3 kosmetyki, z których szybko nie zrezygnuję…♥

Moja kwietniowa kosmetyczka to przede wszystkim kilka ciekawych nowości, o których wiem na pewno, że znajdą w moim makijażu stałe miejsce. Przeczytacie o kremie BB o zaskakująco dobrym kryciu, o lekkiej, matowej i bardzo trwałej szmince, pięknym rozświetlaczu, który zastępuje co najmniej trzy kosmetyki i… jeszcze kilku innych wartych uwagi produktach. Z przyjemnością Wam je prezentuję.

Pierwszy krem BB, który pokochałam

Gdy na polskim rynku drogeryjnym zawitały pierwsze kremy BB, nie potrafiłam zrozumieć ich fenomenu. Być może dlatego, że miałam potrzeby inne niż mógł zapewnić słabo napigmentowany fluid o niskiej trwałości, ciemniejący po 10 minutach od aplikacji? W każdym razie z dużą rezerwą podchodziłam do każdego kolejnego i nie wierzyłam, że zostanę przy jakimś na dłużej. Aż parę tygodni temu w moje ręce wpadł nowy krem BB z serii Healthy Mix Bourjois i już po pierwszym użyciu wiedziałam, że coś jest na rzeczy. Ten krem jest inny, lepszy. Ma fanstastyczną, kremową konsystencję i zaskakująco dobre krycie, a jest przy tym jest nadal lekki oraz nawilżający. Bardzo łatwo i szybko udaje mi się zaaplikować go na twarz, bez smug czy plam. Rewelacyjnie stapia się z cerą i nie ciemnieje (używałam dwóch odcieni – z początkiem roku 01, a obecnie 02) W moim odczuciu najładniej wygląda nałożony wilgotną gąbeczką lub palcami. Pozostawia satynowe, zdrowo wyglądające wykończenie, które ja lekko matowię sypkim pudrem, szczególnie w strefie T. Jego trwałość również zaskakuje. Krem BB Heathy Mix trzyma się na mojej skórze do 4-5 godzin w bardzo dobrym stanie, później mogę zauważyć lekkie starcie przy nosie czy brodzie. Jak na tak lekki produkt to świetny wynik. A, i dodam, że obłędnie pachnie (zapach kojarzy mi się z… gumą balonową Donald – czad po prostu :))! Mój absolutny hit!

Weź go pod uwagę, jeśli:

  • lubisz podkłady o kremowej, lekkiej konsystencji,
  • oczekujesz krycia na poziomie średnim – dobrym, w zależności od sposobu aplikacji i ilości kosmetyku,
  • wybierasz aplikację wilgotną gąbeczką lub palcami,
  • lubisz kosmetyki kolorowe o pielęgnacyjnych, nawilżających właściwościach,
  • zależy Ci na przyzwoitej trwałości i naturalnie, świeżo wyglądającej skórze, a nie chcesz sięgać po ciężkie, zastygające fluidy.

Dla kolekcjonerek matu

Od uwielbienia ust mokrych i błyszczących do ust ubranych w satynę i mat – tak to u mnie wyglądało na przestrzeni kilku lat. Choć zdarza mi się sięgnąć od czasu do czasu po szminkę z lekkim połyskiem, to prym wiodą te matowe. W kolekcji, pośród słynnych Rouge Edition Velvet czy Velvet Matte Golden Rose, znalazły się nowości od Semilac – ich matowe pomadki Matt Lips. Ich kolorystyka odwzorowuje najpopularniejsze lakiery hybrydowe marki, dzięki czemu możemy nosić ten sam kolor na dłoniach i na ustach. Ja nie jestem konserwatystką w tej kwestii i lubię miksować odcienie, niemniej cieszę się, że Semilac zdecydował się na pewniaki i znane wszystkim fankom kolory. Moją uwagę w pierwszej chwili przykuł 097 Indian Roses, który od dawna uwielbiam na paznokciach. Okazuje się, że ten kolor to także hit w moim makijażu. Od paru dni nie rozstaję się z nim i maluję przy każdej okazji. Neutralny, lekko różowy beż to odcień, który szczególnie sprawdził się w moim makijażu dziennym. Jego mocne strony to lekka, łatwo rozprowadzająca się na ustach konsystencja i świetna pigmentacja. Powiem Wam szczerze, że zawsze obawiam się tak jasnych szminek w wersji matowej, bo zazwyczaj na ustach wyglądają fatalnie (smugi, prześwity, efekt zaschniętego korektora). Z Semilac Matt Lips 097 Indian Roses niczego takiego nie ma – pomadka nie osadza się w zagłębieniach warg, nie wysycha na wiór, a jednolicie układa się na ustach i komfortowo nosi. I najważniejsze, po przepięknym kolorze i świetnej konsystencji – trwałość. Bez jedzenia i picia nosiłam ją 4 godziny – ani śladu starciu czy zjedzenia, a wypicie dwóch kaw i niewielkiego posiłku przetrwała właściwie bez szwanku. Na pewno jeszcze o nich usłyszycie, bo właśnie testuję pozostałe kolory.

Weź ją pod uwagę, jeśli…

  • lubisz pomadki o kremowej, lekkiej, nieco płynnej formule,
  • przepadasz za prawdziwie matowym wykończeniem,
  • oczekujesz od szminki kilkugodzinnej trwałości, bez konieczności poprawek,
  • chcesz mieć możliwość precyzyjnego makijażu ust dzięki aplikatorowi z gąbeczką.

Perełka!

Gdybym miała policzyć, ile kosmetyków kolorowych zużyłam do dna, pewnie byłoby ich niewiele. Na pewno ze trzy podkłady Annabelle Minerals, kilka Revlon Colorstay, bronzer Bahama Mama the Balm, kremowy cień Maybelline Tattoo a nawet jeden lakier do paznokci, również Maybelline, gdy miałam fazę na krótki i granatowy manicure. Do tej krótkiej listy dołączy z pewnością rozświetlacz L’Oréal Paris o super długiej nazwie: True Match Highlight, Powder Glow Illuminator Blush & Highlight w odcieniu 202 Rosy Glow. Nazwa jest prawie tak samo długa jak lista możliwości tego kosmetyku. Stąd też takie zużycie. 🙂 Ten świetny rozświetlacz regularnie ląduje na moich policzkach, skroniach, powiekach, dekolcie, na podkładzie i pod podkładem (użycie go przed aplikacją zmienia podkład w produkt bardziej rozświetlający). Sprawdza się w precyzyjnym strobingu, prostym konturowaniu czy najzwyklejszym, dziennym makijażu, gdy chcę wyglądać świeżo, promiennie, na wyspaną i wypoczętą. I uwierzcie, pomaga. Jest aksamitny i kremowy w swej suchości, dzięki czemu rewelacyjnie stapia się ze skórą i innymi kosmetykami na twarzy. Wymieszanie wszystkich odcieni pozwala uzyskać neutralny odcień szampańskiego beżu, a użycie pojedynczo każdego kafelka efekt bardziej lub mniej perłowy. Ja najczęściej łączę wszystkie kolory, a najciemniejszego używam jako kropkę nad i po aplikacji różu. Zaletą rozświetlacza jest jego trwałość oraz opakowanie z lusterkiem (i, muszę to napisać, fatalnym, drapiącym pędzelkiem – możecie od razu go wyrzucić!).

Weź go pod uwagę, jeśli…

  • lubisz kosmetyki wielofunkcyjne (rozświetlacz punktowy, jasny róż na policzki, cień do powiek, baza pod podkład, puder rozświetlający do wykończenia makijażu),
  • szukasz rozświetlacza, który pozwala stopniować efekt – od delikatnej poświaty po mocny, metaliczny połysk,
  • chętnie wybierasz pudry w kamieniu, o aksamitnej, lekko kremowej formule,
  • potrzebujesz rozświetlacza, który wytrzyma na twarzy cały dzień,
  • lubisz opakowania z dodatkowymi gadżetami jak lusterko i pędzelek.

Poniżej pozostałe hity mojej kosmetyczki:

  • tusz do rzęs L’Oréal Paris Volume Million Lashes – kocham tę serię – maskara zielona, czerwona, czarna fioletowa czy złota – niezależnie od rodzaju, każda to HIT! Tusze pięknie podkreślają rzęsy, zagęszczają włoski, pogrubiają je i są bardzo trwałe. Ich zaletą są również bardzo dobrze zaprojektowane szczoteczki silikonowe.
  • kredka na linię wodną (także pod łuk brwiowy i w wewnętrznym kąciku oka) Eyebrow Lifter Catrice (010 Lift Me Up, Scotty)- matowa kredka bez drobinek, która rozjaśnia akcentowane fragmenty twarzy, nadaje makijażowi świeżości oraz głębi.
  • rozświetlający korektor No Dark Circles Lirene – lekki, płynny, rozświetlający korektor, który świetnie sprawdza się do rozjaśniania całej okolicy oczu (zasada trójkąta).
  • puder matujący Pretty Matt Annabelle Minerals – świetnie zmielony, delikatnie kremowy w swej suchości puder mineralny, któremu w pełni ufam, jeśli chodzi o matowienie strefy T na kilka godzin. Marzę o wersji prasowanej, do torebki.
  • róż Annabelle Minerals w odcieniu Nude, Romantic a ostatnio też Honey – kolejne pewniaki Annabelle Minerals to seria trwałych, satynowych i dobrze napigmentowanych róży w pięknych, twarzowych kolorach.
  • paletka do brwi Master Brow Pro Palette Maybelline (Deep Brown)- paletka to trio złożone z wosku, matowego cienia i rozświetlacza, do których dołączone zostały mini pęsetka i skośnie ścięty pędzelek. Właściwie wszystko w jednym malutkim pudełeczku. Cienie są trwałe i dobrze skomponowane kolorystycznie. Matowy brąz idealnie pasuje do mojego naturalnego koloru włosów.

Dziewczyny, znacie któryś kosmetyk z mojej listy ulubionych? Zdradźcie, co jest Waszym obecnym makijażowym hitem ♥

 

 

 

23 Komentarze

  • U mnie niestety ten złoty tusz okazał się być bublem, bo prawie nic nie robił 😛

  • Odkryłam, że mam w mieście wyspę Semilac, chyba potrzebuję tej szminki 🙂

  • Piekny blog, przejrzysty i treść bardzo ciekawa, zapraszam Cię na mojego bloga, jestem ciekawa co o nim sądzisz i może podsuniesz mi jakieś propozycje 🙂

  • Podstawa mojego makijażu to rozświetlający podkład Annabelle Minerals oraz tusz do rzęs L’Oréal Paris Volume Million Lashes :))

  • Nie wiedziałam, że Semilac ma w ofercie szminki. Kojarzę ich wyłącznie z produktami do paznokci.

  • Widziałam niedawno reklamę tego BB i też się zainteresowałam. Jak polecasz to będę musiała obadać sprawę 🙂

  • Super wpis i pięne zdjęcia 🙂 A twój Ig wymiata, uwielbiam 🙂

  • Mój ulubiony typ wpisów – kolorówka <3 Kochana, może jakieś porównanie gąbeczek, bo mówisz, że do BB fajnie się sprawdza. Chciałabym kupić, ale nie wiem którą warto. Podpowiesz?

  • U mnie kilka kosmetyków powtarza się, na przykład ta kredka Catrice, jest świetna. A zainteresowałaś mnie najbardziej kremem BB. Jeśli faktycznie kryje i ma lekką formułę to coś dla mnie. W poniedziałek zajrzę do drogerii po niego.

  • Bardzo dobrze zapowiadającej się typy. Mój makijaż jest ostatnio bardzo minimalistyczny, praktycznie sam podkład, róż i tusz (ale rym :D). No ale nic nie poradzę, cera daje się we znaki i nie mam ochoty na więcej. Będzie jakiś wpis o pielęgnacji cery problemycznej?

  • No pewnie, że znam, choćby tusze i minerały Annabelle, u mnie podkłąd rozświetlający jest hitem, a i korektor dopasowany do niego. A teraz na hit wyrasta baza pod cienie ArtDeco, nareszcie nic mi się nie roluje 🙂

  • Bardzo fajny wpis, lubię takie zestawienia 🙂 Może napiszesz coś o obecnej pielęgnacji?
    P.s. Podglądam twoje makijaże na stronie Annabelle Minerals i masz taką zadbaną cerę. Chętnie poczytam, jak ją pielęgnujesz 🙂

  • Śliczne zdjęcia 🙂 I fajnie, ze pokazujesz naprawdę używane kosmetyki, bo czasem na blogach wszystko takie odpicowane, jak prosto ze sklepu 🙂 Na pewno wiesz o co mi chodzi – zero zużycia, starcia. Swoją drogą, wkurza mnie że opakowania tak szybko się niszczą i napisy ścierają. Osobiście dbam o kosmetyki, wyciram je, nie rzucam po szufladzie, każdy ma swoje miejsce a i tak są porysowane i farba gdzieniegdzie odchodzi. :///

  • Niedawno odkryłam minerałki Annabelle i jestem zachwycona. Mam właśnie róż Honey, podkład matujący i puder matujący, świetne produkty a pomyśleć, że tak długo bałam się kosmetyków sypkich i mineralnych :O

    • Ja również niedawno odkryłam Annabelle Minerals, mam już podkład, primer i róż 🙂 jestem zachwycona. Z czystym sumieniem wszystkim polecam.

  • O, nie wiedziałam, że ten rozświetlacz jest godny uwagi. Wydawał mi się taki suchy. Teraz używam Mary Lou Manizer, pewnie znasz? 🙂 i uwielbiam. Moim skromnym zdaniem, najładniejsy produkt tego typu. Jeszcze kojarzę Makeup Revolution, takie wypiekańce serduszka, ale nie miałam.

  • Świetne to zdjęcie ze swatchami, od razu widać konsystencję i to w takim ładnym wydaniu 🙂 Ja poluję oczywiście na Semilaczki, Maxi tak mnie na nie nakręciła, że na pewno kupię ze dwie pomadki 🙂

  • Hej kochana, u mnie ten korektor Lirene też się fajnie sprawdza. Słyszałam narzekania na drobinki, ale moim zdaniem w zwykłym świetle ich nie widać a w słońcu robią cała robotę, odbiajają światło.
    Mam ochotę kupić nową paletkę do brwi, bo moja dobija dna (mam teraz taką srebrną Loreal).

  • Świetny wpis, lubię podglądać kosmetyczki innych dziewczyn 🙂 Zainteresowałaś mnie szminkami Semilaca, myślałam że mają tyko lakiery. Może skuszę się na jakąś intensywną, bo z nudziakami to mi nie do twarzy 🙂

  • Znam kilka kosmetyków, np. te tusze Loreala, kupuję je od lat 🙂

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.