Nowość Pielęgnacja ciała

Be organic ⋅ polskie kosmetyki naturalne, w których można się zakochać ♥

Pisanie o dobrych, godnych polecenia kosmetykach to sama przyjemność, a pisanie o dobrych, organicznych i polskich (!) kosmetykach zakrawa wręcz na coś w rodzaju dumy. Poznałam kolejną wspaniałą markę pielęgnacyjną i… nie przedłużam, po prostu muszę Wam o niej opowiedzieć.

Be organic, co zdradza już tytuł dzisiejszego wpisu, to marka stworzona przez matkę i córkę – Aleksandrę Paczkowską – Borkowską (z wykształcenia farmaceutkę z wieloletnim doświadczeniem) oraz Martę Paczkowską – Wróbel (ekonomistkę). Ich wspólna praca zaowocowała powstaniem naturalnych kosmetyków aptecznych na wyciągach z roślin długowiecznych, wiecznie zielonych i przystosowanych do życia w ekstremalnych warunkach. Dopełnieniem są certyfikowane naturalne oleje, znane ze swoich wyjątkowych właściwości odżywczych, a także roślinne substancje tradycyjnie stosowane w łagodzeniu problemów skórnych, bezpieczne dla skóry wrażliwej i alergicznej. W kosmetykach be organic nie znajdziemy składników syntetycznych i substancji pochodzenia odzwierzęcego. Marka przejawia również dbałość o środowisko naturalne, umieszczając swoje produkty w opakowaniach biodegradowalnych.

Filozofia marki spodobała mi się, ale czy znalazła odzwierciedlenie w jakości kosmetyków? Dzięki zaproszeniu be organic do współpracy mogłam przekonać się o tym na podstawie wypróbowania sześciu z dziewięciu produktów dostępnych w ofercie. Pełną ofertę obejrzycie na stronie marki: http://beorganic.com.pl.

Poznawanie kosmetyków be organic ułożyłam sobie według kolejności w pielęgnacji: najpierw demakijaż, potem odżywianie. Zacznę więc od płynu micelarnego. Naturalny płyn micelarny, zamknięty w ładnej, turkusowej butelce z wygodnym dozownikiem na klik, to kosmetyk niemal bezzapachowy. Od razu dostał ode mnie za tę cechę duży plus, ponieważ jako posiadaczka wrażliwych oczu często cierpię z powodu niepotrzebnie perfumowanych płynów czy mleczek. Za łagodność odpowiada także przemyślany, prosty skład, w którym próżno szukać chociażby podrażniającego SLS czy SLES. Jest z to ekstrakt z aloesu, znany z właściwości nawilżających (na drugim miejscu, tuż za wodą), olej Inca Inchi o działaniu przeciwstarzeniowym i regenerującym, ekstrakt z ogórka, który odświeża i rozjaśnia cerę, ekstrakt z miodli indyjskiej (odpowiada za działanie przeciwzapalne i antybakteryjne) oraz kwas hialuronowy (idealny składnik nawilżający, który jest tak dobrze znany i doceniany w kosmetyce, że nie trzeba już go chyba nikomu specjalnie przedstawiać). Łagodność to jedno, skuteczność to drugie. Czy płyn zmywa makijaż bez konieczności tarcia skóry? Ku memu zdziwieniu (z uwagi na delikatny skład) płyn bez większego problemu usunął dość mocny makijaż oczu i trwały podkład. Wystarczyło, że przyłożyłam wacik do powieki i poczekałam chwilę, a kosmetyk rozpuścił tusz, eyeliner i cień w kremie. Jakby pochwał było za mało, dodam, że płyn nie pieni się i nie pozostawia na skórze lepkiej warstwy (której osobiście nie znoszę). Skóra po użyciu jest gładka, miękka i delikatnie nawilżona. Jestem pod wrażeniem za każdym razem, kiedy go stosuję.

Na plus: niemal bezzapachowy; wygodna, higieniczna butelka z możliwością kontrolowania zużycia kosmetyku; bardzo dobrze zmywa nawet mocny makijaż oczu i twarzy; pozostawia skórę miękką i lekko nawilżoną.

Do wzięcia pod uwagę: niczego nie znalazłam.

W pielęgnacji skóry stawiam na dwa aspekty: oczyszczanie i nawilżanie, dlatego wybrałam dla siebie krem do twarzy, peeling myjący do twarzy, płyn micelarny i serum pod oczy oraz balsam i peeling do ciała.

Zastosowanie płynu micelarnego to często tylko wstęp do wieczornego oczyszczania skóry. Drugim krokiem najczęściej jest żel myjący, a dwa razy w tygodniu peeling myjący do twarzy. Taki kosmetyk od zwykłego peelingu różni się tym, że posiada bardziej lejącą postać i niewielkie drobinki ścierające. Peeling myjący be organic wygląda jak rzadki żel (stąd w roli opakowania butelka, szkoda, że nieprzezroczysta) z niezbyt ostrym pyłkiem. Masaż twarzy tym kosmetykiem jest niezwykle przyjemny! Po zabiegu skóra bardzo ładnie pachnie (nie jestem dobra w opisywaniu zapachów, ale to coś w klimatach morskich, lekko ozonowych), jest miękka, gładka i rozświetlona. Zawsze po jego zastosowaniu mam wrażenie, że krem wchłania się szybciej niż po zwykłym żelu myjącym.

Na plus: delikatnie złuszcza i myje po wstępnym demakijażu płynem micelarnym; ładnie pachnie; jest łagodny dla przesuszonej skóry.

Do wzięcia pod uwagę: nieprzezroczyste opakowanie, które nie pozwala kontrolować zużycia.

Gdy skóra jest oczyszczona, czas na krem i serum po oczy. Krem do twarzy be organic zawiera w sobie aż 97% naturalnych składników. To obiecująca wiadomość, pomyślałam, gdy rozpakowywałam urocze kartonowe pudełeczko. W plastikowym słoiczku z metalową nakrętką zamknięto standardowo 50 ml kremu o konsystencji gęstej śmietanki. Krem z jednej strony jest lekki i nietłusty, ale po rozsmarowaniu czuć przyjemny, otulający film, który przypomina o tych wszystkich dobrych składnikach, jak między innymi, masło kakaowe czy kwas hialuronowy, w środku. Do pełnego wchłonięcia potrzebuje chwili, którą można spożytkować na aplikację serum pod oczy. Z perspektywy osoby z cerą mieszaną (momentami bardzo przetłuszczającą się) uważam, że nadaje się zarówno pod makijaż (jednak w niewielkiej ilości), jak i na noc. Zauważyłam fajną cechę tego kremu – wycisza niedoskonałości i zaczerwienienia, uspokaja produkcję sebum i sprawia, że cera mniej się błyszczy, zwłaszcza kolejnego dnia, gdy aplikuję go na noc. Poza tym pozostawia skórę miękką, gładką, bardzo miłą w dotyku. Przyjemny kosmetyk.

Na plus: przyjemna konsystencja – lekka, lecz jednocześnie pozostawiająca miłą, otulającą warstwę; bardzo dobrze nawilża, delikatnie natłuszcza; reguluje wydzielanie sebum i wycisza zaczerwienienia.

Do wzięcia pod uwagę: opakowanie – wolę kremy w buteleczkach z pompką, ponieważ to bardziej higieniczne rozwiązanie.

Polubiłam się z kremem, ale jeszcze bardziej z serum pod oczy. Wiecie, jaki problem najczęściej mam z kosmetykami do okolicy oczu? Że po ich użyciu spojówki łzawią, a powieki nierzadko szczypią. To zmusza mnie to stosowania kremów wyłącznie pod oczami, z daleka od gałek. Mogłam zapomnieć o obiecywanych właściwościach ściągających opuchliznę czy rozjaśniających cienie, gdy krem powodował zaczerwienienie i podrażniał. Z tym serum tak nie jest. Według tego, co jest napisane na opakowaniu, można aplikować je na całą okolicę wokół oczu i tak też robię. Ani razu nie zdarzyło się, że poczułam pieczenie czy swędzenie, co nadal jest dla mnie zaskoczeniem, oczywiście bardzo pozytywnym. Z ogromnym zadowoleniem więc wmasowuję je w całą okolicę oczu i obserwuje działanie. A jest co, bo serum, po nocy w lodówce, widocznie ściąga opuchliznę i rozświetla. Do tego dobrze nawilża i wygładza zmęczoną skórę. Chyba mój ulubiony produkt z serii przeznaczonej do pielęgnacji twarzy! ♥

Na plus: lekka, żelowa, nietłusta konsystencja; pozostawia nawilżającą, nielepką, otulającą warstewkę; ujędrnia, przyjemnie napina, rozjaśnia okolice oczu; nadaje się pod makijaż, nie roluje się pod korektorem czy cieniami; całkowicie bezzapachowe, łagodne dla wrażliwej skóry i oczu; nie powoduje łzawienia i nie koliduje z noszeniem soczewek (nie osadza się na nich); szybko się wchłania; wygodny i higieniczny dozownik – pompka.

Do wzięcia po uwagę: nieprzezroczyste opakowanie – nie widzę, kiedy będę musiała kupić następną buteleczkę.

No to czas na coś dobrego dla ciała. Ponieważ uwielbiam wszelkie masaże, szczotkowanie ciała na sucho, a wśród kosmetyków peeling, to moje ulubione elementy pielęgnacji. Jakie lubię najbardziej? Te które po prostu bardzo dobrze ścierają martwy naskórek i lekko natłuszczają. Peeling be organic* obie te cechy posiada. √ Jest naszpikowany drobinkami soli morskiej i cukru trzcinowego tak gęsto, że pozostawia skórę wygładzoną, odświeżoną i o ładnym kolorycie, √ pozostawia na skórze natłuszczającą warstwę, która daje namiastkę zastosowania balsamu. Ponadto ma bardzo wygodną w aplikacji, szczególnie na wilgotne ciało, konsystencję. Jest niesamowicie zbity i gęsty, nie przelewa się przez palce, nie odpada od skóry. Zwarta formuła sprawia, że kosmetyk bije rekordy wydajności i pozwala nam długo cieszyć się jego działaniem, a także bardzo przyjemnym, delikatnie morskim zapachem. Jestem na tak!

Na plus: zbita konsystencja, która odpowiada za komfort używania i świetną wydajność; duża ilość drobinek soli i cukru, które ścierają na zadowalającym poziomie; drobiny nie są zbyt ostre, nie rysują delikatnej skóry, ładny zapach.

Do wzięcia pod uwagę: nie znalazłam w nim cech, które nie pasowałyby mi.

*Peeling do ciała be organic otrzymał wyróżnienie Doskonałość Roku 2015 przyznawaną przez magazyn Twój Styl.

Jeśli czytacie mnie regularnie, wiecie, że jestem bardzo wybredna co do balsamów do ciała. Muszą dobrze nawilżać, nie być zbyt tłuste i szybko się wchłaniać. Latem wolę lżejsze, to jasne, jesienią i zimą wybieram bardziej odżywcze, ale nadal na tyle delikatne, by nie wchłaniały się godzinami. Balsam do ciała be organic należy do drugiej grupy – balsamów otulających skórę na wiele godzin, dobrze nawilżających, lekko natłuszczających i o dobrym poziomie wchłaniania. Jego działanie najbardziej interesowało mnie w miejscach, gdzie mam skórę często wysuszoną, na łydkach, udach i ramionach. Po jego użyciu czułam miłe ukojenie, a nieprzyjemne napięcie znikało. Po wieczornym użyciu po prysznicu skóra była miękka i wygładzona do następnego dnia. Dodatkową zaletą jest jego subtelny zapach, z tej samej, morskiej linii, jak w przypadku peelingu.

Na plus: kremowa, aksamitna konsystencja; pozostawia na skórze uczucie nawilżenia i delikatną warstewkę natłuszczającą, ale bez uczucia oblepienia; w miarę szybko się wchłania; przyjemnie pachnie.

Do wzięcia pod uwagę: opakowanie – jest OK, aczkolwiek wolę balsamy w butelkach z pompką, ponieważ nie wymagają odkręcania (nakremowanymi dłońmi).

Ciekawą rzeczą, jeśli już jestem przy opakowaniach, poza tym, że są przyjazne dla środowiska i ładne dla oka, jest fakt umieszczenia w nich… nasion. 🙂 Tak, okazuje się, że be organic chce zadbać o nasze samopoczucie nie tylko fantastycznymi kosmetykami, lecz także dając możliwość otoczenia się własnoręcznie wyhodowanymi roślinami, na dodatek takimi, które można zjeść. W kartonikach z moimi kosmetykami, kremem do twarzy, peelingiem i balsamem do ciała, znalazłam nasiona kolendry, szałwii i rukoli, idealne do wypróbowania, na przykład, w sałatkach (przepisy też są!). Bardzo podoba mi się idea dawania przyjemności również drogą zdrowej, smacznej diety.

• Podsumowując dzisiejszy wpis, moje ulubione produkty z wypróbowanej szóstki to serum pod oczy oraz peeling do ciała. Koniecznie rozważcie ich zakup, są rewelacyjne.

Czy mieliście okazję słyszeć o marce be organic? A może już wypróbowaliście te organiczne, polskie kosmetyki? Co o nich myślicie? Co sądzicie o opakowaniach i niespodziance w środku? 🙂

Wpisy, które mogą Ci się podobać

26 komentarzy

  • Odpowiedz Hair Witch Project 19 listopada 2017 o 13:27

    Słyszałam i czytałam o nich niejednokrotnie i nie kryję – są kosmetyki, które z chęcią bym nabyła, bo bardzo mnie kuszą 🙂

  • Odpowiedz Kosmetyka by Monika 18 listopada 2017 o 17:57

    Markę znam, jednak jeszcze nie miałam okazji testować 🙂

  • Odpowiedz Więcej Kawy 16 listopada 2017 o 00:07

    Kosmetyki są dostępne także stacjonarnie – w SuperPharmie i Hebe. Chyba pora się tam wybrać, bo ich skład zachęca do przetestowania! 🙂
    PS Przepiękne zdjęcia <3

  • Odpowiedz Mokka 15 listopada 2017 o 22:37

    Nie znałam be organic, ale muszę powiedzieć, że przemawiają do mnie i chyba się na coś skuszę. Ciekawe czy można obejrzeć je gdzieś stacjonarnie?
    Piękne zdjęcia, zachwycasz mnie za każdym razem <3

  • Odpowiedz Magda 13 listopada 2017 o 22:47

    Pięknie zrobione zdjęcia 🙂

  • Odpowiedz Chocolade 13 listopada 2017 o 22:01

    Wygląda na to, że peeling ma bardzo fajną konsystencję 😀

  • Odpowiedz Smerfetka 13 listopada 2017 o 11:18

    Fajnie się zapowiadają 🙂

  • Odpowiedz Paulina 13 listopada 2017 o 11:14

    Obserwuję be organic na instagram i podglądam co tam fajnego oferują, ale jeszcze nic nie kupiłam. Widziałam, że Kasia Bujakiewicz jest ambasadorką 🙂

  • Odpowiedz Zdrowa i Piękna 13 listopada 2017 o 11:08

    u mnie świetnie spisuje się micel, peeling do ciała, serum pod oczy i peeling do twarzy, świetne kosmetyki, które nawilżają i odżywiają skórę

    • Odpowiedz Magda • IdaliaStyle.pl 13 listopada 2017 o 19:26

      Peeling i serum są absolutnie cudowne, na pewno jeszcze nie raz pojawią się w mojej pielęgnacji.

  • Odpowiedz Ola 13 listopada 2017 o 10:23

    Peeling wygląda mega fajnie, taki gęściutki 🙂

  • Odpowiedz Monika 13 listopada 2017 o 09:52

    W życiu o nich nie słyszałam, fanie że nam je pokazujesz.

  • Odpowiedz Barbara Piotrowska 12 listopada 2017 o 23:34

    Żele myjące zwykle marnie ścierają, dlatego nie przepadam. Tutaj widać jest inaczej. Generalnie fajne kosmetyki i ciekawa marka.

  • Odpowiedz Bhc 12 listopada 2017 o 23:07

    Nie słyszałam o tej marce nigdy.

  • Odpowiedz Dany 12 listopada 2017 o 21:03

    Używam serum i sobie chwalę. Niedługo chyba się skończy (otworzyłam je trzy miechy temu), choć do końca nigdy nie wiadomo, kiedy bo nie widać. Na oku mam teraz krem do rąk i balsam.

    • Odpowiedz Magda • IdaliaStyle.pl 13 listopada 2017 o 19:30

      Przezroczyste opakowanie byłoby lepszym rozwiązaniem… choć możliwe, że wybór obecnego był podyktowany wymogami składników, które są wrażliwe na światło.

  • Odpowiedz Ilona 12 listopada 2017 o 20:48

    Wyglądają fajnie, podobają mi się te kartonowe pudełka, jak u Phenome, eko elementy zawsze mnie przyciągają. Peeling kupiłabym 🙂

    • Odpowiedz Magda • IdaliaStyle.pl 13 listopada 2017 o 19:31

      Na pewno są opcją lepszą dla środowiska 🙂 A peeling polecam z czystym sumieniem, jest wspaniały <3

  • Odpowiedz zoila 12 listopada 2017 o 19:45

    Serum pod oczy uważam za godne uwagi, ale niestety, coś jest nie tak z opakowaniem, skoro serum w miarę używania zaczyna śmierdzieć.
    Z masłem się nie polubiłam, nie znoszę rozcierać białych smug.
    Zaciekawił mnie płyn micelarny, lubię naturalne micele.

    • Odpowiedz Magda • IdaliaStyle.pl 13 listopada 2017 o 19:33

      Zoila, może zwróć się z tym do producenta, bo to na pewno nie jest nic normalnego. Będę na swoje uważać.
      Balsam pozostawia białe smugi? U mnie rozciera się bez śladu, pozostaje lekko tłusta, bezbarwna warstewka, jak po olejku.

    Dodaj komentarz

    %d bloggers like this: