Inspiracje Lifestyle

7 sposobów na to, jak oszczędzać na kosmetykach

Kiedy lista miesięcznych wydatków puchnie w oczach, zaczynamy szukać oszczędności. Rzeczy mniej dla nas istotne spadają z listy priorytetów, ich zakup przesuwamy na później. W moim budżecie kosmetyki stanowią drugą kategorię, zaraz za zdrowiem, rozwojem osobistym, rzeczami dla dzieci czy elementami do wystroju mieszkania. Są dużą przyjemnością, ale nie aż taką, by poświęcać im sporą część miesięcznych przychodów. Dlatego też właśnie na nich, między innymi, szukam oszczędności, stosując różne triki. Jakie? Lista 7 sposobów (+ kilka bonusów) poniżej. 🙂

Kosmetyki drogeryjne zamieniam na domowe

Istnieje pewna grupa kosmetyków sklepowych, które z powodzeniem mogą być zastąpione przez domowe. Przykład? Peelingi. Jeśli nie zraża Was samodzielne mieszanie olejku z cukrem lub solą oraz dodatkami zapachowymi jak zmielona kawa czy cynamon, może być to sposób na oszczędzenie kilkunastu – kilkudziesięciu złotych, szczególnie na nie wcale takich tanich peelingach z szyldem „naturalny”. Mój ulubiony peeling robię w zaciszu domowym, łącząc czysty olej kokosowy z solą i kawą. Wspaniale ujędrnia, nawilża, ściera martwy naskórek i oczywiście pięknie pachnie (na wannę w kolorze czekolady przymykam oko – trochę gorącej wody, płynu i wszystko ładnie schodzi :)). Inne tego typu kosmetyki? Toniki na bazie ziół (np. szałwii, lipy, rumianku, mięty), zielonej herbaty, imbiru, octu czy płukanki do włosów, również z octem.

Inwestuję, zamiast kupować na siłę gorsze zamienniki

To może nieco pokrętna logika, bo jeśli oszczędzać to w prostej linii znaczy nie wydawać często i dużo. Uważam jednak, że w przypadku niektórych kosmetyków wydanie jednorazowo większej kwoty jest bardziej opłacalne, niż wydawanie mniejszych kwot kilka razy. Może znacie polskie przysłowie: chytry dwa razy traci? Sama przekonałam się o tym nie raz, gdy chcąc na siłę zaoszczędzić kupowałam rzecz tańszą, która wydawała mi się równie dobrym odpowiednikiem droższej. Nierzadko ostatecznie i tak wracałam do pierwotnego, droższego produktu. Tak było przede wszystkim z kosmetykami kolorowymi: z tuszami do rzęs, podkładami, lakierami do paznokci czy pudrami. Ich jakość odstawała, była niezadowalająca, więc sfrustrowana musiałam drugi raz dokonać zakupu. Koniec końców wydałam i tak więcej, niż planowałam.

Szukam tańszych, lecz równie dobrych odpowiedników

Mając na uwadze punkt poprzedni, nie skreślam jednak nigdy kosmetyków, które na pierwszy rzut oka różnią się ceną – są tańsze. Jestem świadoma, że za kosztem często stoją czynniki inne niż tylko jakość (na przykład, rodzaj opakowania, pieniądze włożone w promocję marki). Nie raz trafiłam na perełki, które mimo mało atrakcyjnej formy zewnętrznej i słabej reklamy (ascetyczny słoiczek bez dodatkowego kartonika, mało znany producent, produkt ulokowany na najniższej półce) okazywał się świetny. Działał równie dobrze lub nawet lepiej niż bardziej popularny, dotychczas używany, droższy. Bez żalu zamieniałam taki kosmetyk na nowo odkryty, oszczędzając na tym parę złotych, nie tracąc na jakości oraz komforcie używania. To ryzyko najczęściej opłaciło się w przypadku kosmetyków pielęgnacyjnych, gdy mogłam przewidzieć jakość na podstawie porównania składów.

Niesprawdzone kosmetyki zużywam w alternatywny sposób

Zdarzyło Wam się kupić odżywkę, która puszyła włosy lub żel pod prysznic, który wysuszał skórę? Mnie niejednokrotnie, dlatego nauczyłam się wykorzystywać takie kosmetyki w inny sposób. Odżywki używałam do depilacji nóg zamiast kupować nową piankę a żelu do mycia syntetycznych, bardziej wytrzymałych pędzli zamiast dedykowanego do tego płynu.

Kupuję większe opakowania

Czy będąc na zakupach, sprawdzacie ceny kosmetyków za litr? Odkąd taka informacja zaczęła pojawiać się na etykietach z ceną, staram się robić to regularnie. Zazwyczaj okazuje się, że większe opakowanie opłaca się bardziej niż mniejsze. Na przykład, płyn micelarny w butelce 400 ml jest w przeliczeniu na litry tańszy niż ten sam w opakowaniu 200 ml. Wykorzystuję ten fakt, kiedy tylko mogę. Kupując większy kosmetyk, na przykład litrową odżywkę do włosów lub mydło, możecie się nim podzielić z mamą, siostrą lub przyjaciółką, odlewając produkt do mniejszego opakowania.

Wyszukuję promocje

Promocje są super, o ile są prawdziwymi okazjami. Znacie sytuacje, gdy nowa cena jest wyższa niż pierwotna? Uważajcie na to. Jednak zazwyczaj promocje są promocjami i pozwalają zaoszczędzić, o ile kupujemy zgodnie z zapotrzebowaniem, rozsądnie. Rabatów warto szukać, przeglądając gazetki promocyjne, instalując zniżkowe aplikacje na telefon, obserwując platformy z rabatami czy w czasopismach dla kobiet. Promocje są naliczane także z kartami członkowskimi, które obecnie oferuje większość drogerii i marketów.

Używam oszczędnie

Na koniec oczywista oczywistość – oszczędzasz, używając oszczędniej. Pamiętam, gdy na fali popularności olejowania potrafiłam wylać kilka łyżek olejku na włosy do ramion. Były po takim zabiegu pięknie nawilżone i błyszczące, ale taki sam efekt uzyskałabym stosując jedną łyżkę. Podobnie z żelami pod prysznic (do dziś niestety zużywam je w mgnieniu oka, bo wylewam na dłoń zbyt dużo), szamponami, odżywkami czy płynami do demakijażu. Wciąż uczę się stosować mniej, by na dłużej starczało, a efekt był nadal zadowalający.

Inne pomysły? Oszczędzać można biorąc udział i wygrywając konkursy z kosmetykami, zapisując się do klubów testerek, organizując grupowe zakupy poprzez fora internetowe (na przykład, kosmetyków z zagranicy) lub urządzając, tak zwany, swapping kosmetyczny, czyli wymiany kosmetyków, które u nas się nie sprawdziły.

Czy stosujecie powyższe triki, by zaoszczędzić pieniądze na inne przyjemności? A może znacie jeszcze inne sposoby, żeby móc cieszyć się fajnymi, dobrymi jakościowo kosmetykami i jednocześnie nie zostawiać całej zawartości portfela w sklepie? 🙂

Wpisy, które mogą Ci się podobać

22 komentarze

  • Odpowiedz Chocolade 27 lipca 2017 o 19:41

    Na promocjach niestety można popłynąć 😛 Kupuję np. 3 kremy do twarzy, bo są w super promocji w stylu -50%, a potem wychodzi na to, że w domu mam jeszcze jeden egzemplarz, więc mam 4 kremy, a zużywam tylko jeden na pół roku i ten ostatni pewnie się w końcu przeterminuje i zużyję go do stóp (a przecież krem do stóp kosztuje mniej niż krem do twarzy) 😛

  • Odpowiedz Meg 27 lipca 2017 o 16:17

    U mnie zainwestowałam w zdrową wodę redox do picia oraz zdrowe jedzonko co daje pozytywny efekt na skórze, to także moja inwestycja we własne zdrowie.

  • Odpowiedz KwiatyWeWłosach 25 lipca 2017 o 07:43

    Kawa z cukrem i kapką jakiegoś oleju to mój ulubiony domowy peeling. Nie widzę sensu w wydawaniu pieniędzy na peeling z drogerii, skoro domowy w niczym im nie ustępuje.

    • Odpowiedz Emilia 25 lipca 2017 o 08:56

      A ja stosuję i takie itakie, bo nie zawsze mam ochotę paprać się w olejach i soli 😉 Ale zgodzę się, że działają tak samo.

  • Odpowiedz Anka 24 lipca 2017 o 16:52

    Świetny wpis, dużo mi uświadomił, ale też postaram się wdrożyć zasadę inwestowania niż kupowania po kilka kosmetyków przeciętnej jakości. Dzięki, pozdrawiam!

  • Odpowiedz bez sennosc 23 lipca 2017 o 18:53

    Ile czasem trzeba zmarnować kasy na kupowanie jakiś tańszych kosmetyków, które np. wyglądają podobnie do tego, który mamy upatrzony, ale kosztuje więcej, a potem rozczarować się, że to maksymalna pomyłka… Zgadzam się:D

  • Odpowiedz anna 21 lipca 2017 o 09:22

    Dużo oszczędzam na kosmetykach od czasu od kiedy sama robię sobie kosmetyki do pielęgnacji ciała i twarzy. Nie jest to takie trudne. Przynajmniej wiem jaki jest skład tego co używam.
    Poza tym staram się zużywać kosmetyki do konca ( przynajmniej te, które mi odpowiadały). Kiedyś otwierałam naraz 5 kosmetykow Teraz staram się jedynie otwierać jeden 🙂

    • Odpowiedz Magda • IdaliaStyle.pl 24 lipca 2017 o 18:03

      Ania, wiem, jaka to oszczędność, bo przez pewien czas większość kosmetyków robiłam samodzielnie. Teraz niestety narzekam na brak czasu, więc nie jest to możliwe, ale fajnie wspominam te czasy. Lubiłam szczególnie domowe serum na bazie olejów i kwasu HA z ekstraktem z truskawki.
      A otwartymi kosmetykami sama walczę 😉 Zazwyczaj mam otwarte po dwa balsamy, po dwa kremy do rąk, rozpoczęte kilka kosmetyków kolorowych z tej samej kategorii. Ale pracuję nad tym. 🙂

  • Odpowiedz Hair Witch Project 20 lipca 2017 o 21:20

    Nawet nie wiedziałam, że z tylu trików korzystam 😀

  • Odpowiedz Monika 20 lipca 2017 o 10:11

    Też kupowałabym większe opakowania, ale nie mam z kim się dzielić po rodzinie, sami bracia 😉 Niemniej inne punkty stosuję i widzę faktyczne rezultaty in plus. Ostatnio udało mi się zaoszczędzić z kodami rabatowymi i po małym rekonesansie w szafkach (nie sądziłam, że mam 4 odżywki w zapasie…) ponad 200 zł. Dla mnie to dużo, jak na same kosmetyki.
    Pozdrawiam 🙂

  • Odpowiedz Agnieszka Żak 20 lipca 2017 o 09:01

    Bardzo fajny wpis na czasie. Ja jestem molem książkowym i na książki głównie oszczędzam (P.S. polecałaś ostatnio Paxa – zakochałam się w tej książce!). Kosmetyki uwielbiam, ale książki bardziej. Stosuję podobne triki. W telefonie zainstalowałam niedawno aplikację, gdzie regularnie pojawiają się promocje i rabaty, dzięki temu kupuję ze zniżkami. No i zawsze czekam na promocję w Rossku 🙂

  • Odpowiedz Ula 20 lipca 2017 o 08:54

    Pomysł z domowym peelingiem strzał w 10. Wczoraj wieczorem zrobiłam i wyszedł super. Dałam cynamon, kawę i cukier trzcinowy i zalałam ciepłym olejem kokosowym wymieszanym z masłem shea. Nie chcę nic mówić, ale peeling Phenome chyba przegra z nim w starciu. A myślałam, że już lepszego nie znajdę. Dzięki za przydatny wpis!

  • Odpowiedz adabloguje 20 lipca 2017 o 08:28

    Świetny wpis :). Niektóre wskazówki nie są mi obce, bo np. kupowanie tańszych zamienników w makijażu też się kończyło u mnie płaceniem po dwa razy (raz za tańszy odpowiednik, dwa za lepszy i sprawdzony). Analogiczną sytuację mam teraz z pędzlami do makijażu oczu. Kupiłam swego czasu tańsze zamienniki, które niestety koło tych „oryginalnych” nawet nie leżały. Po kilku użyciach nie da się nimi pracować, są tak drapiące i sztuczne, że po dłuższym blendowaniu czy nakładaniu cienia po prostu drażnią powieki. Czeka mnie zakup oryginalnych, a więc tak jak wspomniałaś „chytry dwa razi traci” :). Czasami jednak warto wydać te 200-300zł na dobre pędzle by móc je używać nawet przez kilka lat :).

  • Odpowiedz Aleksey 20 lipca 2017 o 00:01

    Świetny i przydatny post 🙂

  • Odpowiedz Iza Kuleta-Leśniewska 19 lipca 2017 o 20:42

    Tekst bardzo fajny. Do tego dodałabym tylko mój sposób na wykorzystanie nietrafionego kremu lub takiego który już mi nie odpowiada, a mianowicie stosuje je do nawilżenia stóp:)

    • Odpowiedz Ola 20 lipca 2017 o 08:47

      Ja tak samo 🙂 Do stóp, do dłoni 🙂

  • Odpowiedz K. 19 lipca 2017 o 16:40

    Świetny wpis, będę linkować 🙂
    Moje sposoby? Te które wymieniłaś, a zwłaszcza wszelkie promocje i grupony. Warto też czasem dać po prostu na wstrzymanie i zastanowić, czy kolejna pomadka jest nam naprawdę potrzebna.
    Pozdrawiam cieplutko, K.

  • Odpowiedz Asia 19 lipca 2017 o 16:13

    I jeszcze próbki fajnie przekładają się na oszczędności. Można wcześniej spróbować i w razie czego odroczyć zakupy. To mój sposób na trafione zakupy:)

  • Odpowiedz Jola 19 lipca 2017 o 16:12

    Bardzo ciekawy wpis, podoba mi się Twoje podejście. Ja także szukam oszczędności w tej sferze, bo mam inne priorytety obecnie. I zgadzam się z punktem o tym, że jednorazowa inwestycja przekłada się bezpośrednio na oszczędności. Wiele razy przejechałam się na tańszych zamiennikach, zamiast zostać przy droższych, ale od lat sprawdzonych, np. moj ukochany podkład Vitalumiere. Lepiej raz a dobrze.
    Pozdrawiam!

  • Dodaj komentarz

    %d bloggers like this: