Beauty,  Makijaż,  Pielęgnacja

3 gadżety urodowe, które chętnie wypróbuję

Jestem otwarta na nowości i to w różnych dziedzinach życia. Uwielbiam odkrywać nowe miejsca, książki, muzykę, nowe zapachy i smaki. Lubię też poznawać nowinki urodowe, a także kosmetyczne gadżety. Trzy z takich kobiecych zabawek szczególnie wpadły mi w oko. Zobaczcie, o czym mówię.:)

Mój codzienny makijaż nie może obyć się bez dobrego aplikatora do podkładu. Priorytetem jest to, by jak najlepiej nakładał pudry mineralne, bo właśnie one regularnie upiększają moją twarz. Wypróbowałam pędzle wielu marek, a także różne gąbki, ale nie próbowałam jeszcze… aplikatorów automatycznych. Pierwszy rodzaj to wibratory do podkładu.:) Urządzenia podobne do szczoteczek do oczyszczania twarzy, tyle że z gąbkowymi nakładkami. Bardzo popularnym modelem jest aplikator Color Me. Wideo z jego użyciem podlinkowałam niżej. Ciekawa sprawa, jednak nie do końca przekonuje mnie ta gąbka, którą pewnie trudno wyczyścić.

Bardziej od tego typu urządzeń, zainteresował mnie automatyczny pędzel. Ten, amerykańskiej marki Doll 10, podobnie jak aplikatory wibrujące, zasilany jest bateriami, a w miejscu standardowo na stałe utwierdzonego włosia posiada ruchomą (i zdejmowaną do mycia) głowicę. Test na żywo pokazuje poniższe wideo. Muszę przyznać, że jestem zaintrygowana.:)

Niedawno w jednym ze sklepów ze sprzętem fryzjerskim oglądałam prostownicę z serii Keratin Therapy marki Remington, której płytki zostały wzbogacone o mikroskładniki pielęgnujące włosy podczas prostowania. Trudno jest mi jednak uwierzyć, że urządzenie podgrzewające włos do temperatury z przedziału 160 – 230°C może troszczyć się o kondycję prostowanych pasm. Jeśli miałabym wypróbować coś z tej serii to chętnie sięgnęłabym po jedną ze szczotek, na przykład, tę z włosiem nasączonym odżywką. Na pewno nie zastąpiłaby systematycznej pielęgnacji, ale może skutecznie wygładzałaby czesane pasma? Z czystej ciekawości spróbowałabym.

Ostatnim gadżetem, który bardzo mnie zaintrygował jest Cream Booster marki Talika, czyli urządzenie, które ma za zadanie zwiększać skuteczność produktów pielęgnacyjnych. Wykorzystuje trzy technologie: jonoterapię (dostarcza składniki aktywne do głębszych warstw skóry), fototerapię (stymuluje produkcję kolagenu) oraz wibracje, poprawiające mikrokrążenie. Na Cream Booster nakłada się preparat (krem, serum, żel), a następnie przez minutę masuje wybrane partie twarzy. Mnie zainteresował szczególnie pod kątem pielęgnacji okolic oczu, czyli tam, gdzie już widzę pierwsze oznaki starzenia się skóry.

Co sądzicie o tego typu gadżetach? Jesteście ich entuzjastkami czy podchodzicie do nowinek kosmetycznych z dystansem? 🙂

34 komentarze

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: