Czysta przyjemność | Żele pod prysznic Carex

Żele pod prysznic Carex

Zanim zostałam mamą, mogłam poświęcić więcej czasu na makijaż, pielęgnację i w ogóle relaks z samą sobą. Nowa rola to także nowe wyzwania, w tym organizacja dnia tak, by znaleźć choć te pół godziny na zadbanie o siebie. Ze względu na ograniczony czas, wybieram kosmetyki i rozwiązania nie tylko skuteczne, ale też potrafiące w krótkim czasie podbudować moje poczucie estetyki czy pobudzić zmysły. Malowanie paznokci co dwa dni zastąpił trwały manicure hybrydowy, ekspresową pielęgnację twarzy załatwia kremowy peeling i maseczka w jednym, a długie kąpiele w wannie zmieniłam na pachnący i dodający energii prysznic. Skuteczność oraz gwarancja przyjemności i odprężenia to ostatnio słowa klucz. Do kategorii takich kosmetyków zaliczyłam, między innymi, żele pod prysznic Carex, które miałam okazję poznać za sprawą zaproszenia do współpracy. Dziś będzie okazja do opowiedzenia Wam o nich więcej. żel pod prysznic Carex

Żele pod prysznic Carex

Carex znam i lubię przede wszystkim za antybakteryjne mydła do rąk. Ponieważ moja skóra jest bardzo wrażliwa, jestem w kwestii środków myjących niezwykle wymagająca. Nie powinno więc nikogo zdziwić, że z obawy o ewentualne podrażnienie czy wysuszenie podeszłam do żeliz pewnym dystansem. Zanim jednak przejdę do działania, garść ogólnych informacji. żel pod prysznic Carex

Żele pod prysznic Carex

Wśród żeli Carex można wyróżnić dwa rodzaje konsystencji oraz dwa typy zapachów: jedne przypominają gęstą, kremową emulsję oraz pachną słodko i otulająco, drugie zaś są bardziej płynne, żelowe, natomiast ich zapach zaliczyć można do tych świeżych i jednocześnie zmysłowych. Do pierwszej grupy należą Gentle Moisture do skóry normalnej i suchej oraz Nourishing do skóry suchej. Do drugiej Mild & Sensitive do skóry wrażliwej oraz Vitamin Fresh do mycia ciała i włosów, oba opisywane jako łagodne dla oczu. żel pod prysznic Carex

W mój gust najbardziej trafił żel fioletowy, Mild & Sensitive do skóry wrażliwej, według mnie pachnący jak połączenie owocowej słodyczy, kwiatowej woni lawendy i wodnej świeżości. Naprawdę piękny zapach, który w minimalnym stopniu pozostaje przez jakiś czas na skórze. Po spłukaniu żelu i wytarciu się ręcznikiem czułam komfort świeżej, czystej skóry, bez śladu wysuszenia czy nieprzyjemnego ściągnięcia. Nie musiałam od razu po wyjściu z łazienki sięgać po balsam, aby uzupełnić nawilżenie. Podobne odczucia ma mój mąż, którego poprosiłam o wypróbowanie wariantu do mycia ciała i włosów Vitamin Fresh. Spodobał mu się rześki, roślinno – morski zapach, dobry stopień pienienia się żelu, praktyczne opakowanie i jego uniwersalność, pozwalająca skrócić czas prysznicu.

Żele pod prysznic Carex

Z uwagi na ekonomiczne, 500 ml opakowania w dobrej cenie, uniwersalne zapachy, które znajdą fanów zarówno wśród kobiet jak i mężczyzn oraz skuteczne, a także łagodne działanie, uważam, że żele Carex słusznie są określane jako familijne. Od tego typu kosmetyków nie wymagam wiele, ale to czego oczekuję jest konkretne – mają dbać o higienę skóry, przynosić odprężenie i sprawiać przyjemność. Żele Carex to robią, dlatego od mojej rodziny i ode mnie duży plus! żel pod prysznic Carex


Jak zawsze przy okazji poznawania nowych kosmetyków chcę, abyście i Wy miały okazję zaznajomienia się i wyrobienia własnego zdania na poruszany temat. Proponuję Wam zabawę, w której nagrodami są trzy zestawy żeli Carex zawierające pełną serię: Carex Gentle Moisture, Carex Vitamin Fresh, Carex Mild & Sensitive oraz Carex Nourishing.

Zadanie konkursowe nawiązuje do mojej opinii, że żele Carex to kosmetyki familijne, mogące sprawdzić się niezależnie od płci i wieku. Tematem jest więc rodzina. W komentarzu opiszcie najbardziej wzruszający lub najśmieszniejszy moment związany z Waszymi bliskimi. W formularzu zostawcie również swoje imię i adres e-mail. Czekam na Wasze historie do końca grudnia. 🙂 Wyniki ogłoszę do 7 stycznia 2016 r. Powodzenia!


Dziękuję wszystkim za udział w konkursie! Wybór był szalenie trudny. Każda z historii jest wyjątkowa i zasługuje na wyróżnienie, lecz zasady są nieubłagane. Spośród zgłoszeń wybrane zostały wypowiedzi użytkowniczek o nickach: Czajma (czajmablog@), Ola (ola514@) z powodu braku odpowiedzi na wiadomości e-mail w określonym czasie drugą laureatką jest ZuzannaKot (zuzannakot@), Dziecko we mgle (iwonkaleks@). Gratuluję! Sprawdźcie Wasze maile.

Regulamin konkursu „Rodzinnie z Carex”.

Wpisy, które mogą Ci się podobać

21 komentarzy

  • Odpowiedz Marta G. 5 stycznia 2016 o 23:09

    Kupiłam na spróbowania dwa i muszę powiedzieć, że są przyjemne. Wygrały z żelami Palmolive.

  • Odpowiedz Justyna Wiśniewska 5 stycznia 2016 o 18:43

    I do mnie niedługo przyjdą ciekawe jak się sprawdzą 😉

  • Odpowiedz Aleksandra 31 grudnia 2015 o 13:05

    To było niecałe 1,5roku temu. Pojechałam do szpitala, odwiedzić moją siostrę w dzień, gdy na świat przyszła moja maleńka chrześnica. Przyznam szczerze, że byłam przerażona na samą myśl zobaczenia takiego maleństwa, oczywiście rozmawiałam do niej gdy była w brzuszku swojej Mamy, opowiadałam jej różne historie i to jak wygląda ten świat z zewnątrz i że nie mogę się doczekać naszych wspólnych zabaw. Ale takie rozmowy, chociaż są piękne to nie to samo co tamta chwila, która na zawsze zapisała się w moim sercu. Siedziałam przy siostrze w oczekiwaniu na maleńką, ponieważ była ze swoim tatą na badaniach. A gdy otworzyły się drzwi sali i zobaczyłam to śpiące zawiniątko, serce zabiło mi mocniej na myśl, że również ja jako przyszła matka chrzestna tej dziewczynki od tej chwili mam wpływ na to jak będzie wyglądało jej życie. Gdy ją wzięłam na ręce-taki maleńki, śpiący okruszek wzruszyłam się tak bardzo, że nawet nie wiem kiedy łzy poleciały mi z oczu. Na wspomnienie tamtej chwili do teraz robi mi się ciepło na sercu, mimo, że z maleńkiego okruszka urosła już spora panna z którą staram się spędzać jak najwięcej czasu. 🙂 I jeśli ktoś nie wierzy w cuda, to niech wie- każde dziecko to cud. 🙂
    Pozdrawiam i życzę Szczęśliwego Nowego Roku!
    Aleksandra 🙂

  • Odpowiedz Monika 29 grudnia 2015 o 18:25

    hej, gdzie można kupić te żele? byłam już w dwóch rossmanach i nie było..

  • Odpowiedz Ola 29 grudnia 2015 o 16:30

    Ostatnio mój tata przeszedł samego siebie. Jakoś tydzień przed świętami robiłyśmy z mamą zakwas z buraków do wigilijnego barszczu. Mój tata jak to facet, nie zwracał uwagi na takie rzeczy. Gdy zakwas był gotowy przelałyśmy go do butelek po soku i wstawiłyśmy do lodówki. Tata zazwyczaj przed pójściem do pracy do butelki z wodą dolewał soku. Tym razem było podobnie. Poszedł do pracy, a gdy wrócił, to oznajmił nam, że w tym roku nie bardzo wyszedł nam sok z truskawek, bo jest nie słodki i nie dobry. Jak się okazało zamiast soku z truskawek, nalał sobie barszczu…;) Do dzisiaj dostaje ataku śmiechu jak przypomnę sobie jego minę, gdy dowiedział się co wypił i nawet nie rozpoznał smaku 😀

  • Odpowiedz Czajma 29 grudnia 2015 o 11:54

    Myślę, że jednym z najśmieszniejszych wspomnień był wieczór, kiedy moja mama wyprawiała urodziny i zaprosiła całą rodzinę do siebie. Razem z moją mama czynnie pomagamy kotom i organizacją szukającym im domy, dlatego mama miała u siebie przerażonego kotka, dla którego w wolnym czasie szukałyśmy domu. Kot był młody, niestety był bity przez jakieś dzieciaki, więc nie pozwalał się dotykać. Podczas urodzinowej kolacji wszyscy usiedliśmy przy stole i na pamiątkę postanowiliśmy zrobił sobie zdjęcie wyzwalaczem. Dosłownie sekundę zanim aparat zrobił zdjęcia, na kolana mojej mamy wskoczył nasz wystraszony kotek, więc na zdjęciu wszyscy się śmieją, a moja mama ma zaskoczoną minę i ręce uniesione w górze- tylko kot patrzy prosto w obiektyw. Do dzisiaj do zdjęcie jest naszym ulubionym, wszyscy wyszli przekomicznie, naturalnie, a kot zamieszkał na stałe u mojej mamy i dzisiaj jako dorodny, już nie taki przerażony samiec dumnie siedzi obok tego zdjęcia wstawionego w ramkę 🙂 Czajma

  • Odpowiedz Agnieszka 28 grudnia 2015 o 14:48

    sytuacja miala miejsce u lekarze gdzie udalam siw z synkiem na usg staqow biodrowych oczywiscie spozniona jak ta z dzieckiem.w gabinecie pacjent ktory byl za nami wiec sie rozbieramy w poczekalni my pani rejestratorka i pacjentka.w ciszy rozbierqm malego z kurski kocyka itp siedzimy cisza az nagle moje dziecko zaczyna intensywnie pierdziex i robic kupe…panie w poczekalni patrza na mnie i w smiech a moj syn nie przestaje dalwj laduje w pieluche….a ja zastanawiam sie czy juz wyszlo plecami czy nie a tu ocYwisciw nasza kolej do lekarza…na szczesxie panie ze smiechem przyjely ta bombe w poczelalni a ja za kazdym razem usmieje sie z mezem jak nasz syn laduje w pieluche. agniszka

  • Odpowiedz zuzannakot 25 grudnia 2015 o 20:37

    Dla mnie najśmieszniejszym momentem związanym ze świętami oraz rodziną jest wspomnienie o uszkach do barszczu wigilijnego.
    Siostra dzień przed wigilią naopowiadała mi (4-letniemu dziecku), że do wigilijnego barszczu obcina się uszy wszystkim członkom rodziny.
    Moim głównym zmartwieniem nie było to, że nie będę miała uszu, ale to gdzie mama po obcięciu uszu będzie nosiła kolczyki:)

  • Odpowiedz Iwona 22 grudnia 2015 o 23:03

    Super wyglądają te żele. Chciałabym powąchać ten zielony, zazwyczaj kosmetyki w tym kolorze są orzeźwiające.

    Chciałabym je wypróbować, dlatego gram w konkursie. Moja wzruszająca historia dotyczy mojej babci, która, gdy się urodziłam, zasadzila kwitnący, rzadki kwiat, który podlewala i o który troszczyla się 18 lat i wręczyła mi go dopiero, gdy skończyłam 18stke właśnie. Wzruszam się kiedy przypominam sobie moje urodziny i to, że babcia myślała o mnie już wtedy.

    Ps. Świetne zdjęcia ♥

  • Odpowiedz Ania 22 grudnia 2015 o 20:51

    Mnie najbardziej wzrusza mój synek, jak nauczy się czegoś nowego, albo kiedy pakuje mu za małe ciuszki… A z takich wesołych rodzinnych rzeczy to rozbawia mnie mój mąż, ale tych sytuacji jest tyle, że pół nocy nie starczyło by na opowiadanie 😀

  • Odpowiedz Natalia 22 grudnia 2015 o 20:13

    Moment, który opiszę był związany z moim bratem
    Skończył technikum i miał wyjechać na studia, przeprowadzić się do innego miasta. Nic nie mówiłam, ale było mi bardzo smutno. Tego dnia, kiedy wyjeżdżał, podwoził mnie do szkoły. Jak miałam wysiadać, zaczęłam płakać. Pocieszył mnie, że nie wyjeżdża na stałe. To uświadomiło mi, że mimo że często się kłócimy, naprawdę go potrzebuję i go kocham, choć tego nie okazuję. Brat przyjeżdża co weekend, ale mam świadomość, że nastąpi chwila, gdy wyprowadzi się na dobre, a ja nie będę wiedziała, jak się z tym pogodzić.

  • Odpowiedz Dziecko We Mgle 22 grudnia 2015 o 18:47

    Mój najśmieszniejszy rodzinny moment?
    Kiedy mój Tato pierwszy raz w życiu miał przygotować święconkę na Święta Wielkanocne – Mama pracowała i wszystko zostało na jego głowie (ja chyba chodziłam do 1 klasy podstawówki). Miał naszykowane wszystko w lodówce i poopisywane karteczkami. Na świeżo miał to tylko ułożyć. Włożył więc wszystko, co trzeba, poświęciliśmy i w niedzielę, kiedy zasiadaliśmy do żurku Babcia poprosiła o chrzan (taka ich tradycja), więc Tata podał. Babcia jadła żurek, przeżuwała chrzan i widać, ze coś jej nie pasowało. W końcu stwierdziła, że chyba mieliśmy jakiś stary, bo w ogóle nie ostry…
    Okazało się, że chrzan był dobry, ale został w lodówce. Tato natomiast poświęcił i wkroił Babci do zupy…pietruszkę 😀
    No co tam za różnica…i to białe i to, nie? 😉

  • Odpowiedz Aga 22 grudnia 2015 o 16:59

    Wzruszających momentów jest wiele, śmiesznych jeszcze więcej. Najbardziej wyruszyłam się kiedy mój synek leżąc w inkubatorze zareagował na słowo którym nazywałam go jak był jeszcze w brzuchu A najśmieszniejszej było w zeszłym roku kiedy tak spodobała mu się pewna kolęda że śpiewał ją codziennie do …czerwca. To tak a’propos Świąt .
    P.S. też lubię antybakteryjne mydła Carex. A najbardziej ich malutkie wersje bez spłukiwania. Takie z pompką np truskawkowe. W sam raz na spacery z maluchem.

  • Odpowiedz Ola 22 grudnia 2015 o 13:41

    Śmiesznych sytuacji jest dużo 😀 ale jakoś nie mogę sobie nic przypomnieć ale za to na Wielkanoc przyszedł do ogrodu zajac wieczorem ;D mylas nim włosy?

  • Odpowiedz Agata Ziemkiewicz 22 grudnia 2015 o 12:22

    Moja śmieszna sytuacja związana jest ze swiętami. Mój tato jest fanem filmu W krzywym zwierciadle, o tej szalonej rodzinie Griswoldów i postanowił chyba zrobić polski odpowiednik. Nie tylko pewnego wieczoru, gdy z mamą i siostrą pojechałyśmy do drugiego miasta na duże świąteczne zakupy, ubrał cały dom w lampki (ile czasu on to planował to nie wiem :D), ale ubrał też nasze dwa rude labradory w rogi renifera… A najlepsze było, jak nasz niedowidzący, starszy sąsiad zadzwonił po straż miejską, że widzi biegające po posesji jelonki… 😀

  • Odpowiedz Kasia 22 grudnia 2015 o 12:12

    Moja rodzinka to mąż, dwa psy i ja. Śmiesznych momentów jest pełno, psiaki ciągle nas rozbrajają, a mój mąż również do poważnych nie należy 😉 Ostatnia sytuacja miała miejsce parę dni temu , kiedy to mój mąż postanowił zrobić mi przyjemność i kupił w cukierni moje ulubione ciasto, czyli mega słodką kostkę hiszpańską składającą się m.in. z bezy i kremu. Pokroił, przystroił i zostawił na stole. Kiedy wróciłam do domu, nie zauważyłam niczego nie codziennego i wyszłam załatwiać dalsze sprawy, po czym odebrałam telefon od zdziwionego męża, który narzekał, że zjadłam całe ciasto i nawet nie zostawiłam kawałeczka. Zastanawiał się, jak zmieściłam w siebie 9 kawałków.. A ja nie wiedziałam, o czym on mówi. Wróciłam do domu i zrobiliśmy małe dochodzenie. Przyjrzeliśmy się miejscu zbrodni, w którym znaleźliśmy poszlaki – małe czarne włoski i resztki ciasta na kanapie… Podejrzenia padły na nasze psiaki, które w tamtym momencie rozkosznie przewalały się po swoich łóżkach 🙂 Kiedy wieczorem nawet nie tknęły kolacji, byliśmy już pewni, że to one zjadły moje ukochane ciasto 🙂
    Co ciekawe nigdy wcześniej nie pokusiły się na żadne jedzenie z naszego stołu, ale widocznie kostka hiszpańska była baaaardzo kusząca.

  • Odpowiedz Olejomaniak 22 grudnia 2015 o 11:30

    Twoje zdjęcia są przepiękne!

  • Odpowiedz Minimoka 22 grudnia 2015 o 10:24

    Fajne te żele, chętnie ich spróbuję. Też lubię mydła tej firmy i często kupuję do kuchni ich wariant właśnie kuchenny albo do torebki te kieszonkowe żele antybakteryjne.

    Moja historia jest sprzed roku, ze świąt, które były takie wesoło – smutne, bo kilka dni przed dowiedzieliśmy się, że moja mama może stracić wzrok i wymaga natychmiastowej operacji oczu. Kolejki są długie, więc dyskutowaliśmy prywatnej, drugiej operacji. W wigilię, która urządzała moja siostra, najmłodszy członek rodziny, czyli mój prawie 7letni siostrzeniec rozdawał prezenty i gdy podał już ostatni, pobiegł do swojego pokoju i przebiegł za chwilę ze skarbonka i kartka, na której koślawymi literkami było napisane „dla babci na opelacje” … To było tym bardziej wzruszające, że zbierał na wymarzone klocki lego.

  • Odpowiedz Michalina 22 grudnia 2015 o 09:57

    Chętnie wypróbowałabym je.
    Przypomniała mi się taka mala historia z moją siostrą, jeszcze sprzed wielu lat, która szykowała się na randkę i w całym pośpiechu zapomniała zdjąć jeden papierowy papilot z czubka głowy. Nie wiem jak go mogła nie zauważyć, ale poszła tak na spotkanie. Mój tato i brat oczywiście pekali ze śmiechu, bo wyglądała jak kosmitka z antenką 😀

  • Odpowiedz I am Emilia 22 grudnia 2015 o 07:40

    ciekawe żele

  • Dodaj komentarz

    %d bloggers like this: