Beauty

Batiste Medium & Brunette, dostajesz ode mnie bana!

Jeszcze dwa miesiące temu moje odczucia względem Batiste były całkowicie pozytywne. Szampony, które dotąd wypróbowałam (Cherry i Tropical) przedłużały świeżość włosów oraz przyjemnie unosiły je u nasady, dodając im objętości. I to wszystko bez negatywnych skutków dla skóry w jakiejkolwiek postaci. Moja sympatia została jednak osłabiona w momencie, gdy kupiłam wersję Medium & Brunette. Dlaczego?

Zanim odpowiem na to pytanie, wspomnę kilka słów na temat samego szamponu.
Wersja Medium & Brunette należy do serii szamponów barwionych, które wtapiają się w kolor włosów i, w przeciwieństwie do standardowych wersji białych, nie pozostawiają widocznego nalotu.
Odcień kosmetyku nazwałabym szaro – brązowym, zdecydowanie chłodnym. Mimo, że był ciut ciemniejszy niż odcień moich włosów, kiedy go stosowałam (zanim zaczęłam je rozjaśniać), po aplikacji nie był kompletnie widoczny. Inaczej miała się sprawa z widocznością na dłoniach. Niestety w skutek masowania pyłek wchodził pod paznokcie i okolicę wokół płytki, a usunąć dało się go porządnym wyszorowaniem szczoteczką zabrudzonych miejsc.
Szampon posiada słodko – kwiatowy zapach. W porównaniu z Cherry i Tropical jest zdecydowanie subtelniejszy.
Kupiłam go na Allegro za 15 zł (pojemność 200 ml).

A teraz odpowiem na pytanie zawarte we wstępie: sympatia do szamponów Batiste została znacząco zachwiana, ponieważ Medium & Brunette, przy jednoczesnym uniesieniu i natychmiastowym odświeżeniu włosów, przeokrutnie uczulił moją skórę głowy… Dwie godziny po pierwszej aplikacji poczułam, że coś jest nie tak. Przede wszystkim uciążliwe swędzenie, którego nie doznałam ani razu podczas używania wersji niebarwnionych. Stan skóry nie uległ poprawie po zmyciu szamponu. Niestety kolejnego dnia przywitał mnie (i pozostał na dłużej) nieprzyjaciel łupież. Najgorsze jest to, że do dziś męczę się z tą przypadłością, a pomysły na uspokojenie skalpu powoli mi się kończą.

Co chcę jeszcze podkreślić – moja skóra nie należy do nadwrażliwych, reaguje stosunkowo rzadko na kosmetyki. Nie spodziewałabym się tego typu reakcji, znając skutki po zastosowaniu innych wersji suchych szamponów Batiste. Jeśli miałabym sobie na szybko przypomnieć ostatnią niemiłą przygodę z podobnym kosmetykiem to przywołałabym szampon KMS California oraz szampon Alterry z kofeiną (oba zapewniły mi swędzącą i napiętą skórę, a Alterra włosy jak sucha miotła). Inne włosowe klapy (bardziej pod względem samych włosów niż skóry) opisałam {tu} i {tu}.

Po drugie – suche szampony stosuję w naprawdę wyjątkowych sytuacjach. Jeśli mogę umyć włosy wodą to to robię. Z pewnością nie stanowią dla mnie kosmetyku-zamiennika z tradycyjnym, płynnym szamponem.

W chwili obecnej czuję na nieco zrażona i niepewna, czy kolejny zakup również nie okaże się klapą. W szufladce z zapasami czeka na wypróbowanie jeszcze wersja zwiększająca objętość [XXL], którą kupiłam razem z powyższą, lecz na ten moment, ze względu na dokuczający łupież, wyłączyłam z pielęgnacji wszelkie suche szampony. Po cichu liczę, by negatywne skutki dotyczyły wyłącznie serii szamponów barwnionych.

W każdym razie, Batiste Medium & Brunette, dostajesz ode mnie bana!

Dajcie znać, jak u Was sprawdzają się kosmetyki Batiste. Miałyście może podobne doświadczenia, co ja?
Miłego weekendu! 🙂

116 komentarzy

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: