 czerwca 2014 o 08:23

    Tak jak myślałam, Find Me An Oasis, jest błękitem, którego szukam 🙂 Wpadł mi jeszcze w oko beżowy cień L'Oreal.
    To błotko planuję w najbliższym czasie kupić, wcześniej myślałam, że naturalne jest jedynie z nazwy, ale opinie o nim wyprowadziły mnie z błędu 🙂

  • Odpowiedz z glowa w chmurach 27 czerwca 2014 o 07:43

    Ojej ile wspaniałości! Kolory lakierów są cudne wręcz! 🙂

  • Odpowiedz almondcake 27 czerwca 2014 o 07:40

    U ciebie jak zawsze same fajne rzeczy, wow 🙂

  • Odpowiedz JuicyBeige 27 czerwca 2014 o 07:36

    Same wspaniałości, Essiaki i cienie Loreal uwielbiam bez dwóch zdań:)

  • Odpowiedz Alicja K 27 czerwca 2014 o 07:31

    Sporo tego jest!

    U mnie korektor z Bourjois bardzo dobrze się sprawdza punktowo na niedoskonałości. Chociaż chyba zrobiłam się jeszcze bardziej blada, bo teraz nawet ten 51 jest dla mnie za żółty. Pod oczy nigdy go nie nakładałam, bo od tego mam Lumi Magique.

    Ten rządek Essiaków robi wrażenie. Najbardziej z całego zbioru spodobał mi się Topless & Barefoot ( którego już chyba u Ciebie chwaliłam jak to on cudowny ), Under The Twilight oraz Foot Loose. Ten ostatni faktycznie jest bardzo podobny do Big Spender ( którego wczoraj właśnie zmyłam z pazurów ).

    Butter Gloss z NYX muszę mieć! Jeszcze nie wiem jaki kolor, ale jakiś muszę! 🙂

  • Odpowiedz Olga 27 czerwca 2014 o 07:31

    Idealny zestaw lakierów Essie! Gdybym miała więcej kasy to od razu bym z chęcią kupiła dokłądnie te same <3
    Strasznie mnie ciekawi ostatnia pomadka NYX. Mam matową i u mnie nie bardzo się sprawdza..
    A z kosmetyków które masz goszczą u mnie:
    Olejek herbaciany (po twojej pozytywnej recenzji 🙂 )
    błotko 🙂
    I tylee

  • Odpowiedz elaree 27 czerwca 2014 o 07:27

    Ja regularnie robię czystki w całej kosmetyczce, nie tylko lakierach 🙂 Ostatnio sprzedałam 10 pędzli i 9 cieni Inglota, bo po prostu leżały nieużywane 🙂 Lakiery Essie uwielbiam 🙂 Foot Loose bardzo mi się spodobał 🙂

  • Odpowiedz Madziak k 27 czerwca 2014 o 07:25

    Spaghetti Strap, to chyba mój ulubiony nudziak 🙂 a cienie z Loreala bardzo lubię, zaskoczyły mnie swoją formułą jak i trwałością 🙂
    Buziaki, Magda

    • Odpowiedz Magdalena | IdaliaStyle.pl 27 czerwca 2014 o 08:19

      Z półtransparentnych to również mój ulubiony, z kryjących wygrywa Topless & Barefoot (uwielbiam go także za to, że jest taki bezproblemowy) :)))

    • Odpowiedz Madziak k 27 czerwca 2014 o 09:22

      u mnie świetnie sprawdza się jeszcze Muchi Muchi (półtransparentny) jeżeli chodzi o kryjące, to aktualnie mam chyba tylko Fiji i ciągle się z nim oswajam. Początkowo moje uczucia były bardzo mieszane, ale jest coraz lepiej 🙂 Topless & Barefoot wygląda na zdjęciach bardzo ładnie, odnoszę wrażenie, że nie jest taki biały jak Fiji 🙂

  • Odpowiedz frambuesa 27 czerwca 2014 o 07:23

    Oj ucdowne rzeczy kupiłaś ! Wszystkie lakiery mają przepiękne kolory i sama chętnie bym je wypróbowałam i te pomadki ! CUDO ! 🙂

  • Odpowiedz Ewka Bloguje 27 czerwca 2014 o 07:21

    Cała masa różności! Pierwsze cztery lakiery przepiękne 🙂

  • Odpowiedz mentoska 27 czerwca 2014 o 07:17

    Muszę się rozejrzeć za tym błotkiem, skoro mówisz, że działa jak glinka ghassoul 😉

    • Odpowiedz Magdalena | IdaliaStyle.pl 27 czerwca 2014 o 08:08

      Nie widzę różnicy 🙂 Jest tak samo mocne, jak glinka. I w związku z tym polecam mieszać z jogurtem, bo z wodą może okazać się zbyt intensywne w działaniu.

  • Odpowiedz Balbina Ogryzek 27 czerwca 2014 o 07:12

    Też robię czystki w lakierach, bo chcę mieć te, które naprawdę używam. A Essie biją na kolana większość. 🙂

    • Odpowiedz Magdalena | IdaliaStyle.pl 27 czerwca 2014 o 08:05

      Balbina, ja też wychodzę z założenia, że trzymanie masy lakierów, które tylko dobrze wyglądają w buteleczce jest bez sensu. Moje paznokcie są kapryśne i niewiele marek trzyma się na nich tak dobrze jak Essie. Wolę zainwestować, by móc nosić kolor nawet do tygodnia czasu 🙂

    • Odpowiedz Obsession 27 czerwca 2014 o 10:57

      mam podobnie 🙂
      zrobiłam czystki i pozostawiałm tylko te lakierowe butelki, które mi odpowiadają
      resztę puściłam w świat by nie zajmowały niepotrzebnie miejsca 🙂

      • Odpowiedz http://www.hackscheats.us/ 14 lutego 2017 o 17:14

        Enathu aalntha Anuthaapangal..manathukku kasdama irukku.. Aadchi support & Pana athikaaran irukkum varai ungalaala Pali thiirkkavee eelaargu… Engal Vararaarril irunthu Karrukkonda Paadam ithu…Sound Of Tamil nation

    Dodaj komentarz

    %d bloggers like this: